Archiwa tagu: ghost story

Pod wodą mieszka duch

The Deep House (2021)

Para szczęśliwe zakochanych vlogerów wyrusza do Francji by nakręcić materiał o nawiedzonym domu. Domu niezwykłym, bo znajdującym się pod wodą. Po przybyciu na miejsce filmowcy amatorzy decydują się na zmianę kierunku swoich zainteresowań i ostatecznie za namową tubylca, Pierre’a trafiają na inny kraniec jeziora, gdzie czeka na nich zupełnie inna zatopiona posiadłość. Z dala od tłumów turystów, dziewicza eksploracja staje się przygodą, której młodzi mogą nie przeżyć. 

Połączenie podwodnego survivalughost story to musicie przyznać pomysł dość innowacyjny. Jego twórcy podobnie jak protagoniści samego filmu zapragnęli zapuścić się w rewiry dotąd nie eksplorowane przez filmowców, chcieli pokazać publiczności coś nowego. Ryzykowne przedsięwzięcie wiązało się z karkołomnymi działaniami, bo zdecydowano, że opuszczamy bezpieczne studio i schodzimy pod wodę. Naprawdę schodzimy pod wodę. Za sam ten fant daje plusika, bo przecież mogli to załatwić komputerowo, a jednak nie poszli na łatwiznę. Dzięki temu mamy film bardzo … niedoskonały pod względem technicznym. Mimo, że zdolny operator zasłynął kręceniem pod wodą dla samej Beyonce to jednak fabuła jest czymś innym niż teledysk. Sekwencje urwanych ujęć, niestabilna praca kamery mogą okazać się kłopotliwe dla widzów gardzących konwencją found footage. Oświetlenie planu też pozostawia wiele do życzenia i choć miejsce akcji robi pewne wrażenie – świetnie zachowane stare domostwo – to jednak nie jesteśmy w stanie przyjrzeć mu się zbyt dokładnie.

Sama historia, cóż… znowu vlogerzy – chyba mamy do czynienia z narodzinami nowego archetypu bohatera. Ich podwodne przygody niewiele różnią się od tego co zwykliśmy obserwować, gdy ciekawscy przybywają do nawiedzonego domu. Mamy motyw uwięzienia w otoczeniu zjawisk nadprzyrodzonych i próby wydostania się z kłopotliwej sytuacji. Fakt, że podwodne miejsce akcji rodzi problemy natury praktycznej – utoniemy, zaraz kurwa utoniemy – poczucie zagrożenia odpowiednio się zwiększa. Mimo wszystko obraz mojego serca nie podbił, nie podbił tak jakbym chciała. Przy odrobinie dobrej woli seans z „Deep house” można uznać za umiarkowanie satysfakcjonujący.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:5

53/100

W skali brutalności: 1/10

Nie ma we mnie miłości

Privorot. Chernoe venchanie/ Mroczne zaklęcie (2021)

Zheneya z dzieckiem na ręku błaga swojego ukochanego o powrót. Kir jest jednak nie wzruszony jej lamentami i wyznaniami miłości i odtrąca kobietę. Zdesperowana postanawia skorzystać z cygańskiej magii by Kir odwzajemnił jej uczucie. Zaklęcie „Czarne wesele” jest jednak wyjątkowo potężne i Zheneya nie zdaje sobie sprawy ile ta miłość będzie ją kosztować.

Nie pamiętam, czy recenzowałam dotąd jakiś film Svyatoslav’a Podgaevskiego, ale widziałam jego wcześniejsze horrorowe dokonania. Rosjanin odpowiada między innymi za całkiem niezłą „Babę Jagę – koszmar ciemnego lasu” i mniej udaną „Rusałkę. Jezioro umarłych”. W każdym bądź razie jego filmy docierają do Polski, co być może przetrze szlak innym twórcom – a warto, bo Rosjanie nie najgorzej radzą sobie z filmową grozą. Nie ,najgorzej poradził sobie także Podgaevskiy w „Mrocznym zaklęciu”. Będzie to dla Was pewna egzotyka, bo jednak świat przedstawiony hollywoodzkich produkcji różni się od tego wschodnio europejskiego. Można tu wyczuć swego rodzaju obyczajową sztywność, która może sprawić, że widzowi trudno będzie utożsamić się z bohaterami. Nie mniej jednak cała historia tak na poziomie dramatu, jak i w roli horroru ma szansę zyskać uwagę widza. Co tu mamy i z czym to się je?

Nasza bohatera, budząca od progu politowanie młoda kobieta jest obsesyjnie zakochana w Kirze. Mężczyzna jednak wydaje się nie być zainteresowany zabawą w dom z niemowlęciem i żoną, bo dużo lepiej bawi się w swojej pracowni z pięknymi modelkami. Scena ich kłótni z miejsca każe nam życzyć chłopu wszystkiego co najgorsze.

Upokorzona Zheneya nie podaje się i postanawia sięgnąć po niekonwencjonalną metodę wzbudzenia uczucia w Kirze. Warunek jest jeden, a właściwe dwa, musi kochać szczerze „inaczej duchy jej nie wybaczą” i musi odprawić rytuał w czasie zaślubin innej kochającej się (szczerze i wzajemnie) pary. Jak się pewnie już w tym momencie domyślacie o szczerą, czystą miłość w świecie trudno, więc wkrótce zaczną się kłopoty. Nie takiej miłości szukała zakochana dziewczyna, oj, nie takiej.

Z tego melodramatu szybko i z impetem wkraczamy w sferę paranormalną okraszoną odrobiną całkiem przyziemnego szaleństwa. Nie mogę powiedzieć, że to co zobaczycie będzie czymś odkrywczym i nowatorskim, ale mamy historię bez bezczelnej kalki i prowadzoną z pewnym wyczuciem. Jump scary będą, efekty będą, cały czas jesteśmy w mainstreamie, ostrzegam. Aktorstwo nie zachwyca, ale też nie odpycha. Całość ogląda się nieźle, więc choć daleka jestem od szczególnego zachęcania to jednak odradzać ani myślę.v  y6

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś: 5

53/100

W skali brutalności: 1/10

Dom pustki

The Night House/ Dom Nocy (2020)

Nauczycielka Beth przeżywa żałobę po śmierci swojego męża Owena. We wspólnie wybudowanym, cichym domu nad jeziorem walczy z poczuciem winy, które każe jej myśleć że mogła zrobić coś by uniknąć tragedii. Pogrążając się w pustce i osamotnieniu zaczyna słyszeć i widzieć rzeczy, które przeczą rozsądkowi. Beth nabiera przekonania, że w jakiś sposób mąż wciąż jest z nią.

„Dom Nocy” film w reżyserii Davida Brucknera na podstawie pomysłu Luka Piotrowskiego i Bena Collinsa, gatunkowo mieści się w ramach horroru paranormalnego jak i psychologicznego. Z jednej strony mamy drogę prostej interpretacji wskazującej na traumę żałoby, z drugiej teorię, która tak śmierć Owena jak i wydarzenia następujące po niej stawia w innym, zupełnie nie przyziemnym świetle. Oczywiście nie mogę Wam zdradzić na czym polega cały zamysł, ale wierzę, że wizja twórców trafi do Was podobnie jak udało jej się trafić do mnie.

Spokojnie można tą produkcję traktować jako film nowej fali horroru. Klimatyczny, nienachalny w straszeniu, nie przeładowany efektami. Duży nacisk położono na warstwę dramatyczną i dokładne przyjrzenie się postaci głównej bohaterki. Metafizyczne rozważania o istocie śmierci, symbolika bijąca od elementów świata przedstawionego, to wszystko sprawia, że historia w jakiś sposób uwodzi i hipnotyzuje.

Ale fani horroru nie muszą się obawiać, że będzie wiało nudą. Nic z tych rzeczy. Jak wspomniałam obraz jest nienachalny w straszeniu, ale nie znaczy to, że w ogóle tego nie robi. Większość scen, które możemy interpretować jako nadnaturalne emanacje, lub halucynacje głównej bohaterki to sceny wyjątkowo trafione. Weźmy telefoniczną rozmowę ze zmarłym, widok kobiety, która rzuca się w otchłań na oczach Beth, to wszystko robi elektryzujące wrażenie nawet na starym horrorowym wyjadaczu.

Wszystko się tu zgadza, wszystko gra. Dobre aktorstwo, zabiegi operatorskie, muzyka, pomysł i sposób prowadzenia fabuły. Dla mnie świetna rzecz, budząca dużo emocji. Oglądajcie.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

73/100

W skali brutalności:1/10

Nawiedzona szafa

Keul-lo-jet aka The Closet (2020)

Od śmierci żony architekt Sang-Won samotnie wychowuje córkę Yi-Nę. Przeprowadza się z nią do nowego domu, gdzie dziewczynka przechodzi drastyczną przemianę. Być może Yi-Na chce zwrócić na siebie uwagę zapracowanego ojca? A być może w domu jest coś, co ma zgubny wpływ na dziewczynkę?

Kiedy pozostawiona pod opieką niani Yi-Na znika, jej ojciec traci nadzieję na jej odnalezienie. Dopiero pojawienie się egzorcysty amatora i wytyczenie całkowicie nowego kierunku poszukiwań sprawia, że ojciec podejmuje walkę o odzyskanie córki. Chyba nie będziecie zaskoczeni gdy Wam powiem, że tym nowym kierunkiem poszukiwań ma być… tytułowa szafa.

Tak jak kocham koreańskie kino, tak z pozycją od Kwang Bin Kim’a nie nie wiem co zrobić. Z jednej strony mamy mega sztampową historię przypominającą szereg innych wcześniej nakręconych przez amerykanów- weźmy chociażby „Naznaczonego”, „Poltergeista”, czy… no, praktycznie każdy film w którym dziecko nazbyt zbliża się do paranormalnego bytu.

Z drugiej to nadal produkcja nakręcona na wysokim poziomie – bardzo dobre aktorstwo – szczególnie młoda jest rewelacyjna – fajny pomysł na wyjście za paranormalnego impasu i ta typowo azjatycka osobność w stosowaniu środków wyrazu. I tak sobie myślę, że gdybym obejrzała taki film made in USA to byłabym całkiem zadowolona – tam na bezrybiu i rak ryba – ale od Koreańczyków wymagam więcej, lepiej, bardziej. 

Moje wywindowane oczekiwania nie sprzyjają obiektywnej ocenie, ale czy aby na pewno o to tylko chodzi? Może filmidło jest po prostu, zwyczajnie nudnawe? Nudnawa wydała mi się partia bezpośrednio poprzedzająca finał. W zasadzie powinien być to punkt kulminacyjny, tymczasem wszystkie filmowe wątki zbiegły się w jedno miejsce tylko po to by towarzyszyć popisowi komputerowego efekciarstwa stanowiącego podkładkę do sentymentalnej i naiwnej rozgrywki pomiędzy ojcem, a gośćmi z zaświatów.

Finał dający pewne odpowiedzi na temat tego dlaczego stara szafa to złe miejsce, ratuje sytuację.

Tak jak pisałam, nie wiem jak ten film potraktować z jednej strony nie jest wcale źle biorąc pod uwagę średnią, z drugiej: przecież to jest Korea, czyli film bardzo dobre i rewelacyjne. Ten do bardzo dobrych i do rewelacyjnych zdecydowanie nie należy.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła: 6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

Typowy koszmarny dom

Aftermath/ Dom z koszmarów (2021)

Młode małżeństwo z problemami dokonuje okazyjnego zakupu domu. Cenę nieruchomości znacznie zaniżył fakt, że doszło w nim do tragedii. Natalie nie podoba się to miejsce tym bardziej, że zaczyna dostrzegać w nim coś, co bierze za byt z innego świata. Kevin jest bardziej entuzjastyczny, jeśli w przypadku faceta z depresją można mówić o entuzjazmie. W każdym bądź razie nie podziela obaw żony. Tymczasem robi się straszniej i straszniej.

Ostatnio nie mam o czym do Was pisać. Wszelkie filmowe nowości wylatują mi z pamięci chwilę po obejrzeniu i ciężko mi później napisać o nich cokolwiek. Nie inaczej było w przypadku „Domu z koszmarów”, którego recenzją możecie się cieszyć tylko dlatego, że napisałam ją błyskawicznie po seansie. Niestety nic ciekawego Wam nie opowiem.

„Dom z koszmarów” jest równie sztampowy jak jego tytuł. Historia stara jak świat, przewalająca się po niemal każdej filmowej taśmie poświęconej misji nakręcenia filmu o nawiedzonym domu. Mamy więc małżeństwo z problemami. Oczywiście są spłukani to też 'dom śmierci’ po taniości jest dla nich łakomym kąskiem. Ich relacja też nie jest w najlepszej kondycji. Widz szybko zostaje powiadomiony o tym, że piękna projektantka ciuchów Natalie dopuściła się cudzołóstwa, gdy jej mąż był pogrążony w żałobie i depresji po śmierci brata. Kevin nie potrafi przejść nad tym zdarzeniem do porządku dziennego mimo, że Natalie robi co może żeby obłaskawić małżonka. Ba, przymyka nawet oko na fakt, że sprowadził ją do nawiedzonego domu. Przymyka do czasu, bo na pewne rzeczy przymknąć nie może.

Mamy tu do czynienia z całkiem udanymi manifestacjami złych mocy. Są owszem mainstreamowe, ale przynajmniej nie komputerowo przekombinowane. Zwykła ręka straszy bardziej niż ręka wygenerowana komputerowo. Nie wygląda to źle, ale też nie wystarcza bym uznała ten film za coś lepszego niż średniak.

Winny jest temu pomysł, a ściślej mówiąc jego brak. Finał, który miał być przewrotny okazał się łatwy do przewidzenia i typowy typowością najpopularniejszych plot twistów. Cóż mogę Wam powiedzieć? Jeśli nie macie nic ciekawszego na oku to możecie zerknąć.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś: 5

53/100

W skali brutalności: 1/10