It Ends/ To koniec (2025)

Czworo przyjaciół Tyler, Day, James i Fisher świętując zakończenie college’u wyruszają na wspólną wycieczkę. Chcą spędzić ze sobą trochę czasu nim ich drogi najprawdopodobniej bezpowrotnie się rozejdą. Jazda Jeepem mija im spokojnie do momentu, gdy orientują się, że chyba pobłądzili. Sęk w tym, że nigdzie nie skręcali, bo drogą, którą się przemieszczają jest prosta, pozbawiona zjazdów i skrzyżowań. Jak więc możliwym jest, że jadąc od tylu godzin nie są wstanie dotrzeć donikąd?
Niskobudżetowy film Alexa Uloma natychmiast zwrócił moją uwagę. Żeby dowiedzieć, się o nim coś więcej trzeba poszperać na zagranicznych stronach, bo nasz polski Filmweb leje na niego ciepłym moczem. Krytycy i widzowie mają mieszane opinie, co raczej dobrze o nim świadczy. Najczęstszym zarzutem jest nuda, najczęstszą pochwałą oryginalność. A więc mamy oryginalnie nudny film grozy, który opiera się na kinie drogi wykorzystując motyw rozbitków na bezludnej wyspie, gdzie za bezkres oceanu robi otoczona lasem szosa, a za wysepkę wnętrze jeepa. Czwórka naszych sympatycznych – i mówię to bez przekąsu – bohaterów przepędza czas na rozmowie o wszystkim i o niczym, całej sytuacji towarzyszy jakieś podskórne napięcie niedopowiedzenia, a przecież nikt z podróżnych jeszcze nie wie, że czeka ich długa droga bez sensu i bez celu. A może wiedzą, albo czują?

Kiedy jeden z ekipy, Tyler, orientuje się, że coś jest jednak nie tak, wychodzi z auta. Wkrótce na zupełnym pustkowiu pojawia się zgraja ludzi, istna szarańcza, która rzuca się na naszych bohaterów w agresywnym napadzie. Wyglądają i zachowują się jak horda zombie, a kim są, albo raczej kim mogą być dowiemy się dopiero w finale.
Tego typu mocnych akcji już raczej nie uświadczymy, wszystko będzie kręcić się odtąd wokół dylematu, co począć z sytuacją, w której się znaleźli. Czy powinni wysiąść z auta i udać się w pizdu, szukając ratunku? A może nie warto schodzić ze ścieżki (drogi) i tylko konsekwentne trzymanie się szlaku może ich w końcu dokądś doprowadzić? Zdania są podzielone, a przestrzeni i czasu do dyskusji jest aż nad to.
Uwięzieni w dziwnym impasie nie doświadczają żadnych fizjologicznych potrzeb, podobnie ich auto nie wymaga zatankowania, jakby przemieszczali się, a jednak stali w miejscu. Jeśli nie jest to czytelna metafora egzystencjalnych rozterek, to nie wiem co nią jest. Młodzi ludzi utknęli na drodze ku dorosłości. Z innym, słabszym aktorstwem, mniej dobranymi postaciami temat z pewnością by nie wyszedł, a tak nasza ekipa wypada w swojej roli całkiem wiarygodnie.

Fabuła filmu może Wam się skojarzyć ze świetnym „Dead end” jednym z moich ulubionych straszaków ery wczesnych lat 2000. Musicie jednak wziąć pod uwagę, że „Koniec” utrzymany jest w poważniejszym, przygnębiającym tonie, dokładnie tam gdzie „Dead end” posługuje się czarną komedią.
W „To koniec” widzę ten zapowiadany powiew świeżości, widzę jakość i staranność człowieka, który ma mały budżet i nie może go roztrwonić na zbytki. Jeśli lubicie trochę porozkminiać, zamiast szukać wartkiej akcji, to film powinien i Wam przypaść do gustu.
Moja ocena:
Straszność: 1
Fabuła: 7
Klimat:7
Napięcie:7
Zabawa:7
Zaskoczenie:8
Aktorstwo:8
Walory techniczne:8
Oryginalność:7
To coś:8
68/100
W skali brutalności: 1/10


















