Wyniki konkursu z „Inspiracją” Adriana Bednarka

Serdecznie gratuluje zwycięzcom. Przypominam, że w konkursie patronackim do wygrania były cztery egzemplarze najnowszej powieści Adriana Bednarka „Inspiracja” z podpisami autora.
Wyniki konkursu z „Inspiracją” Adriana Bednarka

Serdecznie gratuluje zwycięzcom. Przypominam, że w konkursie patronackim do wygrania były cztery egzemplarze najnowszej powieści Adriana Bednarka „Inspiracja” z podpisami autora.
The Nightcomers (1971)

Majętny właściciel rozległej posiadłości i wuj dwójki osieroconych dzieci postanawia wyjechać na stałe tym samym pozostawiając opiekę nad domem oraz Florą i Miles’em swojej służbie: Gosposi Pani Gips, Guwernantce Pannie Jessel i dozorcy Quintowi. Sytuacja w domu szybko wymyka się spod kontroli, a arystokrata jest zmuszony wrócić, bo zarówno dozorca jak i guwernantka giną w niejasnych okolicznościach.
Czy są na sali osoby, które nie znają opowieści Henry’ego Jamesa „W kleszczach lęku”? Powieść wielokrotnie ekranizowana, poddawana fabularnym wariacjom, cieszy się ogromną i niewątpliwie zasłużoną popularnością. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że ktoś postarał się o filmowy prequel „W kleszczach lęku”. Zasiadając do seansu z „Koszmarami” zupełnie nie miałam świadomości, że właśnie z nim będę mieć do czynienia – Po co czytać opisy filmów, jak można nie czytać?;) Szybko połapałam się jednak co i jak i z ciekawością śledziłam jak narodziła się właściwa historia „W kleszczach lęku”.

Wszystko zaczyna się od wyjazdu wuja Flory i Milesa. Człowiek ten wyraźnie nie jest zainteresowany wychowywaniem siostrzeńców, wręcz nie zamierza przebywać w ich pobliżu. Ciężar opieki przerzuca na służbę. Możecie być zszokowani takim zagraniem, ale nie jest to znowu takie niepopularne rozwiązanie wśród osób, które mogły sobie na to pozwolić finansowo.
W każdym razie od tego wydarzenia wszystko się zaczyna. Poznajemy więc teoretycznie młodsze wersje Flory i Milesa- teoretycznie, bo chyba we wszystkich znanych mi ekranizacjach oryginału dzieciaki wyglądały na młodsze;). Poznajemy też niesławnego Quinta i Pannę Jessel. Fabula skupia się na przedstawieniu ich wzajemnych relacji i wpływie jaki wywarły one na dwoje dzieci pozostawionych pod ich opieką.
Marlon Brando w roli Quinta to szelma, obibok i dewiant wypada rewelacyjnie. Jego relacja z 'ukochaną’ Jessel nacechowana jest sadystycznie, a i oddziaływania wychowawcze na dzieciaki pozostawiają wiele do życzenia. Mamy tu więc do czynienia z obrazem powolnego wypaczania młodych umysłów przez otaczające ich zepsucie osób niezrównoważonych psychicznie, z którymi pozostają w izolacji.

Nie jest to typowy horror, zdecydowanie, ale czy takim też było w „Kleszczach lęku”? Atmosfera jest tu mniej gęsta, choć wszystko intensyfikuje się, gdy zbliżamy się do finału, czyli śmierci Quinta i Jessel. W każdym razie historia jest ciekawa i nieźle zrealizowana.
Moja ocena:
Straszność:1
Fabuła:8
Klimat:7
Napięcie: 6
Zabawa:7
Zaskoczenie:7
Walory techniczne: 7
Aktorstwo:7
Oryginalność:6
To coś:7
63/100
W skali brutalności: 1/10
Widżet zawiera linki afiliacyjne.
1BR (2019)

Sarah przeprowadza się do Los Angeles. Marzy o pracy projektantki mody, ale najważniejsze jest dla niej znalezienie swojego miejsca z dala od ojca, który zdradzał jej umierającą matkę. Udaje jej się wynająć wymarzone mieszkanie w ładnym apartamentowcu na spokojnym osiedlu. Sympatyczni sąsiedzi, las pomocnych rąk, duch wspólnoty… Sarah może cieszyć się tym wszystkim, ale tylko do czasu. Do czasu gdy zacznie łamać zasady społeczności.
To już drugi straszak traktujący negatywnych w skutkach próbach wicia własnego gniazdka, jaki udało mi się obejrzeć w ostatnim czasie… Tym razem jest to obraz debiutującego w długim metrażu Davida Marmora. Gatunkowo stanowi przykład kina psychologicznego, ale bardziej thrillera niż horroru. Jest raczej oszczędny w środkach, więc nie rozpiszę się na temat jego walorów technicznych i raczej skupię się na warstwie tekstowej.
Fabuła filmu skupia się na postaci młodej kobiety, która otwiera nowy etap w życiu. Chce odciąć się od korzeni i zacząć życie w bardziej przyjaznym środowisku. Społeczność apartamentowca wydaje się być odpowiedzią na jej potrzeby. Grupa zawsze uśmiechniętych, serdecznych ludzi o dobrych intencjach. Tak, dobre intencje…

Sarah jednak nie czuje się tam dobrze, dziwne nocne hałasy w mieszkaniu, a później anonimowe liściki sugerujące, że ktoś odkrył, że złamała lokatorski regulamin. Sytuacja się zaognia. Do czego to wszystko zmierza łatwo możecie się domyślić śledząc dalsze kroki społeczności podejmowane względem Sary. Nim dziewczyna się zorientuje znajdzie się w pułapce. I nie jest to tylko pułapka ideologiczna. Z ideologiami jest ten problem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto nie cofnie się przed niczym by wcielić je w życie. Tak oto parafrazując mojego niegdysiejszego profesora: Kaszanka dla wszystkich i nie ma miejsca na pęto cienkiej. Sarah zmuszona jest podporządkować się północnokoreańskiemu modelowi życia.

Seans z „1BR” to obserwowanie nierównej walki jednostki ze wspólnotą. Tortury i pranie mózgu, by wreszcie rozegrać bitwę ostateczną przeciwko samemu sobie o siebie. Dobrze opowiedziana historia z dobrym, mocnym finałem. Myślę, że film ma szansę się spodobać, szczególnie osobom lubującym się w antyutopiach, opowieściach z rodzaju „Żon ze Stepford”.
Moja ocena:
Straszność: 2
Fabuła:8
Klimat:6
Napięcie:7
Zabawa:7
Zaskoczenie:6
Walory techniczne:7
Aktorstwo:7
Oryginalność:6
To coś:7
63/100
W skali brutalności: 1/10
Wywiad z Adrianem Bednarkiem

Adrian Bednarek, dobrze znany Wam z diabelskiej serii o młodym mordercy Kubie Sobańskim, czy doskonale przyjętego przez czytelników „Pasażera na gapę” opowie Wam o swojej nowej powieści. Moją recenzję „Inspiracji” możecie przeczytać TU
Biblia Horroru: Spotykamy się ponownie przy okazji premiery Twojej nowej książki. Ostatni raz oficjalnie rozmawialiśmy kiedy wydawałeś ostatnim tom serii z diabłem. Może to symboliczne, że spotykamy się ponownie właśnie w chwili gdy przedstawiasz swoim czytelnikom nową serię?
Adrian Bednarek: Rzeczywiście jakoś tak się złożyło, że nie rozmawialiśmy oficjalnie o moich jednoczęściówkach. Nie wiem czy można tą sytuację nazwać symboliczną ale pokazuje, że jeśli chodzi o Bednarka bardziej przyciągają Cię serie niż pojedyncze historie.
B.H: Nie zapytam jakie zmiany w Twoim życiu zaprowadziło wydanie siedmiu książek i premiera ósmej, zapytam inaczej. Jak zmieniłeś się Ty sam? Twój sposób myślenia o życiu, o pisaniu i wszystkim co towarzyszy publikacjom? Rozpoznałbyś teraz w sobie tego chłopaka, który publikował pierwsze rozdziały swojej debiutanckiej książki na wattpad?
A.B: Od tamtej pory (7 lat) bardzo się zmieniłem. Stałem się dojrzalszy, chyba spokojniejszy, zostałem tatą co też zmienia spojrzenie na świat. Jeśli chodzi o sprawy czysto pisarskie, teraz moja wiedza jest nieporównywalnie większa. Kiedyś chciałem tylko pisać i myślałem że reszta „sama się zrobi”. Już wiem, że jest inaczej. Poznałem redakcję, proces wydawniczy, realia rynkowe. Nabrałem sporo doświadczeń, wiem jakie popełniałem błędy, wiem na co zwracać uwagę podczas poprawek choć i tak cały czas się uczę. Na szczęście pisarski świat bardzo mi się podoba, jest marzeniem nad którym pracuję od lat więc ta nauka też jest przyjemna. Najfajniejszą zmianą jest to, że nie trzeba już szukać wydawcy i żyć nadzieją, że ktoś mnie wyda, tylko można spokojnie planować kolejne publikacje i zastanawiać się która powieść będzie następna. A chłopaka, który publikował swoje debiuty na Wattpadzie rozpoznaję każdego dnia gdy siadam do pisania. Kiedy piszę książkę odpływam do świata wyobraźni i po prostu się bawię. Samo pisanie jest czystą frajdą i to jedno nie zmieniło się od lat.
B.H: Twój bohater Oskar Blajer, którego poznajemy na kartach powieści „Inspiracja” jest aspirującym pisarzem. Publikuje właśnie na wattpad i to właśnie tam opublikowałeś „Inspirację”, wiedząc, że i tak wkrótce ukaże się nakładem NR. Co sądzisz o takiej formie dzielenia się ze światem swoją twórczością?
A.B: Uważam, że taka forma jest świetną przygodą i weryfikuje umiejętności aspirującego pisarza. Właśnie na Wattpadzie pisałem „na bieżąco” choćby Pamiętnik i Proces Diabła. To było niesamowite doświadczenie. Pierwsi czytelnicy, pierwsze opinie i to niezwykłe uczucie kiedy wiedziałem, że czytający naprawdę wkręcają się w opowiadaną historię… Publikowanie na Wattpadzie mobilizowało mnie do regularnego pisania a świadomość, że jestem „czytany” dodawała sił w czasach kiedy nikt nie chciał mnie wydać. Myślę, że Wattpad a konkretnie czytelnicy Wattpada odegrali dużą rolę przy budowaniu mojej pisarskiej kariery. Ich obecność dodawała pewności siebie i wiary, że w końcu się uda. „Inspirację” zdecydowałem się publikować na bieżąco bo… stęskniłem się za Wattpadowym klimatem. Mój Wydawca nie miał nic przeciwko więc mogłem jeszcze raz przeżyć podobne emocje co kilka lat temu.
B.H: Wiem, że „Inspiracja” to dopiero początek serii, swego rodzaju preludium dla historii Oskara Blajera. Część druga „Obsesja” jest już gotowa do druku, a trzecia część „Fascynacja” przechodzi ostatnie szlify redakcyjne. W każdej z nich poznajemy też Oskara w nieco innej odsłonie. Ten bohater mocno ewoluuje. W przeciwieństwie do Kuby Sobańskiego, którego poznaliśmy już jako mordercę u szczytu formy by dalej śledzić jego powolny upadek. To są bohaterzy podobni i zupełnie różni. Jesteś gotowy by zmierzyć się z porównaniami obu serii?
A.B: Zdaję sobie sprawę, że porównania do Kuby są nieuniknione ale pierwszy raz będę się musiał z nimi mierzyć więc tak naprawdę nie wiem jak zareaguję. Sam jestem tego ciekaw. Oskar według mnie to zupełnie inny bohater, z innymi problemami, zmieniający się w sposób który mnie zaskakiwał. Nazwałbym go jednym wielkim zaskoczeniem. Wierzę, że czytelnicy odbiorą go podobnie.
B.H: Od czasu Kuby Sobańskiego, żadnemu ze swoich bohaterów/bohaterek nie zdecydowałeś się poświęcić serii. Nie poznaliśmy dalszych losów Wiktora, Maćka, Magdy, Ewy ani Poli. Dlaczego akurat Oskar zaskarbił sobie Twoją uwagę na dłużej?
A.B: Początkowo „Inspiracja” to też miała być jednorazowa przygoda. Kolejny thriller w moim repertuarze, ale kończąc pierwszą część poczułem, że Oskar ma w sobie to „coś”, jego dalsze losy układały się w głowie niemal z automatu. Długo zastanawiałem się którym z moich bohaterów dać szansę na dalsze przygody. Ciągle wychodziło mi, że ich historia powinna zamknąć się w jednym tomie. Czekałem aż pojawi się ktoś odpowiedni i w końcu się pojawił 🙂 Inna sprawa, że pisanie tej trylogii to totalne ryzyko. Nie wiem jak czytelnicy odbiorą „Inspirację”, nie wiem czy wkręcą się w „Obsesję” a jednak potrzeba przeżycia dalszych losów Oskara Blajera była na tyle silna, że postanowiłem zaryzykować. Całe szczęście mój Wydawca też lubi ryzykować 🙂
B.H: Samo napisanie książki to nic, trzeba jeszcze przygotować ją do wydania. Jak znosisz proces redakcyjny i kolejne korekty tekstu? Pojawiają się chwile w których już nie możesz patrzeć na własną książkę?;)
AB: Z procesem redakcyjnym jest różnie. Samą redakcję bardzo lubię. Mam świetną redaktorkę i dopieszczanie moich książek to tak naprawdę zabawa jak podczas pisania. Nie lubię za to poprawiać tekstu przed wysłaniem do redakcji. Tym zawsze jestem zmęczony. Chwile w których nie mogłem patrzeć na swoje książki pojawiły się tylko raz, w styczniu tego roku. To był istny maraton. Poprawianie „Ona” mojego erotyko thrillera, egzemplarz sygnalny „Inspiracji”, egzemplarz sygnalny „Obsesji”, redakcja „Ona”. Cały styczeń czytałem tylko Bednarka i to po 8-11 godzin dziennie. Miałem serdecznie dosyć, ale uważam że praca przyniosła efekt i czytelnicy dostaną naprawdę dobre książki.
B.H: Sytuacja pandemii mocno pokrzyżowała Twoje plany związane z publikacją „Inspiracji”. Majowy termin premiery na Targach Książki w Warszawie został odwołany i tak naprawdę do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy kiedy „Inspiracja” się ukaże. Jak poradziłeś sobie z tą niepewnością, którą z resztą dzieliłeś z wieloma innymi autorami?
A.B: Sytuacja pandemii całkowicie pokrzyżowała plany. Nie tylko samej publikacji ale przede wszystkim te dotyczące działań marketingowych. O dziwo znosiłem to nie najgorzej. Owszem, bolało, że cała kampania reklamowa idzie do kosza ale bardzo pomogła mi świadomość, że mój Wydawca chce działać i szuka najlepszych rozwiązań dla publikacji w tym niepewnym okresie. Ja mając w miarę spokojną głowę wykorzystałem ten czas na napisanie „Fascynacji” i domknięcie trylogii 😉
B.H: W ciągu ostatnich lat, w toku kolejnych publikacji trochę poznałeś pisarskie środowisko. Udało Ci się nawiązać znajomości z innymi pisarzami? Masz jakiś kumpli od pióra z którymi wymieniasz myśli? Czy raczej jesteś samotnikiem?
A.B: Troszkę poznałem, zwłaszcza na ostatnich Targach Książki i podczas poznańskiej Grandy. Udało mi się nawiązać kilka znajomości, ale bardziej oficjalnych niż mocno koleżeńskich. Stałych kumpli od pióra nie mam. Uwagi wymieniam z tą samą grupą ludzi która towarzyszy mi od czasów debiutu i z moim wydawcą.
B.H: Jakie są Twoje oczekiwania wobec publikacji serii z Oskarem Blajerem? Uważasz, że ten niesforny chłopak zyska jeszcze większą popularność niż dotychczasowi barwni bohaterzy?
A.B: Ja zawsze zakładam, że moja nowa książka będzie bestsellerem. To podejście nie zmieniło się od czasu debiutu, nie zmienia się nadal mimo, że wydajemy „Inspirację” w specyficznych warunkach. Oczywiście liczę na sukces. Gdybym myślał inaczej, przestałbym pisać.

Dzięki, Adrian!
0.0 MHz/ Częstotliwość opętania (2020)

Grupa studentów postanawia wybrać się do owianego złą sławą opuszczonego domu by wywołać ducha zmarłej samobójczą śmiercią kobiety. Wszystko przyjmuje formę eksperymentu, który zamierzają zrelacjonować.
Przystępując do seansu z filmem widziałam tylko wyjątkowo kiepsko brzmiący tytuł. Później ujrzałam napisy, ni mniej ni więcej wskazujące na Azję jako kolebkę tej produkcji. Oho, może być ciekawie. Gdy zorientowałam się, że mam do czynienia z filmem made in Korea Południowa byłam już pewna, że będzie świetnie. Bo jak może być inaczej? Przecież, jak dotąd nie widziałam żadnego Południowo koreańskiego filmu, który by mi się nie spodobał.
„Częstotliwość opętania” udowodniła mi jednak, że w gloryfikowanej przeze mnie Korei Południowej też kręci się filmy klasy B… Nie wierzyłam własnym oczom. Ten film jest zły.
Scenariusz stanowi kalkę innych mało udanych udanych produkcji Hollywoodzkich. Jest infantylnie, bzdurnie, naiwnie. Pod względem technicznym też mielizna, aktorsko bieda. Nie mam w zasadzie nic więcej do dodania.


Co mnie drażniło polski dystrybutor postanowił użyć anglosaskich imion i lektor zamiast zwracać się do bohaterki: So- hee krzyczy Beky 0_O. I po co to? Pierwszy raz spotkałam się z takim zabiegiem. Efekt jest pokraczny. Nie wiem czy film ma w ogóle jakieś widoczne zalety? Może to, że przy odrobinie dobrej woli możecie się pośmiać? Scena okładania bohaterki suchymi gałęziami celem wypędzenia demona była dość komiczna.
Mimo, że Koreańczycy robią tak wspaniałe kino musiał trafić się głup zapatrzony w Amerykę. Biorąc pod uwagę poziom do jakiego przywykłam w przypadku Korei jest gorzej niż źle. Paździerz.
Moja ocena:
Straszność: 1
Fabuła: 4
Klimat:4
Napięcie:3
Zabawa:3
Zaskoczenie:3
Walory techniczne:4
Aktorstwo:5
Oryginalność:3
To coś:3
30/100
W skali brutalności: 1/10
Głową w dół – Michał Gacek

Kraków, lata ’30 XX wieku. Czterech dandysów lubujących się w intelektualnych dysputach w czasie mocno zakrapianych imprez, postanawia rozwiązać zagadkę pewnej znanej medium. Żydówka Oksana przybywa do Krakowa na ich zaproszenie, co zbiega się w czasie z pojawieniem się w mieście mordercy. Korzystając z mocno niestandardowych sposobów bohaterzy wkraczają w świat kryminalnej intrygi.
Kryminały retro, czyli historie detektywistyczne osadzone w dawnych czasach cieszą się sporym powodzeniem wśród czytelników. Myślę, że jedną z ich głównych zalet jest odejście od często przejaskrawianych technologicznych sztuczek na rzecz walorów ludzkiego umysłu, który jest tu głównym narzędziem w prowadzonym dochodzeniu. Autorzy tego rodzaju powieści nie mogą pobiec na skróty, a ich bohaterzy nie znajdują wsparcia w technologii. Nie inaczej dzieje się w powieści „Głową w dół”.
Drugą zaletą retro kryminałów, którą w ogromnym stopniu reprezentuje ta powieść jest możliwość nieco sentymentalnej podróży w przeszłość. Czytając chcemy poznać to z czym nie mamy do czynienia w szarej codzienności. Nikt z nas współczesnych nie miał okazji przechadzać się po Krakowskich uliczkach w okresie międzywojennym. Tło w powieści Gacka jest bardzo dopracowane i nie chodzi mi tu nawet o warstwę czysto opisową. Z każdego fragmentu tej książki boje duch minionych czasów.
Bohaterzy Gacka to bohaterzy bardzo specyficzni. Ich sylwetki mogą się Wam wydać abstrakcyjne, ale bez wątpienia są to osoby, które przykują Waszą uwagę. Poznajemy ich przysłuchując się toczonym przez nich rozmowom, żarliwym dyskusjom nad kieliszkiem. Alkohol odgrywa u z resztą nie małą rolę;)
Nasi dandysi są przejęci misterium okultyzmu, interesuje ich spirytyzm i wszystko co z nim związane. To właśnie te kwestie zajmują ich najbardziej, bardziej niż krakowska denatka, przez co miłośnicy czystego gatunkowo kryminału mogą się poczuć zawiedzeni.
No cóż, w przeciwieństwie do mnie. Mnie ten miszmasz trendów i gatunków bardzo się spodobał. Uczynił książkę oryginalną. Nie odnotowałam żadnych technicznych potknięć, które psułyby mi lekturę. Jestem zadowolona.
Moja ocena: 7/10
Dziękuję wydawnictwu IX
