Heresy/ Witte Wieven (2024)

Średniowieczna Holandia. W małej osadzie pod lasem mieszka młoda kobieta, Frieda i jej małżonek Hikke. Para bezskutecznie stara się o potomka, co nie jest dobrze widziane w społeczności. Bezdzietność ma coś z diabelskiej klątwy, za co w patriarchalnej i religijnej społeczności winiona jest wyłącznie kobieta. Pewnego dnia Frieda zostaje zaatakowana przez miejscowego rzeźnika Gelo, który usiłuje ją zgwałcić by w ten sposób, jak twierdzi, rozwiązać jej problem z płodnością. Atak ma miejsce w lesie, miejscu zamieszkiwanym przez istoty o demonicznym rodowodzie. Z lasu wraca tylko Frieda, a Gelo przepada bez wieści. Od tej pory podejrzliwe spojrzenia osadników zmieniają się w lincz na kobiecie.
„Heresy” holenderskich folk horror człowieka, który zwykle zajmował się sprzedawaniem swoich pomysłów innym, w tym największym hollywoodzkim gigantom, ponieważ Didier Konings pracował jako artysta koncepcyjny (nie wiem czy to dobre tłumaczenie tego stanowiska) chociażby przy „Stranger Things”. Film powstał w ramach większego projektu holenderskiej telewizji mającego promować kino gatunkowe. Być może ten fakt miał wpływ na długość filmu, bo trwa zaledwie godzinę. Jako osoba wcześniej odpowiadająca za tzw. storyboardy miał bardzo wyrazistą wizję miejsca, w którym chce kręcić, całej scenografii i każdego filmowego pleneru. Nic tu nie jest przypadkowe toteż cały film ogląda się jak dzieło sztuki, gdzie każdy kadr mógłby być osobnym obrazem ery najmroczniejszego romantyzmu.

Sama historia początkowo miała się rozgrywać współcześnie, bo takie było założenie scenarzysty, ale Konings uznał, że opowieść o Witte Wieven wybrzmi znacznie lepiej jeśli akcję osadzą w najgłębszym średniowieczu. To właśnie wówczas wyjątkowo żywe były opowieści o 'Białych kobietach’ istot błądzących po osnutych mgłą lasach, zdolnych krzywdzić i zdolnych uzdrawiać. To motyw zaczerpnięty z holenderskiego folkloru, dlatego właśnie tak dobrze 'siedzi’.

To właśnie te istoty spotyka Frieda, gdy atakuje ją Gelo i to do nich ucieka, gdy wszyscy się od niej odwracają. To one dają jej to, czego pragnie i trudno orzec, czy bardziej było to upragnione dziecko, czy siła by podważyć porządek świata, w którym przyszło jej wegetować. Zdaje się, że ona już nie potrzebuje wspólnoty by o niej stanowiła, nie potrzebuje męża, który do ich łóżka zaprosił inną kobietę gdy tylko znikła z horyzontu na parę godzin i nie potrzebuje klechy z jego faryzejskimi przesłaniami, testami płodności i usprawiedliwieniami dla gwałciciela. Bunt rodzi się w niej pięknie, a nasza Frieda wygląda jak Wenus Botticelliego, tylko zamiast z morskiej piany wyłania się z mrocznego lasu. Bo to właśnie las okazuje się prawdziwym domem kobiecej duszy.
Moja ocena:
Straszność:1
Fabuła: 8
Klimat: 9
Napięcie:7
Zaskoczenie:6
Zabawa: 8
Walory techniczne:9
Aktorstwo:8
Oryginalność:7
To coś:8
71/100
W skali brutalności: 1/10






















