The Carpenter’s Son/ Syn przeznaczenia (2025)

W czasach represji i prześladowań w opanowanym przez imperium rzymskie Egipcie trzyosobowa rodzina prowadzi tułaczy żywot. Sędziwy ojciec, młoda i urodna matka oraz nastoletni syn znajdują schronienie w niewielkiej osadzie. Tam budują życie na nowo, zaczynając od zabicia deskami okien w izbie. Wszystko po to, by chronić się przed złym okiem demonicznych prześladowców, w których istnienie gorąco wierzy fanatycznie religijny ojciec rodziny. Dorastający jedynak szybko zaczyna sprawiać problemy, bo nijak nie jest w stanie zaakceptować niejasnej retoryki ojca opartej na surowych zakazach. Nawiązuje znajomość niemą i piękną Lilith oraz pewnym wyrostkiem bez lęku zamieszkującym wśród chorych na trąd koczowników. To właśnie nowo poznany dzieciak namawia syna cieśli do coraz to śmielszego podważania surowych zasad.
Wcale nie miałam ochoty oglądać tego filmu. Horrorów religijnych mam po kokardę, a gównoburza głosząca, że film jest bluźnierczy i obraża uczucia religijne wydała mi się na siłę pompowaną protezą promocji. A tym czasem, borem lasem, zbłądziłam i jakoś mi się to filmidło wylosowało. Spodziewałam się totalnego cringe’u, ale miło się zaskoczyłam.

Obraz wyprodukowany przez Cage’a opowiada o ciemnej karcie biografii Jezusa – ciemnej, bo niezbyt znanej, przytaczanej w apokryfie apostoła Tomasza, który to nie załapał się do ksiąg świętych, pewnie dlatego, że jej bohater jako święty nie szczególnie się w niej jawi. Mamy więc krótki wycinek życia nastoletniego Jezusa i jego rodziców Józefa i Marii. I rozumiem dlaczego takie przedstawienie sprawy nie siedzi katolikom, bo mamy tu do czynienia z kuszeniem Jezusa, który temu kuszeniu powoli ulega. Wodzi głodnym wzrokiem za piękną niewiastą, wchodzi w dziwne zabawy drewnianym wężykiem z dziwnym dzieciakiem, a jego rodzice kłócą się o jego wychowanie. Bardzo dosadna jest tu scena Józefowego meltdownu, w którym wykrzykuje by jego ślubna przyznała kto jest ojcem chłopca, bo wnosząc po jego zachowaniu to synem Bożym na bank nie może być.

Bohaterzy są bardzo ludzcy, emocjonalni, niedoskonali i przyziemni. No szok. Nie zapomnijmy jednak, że mamy do czynienia z horrorem, więc nasz młodzian co rusz doznaje zajebiście intensywnych wizji swojej niewesołej przyszłości, a nienazwane zło krąży po okolicy w bezcielesnej acz odczuwalnej postaci. Sceny z udziałem małego Szatana, też zaliczam do jak nabardziej intrygujących i uważam, że androgeniczna nieznajoma to fenomenalny casting. Nie przypadła mi zaś do gustu Maryja o nic niewyrażającym spojrzeniu i napompowanych, zawsze rozchylonych wargach. Cage pełni tu nie tylko rolę producenta, ale też wciela się w rolę Józefa i jest całkiem wiarygodny w swoim pogubieniu. Nie najgorzej prezentuje się też nasz młody zbuntowany, ale mam wrażenie, że jest ledwie rekwizytem w całym zamieszaniu.

W filmie prawie nie padają imiona zainteresowanych i być może jest to zabieg celowy, by nie patrzeć na nich jedynie poprzez pryzmat postaci biblijnych. Oczywiście polski dystrybutor nie mógł się powstrzymać i nie dodać zupełnie niepotrzebnej szczypty patosu więc z oryginalnego tytułu jakim jest „Syn cieśli” zrobił „Syna przeznaczenia”. Całe wysiłki twórców, by zachęcić widzów do tej mniej mistycznej, a bardziej psychologicznej i naturalistycznej wizji, poszły pracować w burdelu w Hamburgu.
Zagrało mi to, jestem w szoku, ale zagrało. Trochę superbohaterska formuła, gdzie młody bohater dopiero odkrywa swoją moc i nie bardzo wie, co o niej sądzić. Coming of age’owa przypowieść o szukaniu tożsamości i wreszcie opowieść o rodzinie, u schyłku katastrofy i rozpadu. Wszystko uzupełnione symboliką. Bardzo ładnie zrealizowany, nie przesadzony w efektach, dzielnie dźwiga treści jakie sobie założył. Możecie oglądać bez lęku i trwogi o ciary żenady.
Moja ocena:
Straszność: 1
Fabuła:7
Klimat:7
Napięcie:6
Zabawa:7
Zaskoczenie:6
Walory techniczne:8
Aktorstwo:7
Oryginalność:6
To coś:6
61/100
W skali brutalności: 1/10
















