Exit 8 (2025)

Bezimienny młody mężczyzna gubi się w podziemiach stacji tokijskiego metra bezskutecznie próbując znaleźć wyjście numer 8. Sterylnie biały korytarz jest wciąż taki sam, jak gdyby mężczyzna znalazł się pętli, ale jednak… Jednak dostrzega subtelne różnice: uchylone drzwi, zmiany na wizerunku z plakatu. Dostrzeżenie wszystkich napotkanych anomalii w tej powtarzalnej rzeczywistości jest jedyną szansa na wydostanie się z niej.
„Exit 8” w reżyserii Genki Kawamury opiera scenariusz na kultowej już grze, której akcja rozgrywa się w tokijskim metrze. Instrukcja działania jest prosta: idziesz korytarzem i masz obserwować otaczającą Cię przestrzeń, jeśli zauważysz anomalię, jakąś zmianę w dotychczasowym układzie: zawracasz, jeśli wszystko jest 'po staremu’ idziesz dalej prosto. Jeśli przeoczysz którąkolwiek z anomalii możesz nigdy nie wydostać się podziemi.

Ujęcia kręcone są w taki sposób, żeby jak najlepiej przekazać widzowi perspektywę gracza. Z uwagi na dość oszczędną fabułę samej gry scenariusz filmu dorzuca nam smaczek w postaci wątku osobistego bezimiennego bohatera, a mianowicie motyw ojcostwa i obawy przed nim. Ten wątek wybrzmi najbardziej w drugiej połowie filmu, służąc za motyw korespondujący z poczuciem zagubienia i chęci ucieczki. Rzucono nam tu na pożarcie kilka ciężko strawnych frazesów o odpowiedzialności, dojrzałości etc, ale wyszło to dość sztampowo, choć intencje były dobre. Liczba 8 to oczywiście bardzo czytelne odniesienie do symbolu nieskończoności.

Film ogląda się z zaciekawieniem, przynajmniej do pewnego momentu, kiedy formuła zaczyna nużyć. I jest to bolączka większości filmowych scenariuszy opartych na grach: brak decyzyjności, która odgrywa kluczową rolę w zaangażowaniu. Czyli to, co sprawdza się w grze, niekoniecznie wystarczy w filmie. Wraz z bohaterem śledzimy anomalię, staramy się je wychwycić w tej dość opresyjnie prezentującej się przestrzeni labiryntu, ale na jego ruchy nie mamy żadnego wpływu, zaś sama akcja jest zbyt powtarzalna, zbyt mało dynamiczna by zadowolić co większych malkontentów.
Technicznych uwag nie mam, bo i sam obraz i ścieżka dźwiękowa doskonale wpisują się w atmosferę alienacji i zagubienia. Ale film nie porywa i nawet dobry finał tylko połowicznie jest w stanie to zrekompensować. Czy można było zrobić to lepiej? Trudno stwierdzić, bo materiał był jaki był i gdyby na siłę chciano go uatrakcyjniać mógłby stracić swoją tożsamość.
Moja ocena:
Straszność:1
Fabuła: 6
Klimat:8
Napięcie:6
Zabawa:6
Zaskoczenie:7
Walory techniczne:8
Aktorstwo:7
Oryginalność:7
To coś:6
62/100
W skali brutalności: 0/10























