Archiwa tagu: thriller

Kłopoty do wynajęcia

The Rental/ Lokum (2020)

Czwórka młodych ludzi Charlie wraz z żoną Michelle i jego młodszy brat z dziewczyną Miną wynajmują na weekend dom nad oceanem. Okazała willa blisko Pacyfiku nastraja do beztroskiej zabawy. Nim bohaterzy zorientują się, że ich poczynania mogą zostać stosownie rozliczone jest już za późno. Co się stało to się nie odstanie. Mogą tylko liczyć na to, że prawda pozostanie tajemnicą, jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że szansę na to są znikome.

“Lokum” to reżyserski debiut brata Jamesa Franco. Dave Franco skłania się ku gatunkowi grozy i co może zaskakiwać kogoś kto ma wyrobione zdanie na temat jego starszego brata nie jest to groza nastawiona na czysty mainstream i prostą rozrywkę.

Franco miał aspiracje by pochylić się nad problemem nietolerancji wobec ludzi o bliskowschodnich korzeniach jaka panuje w USA – umówmy się, nie tylko tam;) Na drodze naszych sympatycznych bohaterów stawia Taylora, faceta, który odpowiada za wynajęcie im willi. Gość jest wyraźnie uprzedzony do Miny i szybko wysuwa się na prowadzenie w konkursie na najbardziej prawdopodobnego filmowego antagonistę.

Z drugiej strony Franco poddaje też namysłowi kwestie idei wynajmowania domów obcych ludzi, również obcym ludziom. Wspominam o tym nie bez kozery, bo fakt nieznajomości terenu na jaki wkraczają antagoniści da w pewnym stopniu początek ich kłopotom. No, dobra, w kłopoty wpakowali się sami, ale wybrali najgorsze możliwe miejsce na wyjście z nich całą.

Film jest nader skromny. Mówię tu zarówno o oprawie jak i o warstwie treściowej. Nie mamy tu skomplikowanych wybiegów i ambicji na kino artystyczne, ani tym bardziej na kino ukierunkowane na łechtanie mas. Prosta historia, oparta na prostym pomyśle, jednak sprawnie sfilmowana. Śledzenie poczynać coraz mocniej zaoranych bohaterów angażuje i wprowadza napięcie. Obraz konfliktów i ich genezy wypada wiarygodnie Jest okej. Tylko okej, albo aż okej, zdecydujcie sami.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła: 7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

57/100

W skali brutalności: 1/10

Run Chloe, run

Run (2020)

Chloe porusza się na wózku, co może utrudnia jej funkcjonowanie, ale nie pozbawia marzeń o życiu normalnej nastolatki. Dziewczyna marzy o studiach na uniwersytecie stanowym i wyrwaniu się spod skrzydeł  nadopiekuńczej matki. Pewnego dnia przypadkowo odkrywa coś co nie tylko kładzie się cieniem na zaufaniu wobec mamy ale także całkowicie pozbawia ją poczucia bezpieczeństwa.

Moi Drodzy, wreszcie mam co polecić. Ostatnia filmowa posucha została przerwana przez Aneesha Chaganty’ego, twórcę bardzo dobrego Searching“, który proponuje widzowi historię wyjątkowo toksycznej relacji w swoim najnowszym thrillerze “Run”.

  Tu muszę Was ostrzec, że dalsza część recenzji zawierać będzie sugestie, które można uznać za spoiler. SPOILER: Kojarzycie historię Gypsy Rose Blanchard? Dziewczyna przez 20 lat była ofiarą zastępczego zespołu Münchhausena, na który chorowała jej matka. Kobieta wmawiała dziecku choroby, niektóre sama wywoływała, przed światem stawiając się w roli matki upośledzonego dziecka. W końcu dziewczyna dorosła i zbuntowała się. Spokojnie można powiedzieć, że stała się morderczynią. KONIEC SPOILERA.

Nawet bez znajomości prawdziwej historii przytoczonej w spoilerze szybko nabierzecie pewności jaki kierunek obierze fabuła. Filmowego antagonistę możecie wskazać bez mrugnięcia okiem, a obraz dochodzenia do prawdy jakie podejmuje ofiara będzie dla Was drogą oczywistą. Nie znaczy to jednak, że śledzenie rozwoju wydarzeń będzie wiązał się z nudą. Co to to nie. Pomysłowość scenariusza przekładająca się na pomysłowość bohaterki zapewni rozrywkę i zbuduje napięcie wokół sytuacji.

Aktorski duet dobrze znanej z serii American Horror Story Sary Paulson oraz debiutującej w fenomenalny sposób Kiery Allen pomoże Wam zaangażować się w historię. Film ogląda się naprawdę świetnie, choć w porównaniu z bardzo nowatorskim w formie “Searching” może wydawać się skromny i tradycyjny to osobiście uważam, że spodoba się większości widzów.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła: 8

Klimat: 8

Napięcie: 8

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo: 9

Oryginalność:6

To coś: 7

70/100

W skali brutalności:1/10

Making a Murder po szwedzku

Seryjny morderca/ Quick – The perfect patient (2019)

Dziennikarz śledczy Hannes Råstam interesuje się sprawą jednego z najsłynniejszych skandynawski seryjnych morderców Thomasa Quicka. Wraz ze współpracownicą dokonuje kolejnych odkryć które jednocześnie stawiają sprawę skazańca w nowym świetle jak i rzucają cień na działalność szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania.

Thoms Quick, a raczej Sture Ragnar Bergwall, bo tak naprawdę nazywał się mężczyzna został skazany za osiem morderstw. Odbywając leczenie w szpitalu psychiatryczny, począwszy od 1992 przyznał się do 30 zabójstw. Pierwszą z jego ofiar miał być nastolatek imieniem Thomas skąd Quick zaczerpnął pomysł na nowe imię. W roku 2008 zaczął wycofywać swoje zeznania pod wpływem rozmów z dziennikarzem Hannesem Råstam.

Bardzo trudno będzie mi napisać cokolwiek o tym filmie nie używając spoilerów. Mogłabym co prawda liczyć, że są wśród Was zapaleńcy śledzący wszelkie kryminalne podcasty i już od dawna jest wam znana sprawa Quicka. Z drugiej strony, nie chcę Wam psuć radości z seansu, gdyby jednak okazało się inaczej.

“Seryjny morderca” to fabularyzowana wersja prawdziwej historii. Z pewnością wiele jej elementów zostało zmienionych na potrzeby scenariusza i po filmowemu uatrakcyjnionym, nie mniej jednak mamy tu do czynienia z produkcją basted on true events.

Sama sprawy Quicka nie znałam i będę musiała to nadrobić. Sam film tylko zaostrzył mój apetyt. Historia jest NIESAMOWITA. Sama nie mogę wyjść z podziwu jak mogło dojść do czegoś takiego. Jeśli zainteresował Was serial dokumentalny, który notabene gorąco tu polecałam, “Making a murder” to przypadek Quicka z pewnością przykuje Waszą uwagę. Jaki by nie była produkcja Mikael’a Hasfstroma warto ją obejrzeć dla samych wydarzeń jakie opowiada. Jest to typowy przykład na poparcie słów Twain’a o prawdzie dziwniejszej od fikcji.

Co do oceny samego filmu jest to porównałabym go do “Zodiaka”. Porównałabym na zasadzie wspólnych elementów, ale już nie koniecznie na podstawie jakości. Nie ma tu Jake Gylenghalla, więc o czym my mówimy;) 

Filmowa narracja nie wszystkim przypadnie do gustu, bo nie mamy tu do czynienia z prostą liniową opowieścią, która będzie jasna i klarowna niezależnie od naszego  zaangażowania w jej śledzenie. Fabuła rozkręca się powoli i przypomina to stopniowe rozplątywanie się kłębka wełny. Mniej więcej po połowy filmu należy wykazywać cierpliwość w oczekiwaniu na punkt kulminacyjny. Przyjdzie czas na zbieranie szczęki z podłogi i pytania “Ale jak to?”.

Aktorsko film solidny i tu wyróżnić mogę nie tylko odtwórcę roli tytułowego mordercy, ale i pana dziennikarza. Zadbano o rozwiniecie wątków osobistych więc nie mamy tu do czynienia z czystej próby filmem udającym dokument. Jest to raczej, tak jak wspomniałam, fabularyzowana wersja prawdziwej historii. Technicznie nie spodziewajcie się wielu atrakcji, bo nie ma tu na to przestrzeni. Gatunkowo wpasowano go w thriller, ale z napięciem różnie tu bywa, nie mniej jednak wart obejrzenia.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W skali brutalności: 1/10

Zostanę z Tobą

Stoję za Tobą aka Creeping Out (2019)

Jakub i Michał, kumple i współpracownicy w Poznańskim wydawnictwie rok rocznie udają się na wspólny wypad w Tatry. Mając już za sobą zdobycie najwyższych szczytów postanawiają zejść pod ziemię. Na miejsce najnowszej wprawy Michał wybiera kompleks podziemnych jaskiń. Minimalne przygotowanie okazuje się niewystarczające i młodzi mężczyźni wkrótce znajdą się w pułapce, z której cało wychodzi tylko jeden. Po wydostaniu się z jaskini Jakub walczy z traumą i prokuratorskim oskarżeniem o śmierć swojego przyjaciela. Prawda o zdarzeniu próbuje wyjść na powierzchnie.

Drodzy Parafianie, mam dziś dla Was prawdziwy rarytas. Polski horror niezależny nakręcony przez aspirującego filmowca Kubę Borunia. Reżyser, scenarzysta, aktor i montażysta w jednej osobie uprzejmie udostępnił mi możliwość zobaczenia swojego dzieła, dlatego dziś opowiem Wam o swoich wrażeniach.

Wszyscy wiemy w jakiej kondycji znajduje się polskie kino gatunkowe. Ostatni zryw pod tytułem “W lesie dziś nie zaśnie nikt”  w mojej ocenie nie miał większy szans na przechylenie szali na korzyść polskich twórców horroru. Zupełnie inne wrażenie pozostawił po sobie “Monument“, który podobnie jak “Stoję za tobą” jest produkcją niezależną. Nie powinniście więc być zdziwieni, że gorąco kibicuję takim twórcom.

“Stoję za tobą”, znowuż podobnie jak “Monument” gatunkowo oscyluje wokół grozy i kina psychologicznego. Można więc powiedzieć, że jest bardziej thrillerem aniżeli horrorem, ale silnie obecny w produkcji pierwiastek grozy każe mi poprzeć twórcę i nazwać “Stoję za Tobą” horrorem.

Kuba nakręcił swój film za 60 tysięcy z czego większość budżetu pochłonęły koszty wszelkiego rodzaju pozwoleń umożliwiających ekipie kręcenie na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Realizacja projektu zajęła twórcy 5 lat, a więc nie mamy tu do czynienia  ze spontaniczną decyzją, raczej z przykładem determinacji i wytrwałości. Więcej o okolicznościach powstania filmu dowiecie się niebawem;)

A więc do brzegu. Czy film mi się podobał? O tak, zdecydowanie i mówię to z pełną odpowiedzialnością mając w pamięci wszelkie niedociągnięcia i typowe błędy twórcy neofity.

Przede wszystkim mamy tu do czynienia z bardzo dobrym pomysłem. Nie powiem by tego typu zabiegu fabularnego nie użyto już pod równymi postaciami w wysokobudżetowych przedsięwzięciach, ale nie zmienia to faktu, że ogólny zamysł scenariusza jest przedni i to co powinno zaskakiwać zaskakuje. Absolutnie nie ma się pod tym względem do czego przyczepić. Sprawa została gruntownie przemyślana.

Walory horrorowe też stanowią mocny punkt fabuły. To co najbardziej mnie tu ujęło to pewnego rodzaju konsekwencja w straszeniu. Nie mamy tu tanich jump scarów z dupy, które funkcjonują bez uzasadnienia fabularnego. Co więcej sceny, które mają straszyć są bardzo sprawnie przeprowadzone z właściwie stopniowanym napięciem i serio, są skuteczne. Tu jako przykład podam najprostszą z nich. Sypialnia w domu Jakuba. Jego próba zaśnięcia w ciemności. Mozolne odliczanie ile sekund wytrzyma bez włączenia latarki. Czy sufit nadal będzie sufitem gdy zgaśnie światło? A może zmieni się w zimny strop jaskini. Proste, konkretne, skuteczne. Scen nastawionych na wzbudzenie grozy, które zrobiły na mnie dobre wrażenie jest więcej.

Warstwa techniczna jest na tyle dobra na ile pozwolił na to budżet, wyobraźnia i doświadczenie. Zdjęcia w 80% zadowalają, szczególnie ujęcia plenerowe. Piękne Tatry, klaustrofobiczne podziemia. Jest czym się cieszyć, jest czym straszyć.  Schody zaczynają się przy aktorstwie, ale i tu mam dla Was dobrą wiadomość, bo filmie pojawia się naturszczyk z ogromnym potencjałem. Michał Nowak, odtwórca roli, nie zgadniecie, Michała. Przypadkowy gość z dużym talentem. Jego gra jest swobodna i nawet gdy przychodzi mu partnerować komuś kto jest totalnym aktorskim drewnem- czyli 70% obsady – on sobie radzi, jest skoncentrowany na roli i błyszczy tu jak diament. Na całą resztę najchętniej spuściłabym zasłonę milczenia;)

Sprawy nie ułatwiają dialogi kojarzące się z treścią akademii na 11 listopada. Praktycznie zero mowy potocznej i jakaś dziwna spina. Bardziej doświadczona obsada byłaby w stanie nadać temu płynność, ale nie ekipa z łapanki, efekt przypomina konkurs recytatorski w trzeciej klasie podstawówki. Jest to typowa bolączka kina amatorskiego, albo na pół amatorskiego, sprawa jak najbardziej do wyrobienia. Głównym minusem i o tym muszę Was ostrzec jest fakt, że produkcja trwa trzy godziny. Za dużo tu niepotrzebnych wstawek, których usunięcie pomogłoby w zintensyfikowaniu pozytywnych wrażeń. Ale to znowu błąd początkującego twórcy, który jeszcze nie ma wyrobionej decyzyjności w zakresie właściwego akcentowania środka ciężkości, za to bardzo chce by nic widzowi nie umknęło.

Te wszystkie wady, o których musiała wspomnieć by być wobec Was uczciwa nie są w stanie popsuć pozytywnego odbioru. Na chwilę obecną film funkcjonuje na pokazach specjalnych, festiwalach, a w planach jest jego udostępnienie na platformie streamingowej. Wypatrujcie, śledźcie, kibicujcie. Make polish horror great again:)

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:4

Oryginalność:5

To coś:6

65/100

W skali brutalności: 1/10

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję twórcy, Jakubowi Boruniowi

Zimne wody

Breaking Surface/ Pod powierzchnią (2020)

Tove i jej starsza siostra Ida postanawiają powrócić do tradycji, którą szczególnie młodsza z sióstr kultywowała wraz z matką. Jest nią nurkowanie w lodowych wodach Norwegi. Kobiety schodzą 30 metrów pod wodę. Tove zostaje uwięziona na dnie i zdana na pomoc siostry, która z każdą minutą zdaje się tracić zimną krew.

 Lubię survivale. Przecież wiecie. Lubię grozę związaną z zimnem i tą ulokowaną na wodzie. W filmie Joachima Hedena dostałam to wszystko, z czego jestem rada.

“Pod powierzchnią” to thriller obfitujący w napięcie jakie może wygenerować tylko zawzięta walka o przetrwanie. Klimat zogniskowany wokół pięknej i niebezpiecznej przyrody szybko wszedł mi pod skórę.

Scenariusz dba by naszym bohaterkom spadały pod nogi kolejne kłody, co podsyca ciekawość i poczucie, że nie ma sytuacji tak trudnej by nie dało się jej jeszcze utrudnić. Momentami balansuje to na granicy wiarygodności, ale coś kosztem czegoś.

Charakterystyki protagonistek jest zbudowana na zasadzie przeciwności. Tove jest spokojna, stanowcza  i sprawia wrażenie zdecydowanie twardszej. To ona zostaje przygnieciona skalnym odłamkiem i uwięziona. To w jaki sposób udaje jej się zachować zimną krew i koordynować działania siostry jest wręcz anormalne, zwłaszcza, że jej  los spoczywa w rękach nerwowej, niepewnej i podatnej na emocje Idy.

Technicznie film porządny. Ładne, dobrze sfilmowane kadry. Warsztat aktorski bez zarzutów, choć też bez zachwytu.

Reasumując film jak najbardziej do obejrzenia.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła: 7

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność: 5

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10