Archiwum kategorii: Artykuły

Święta z horrorem

Horrory świąteczne

Niektórzy mówią, że nie ma świąt bez „Kevina…”, ja mówię, nie ma świąt bez „Witaj święty Mikołaju”. Nie no, żart. Każdy święta i okres około świąteczny spędza jak tam lubi i z czym lubi.  Poszukiwanie w zimowym klimacie grozy nikogo dziwić nie powinno, bo urodzaj horrorów z motywem świąt jest przebogaty. Przed Wami kilka z nich w telegraficznym skrócie. Liczę, że w zamian podzielicie się swoimi ofertami horrorów świątecznych.

Najbardziej typowym z typowych kategorii świątecznych horrorów są slashery, w których antagonista bezpardonowo psuje świąteczny nastrój naszym protagonistów barwiąc śnieg czerwienią ich posoki.

Jednym z moich ulubionych jest tu „Silent night deadly night/ Cicha noc śmierci noc” z 1984, który doczekał się (hoho) aż czterech sequeliremake. A wszystko zaczyna się od chłopca, który staje się świadkiem brutalnego mordu na rodzicach dokonanego przez człowieka przebranego za świętego Mikołaja. Niewesołe dorastanie i tkwiąca w nim głęboko trauma w końcu daje o sobie znać… Bardzo klasyczny, ale zgrabny i miły dla oka slasher

Mordercy w stroju Mikołaja to zresztą bardzo popularny wątek. Tego typu antagonista funkcjonuje też w „To All a Goodnight/ Dobranoc wszystkim” z 1980 gdzie grupa nastolatków spotyka takowego jegomością podczas pobytu w szkole z internatem.

Innym przykładem może być „Don’t Open 'Til Christmas/ Nie otwieraj do świąt Bożego Narodzenia” z 1984 roku gdzie mamy sytuację odwrotną, Mikołaje, a raczej mężczyźni w strojach Mikołaja stają się ofiarami seryjnego mordercy. Nooo, musiał typ być wyjątkowo rozczarowany otrzymanymi prezentami;) Będąc przy świątecznych slasherach nie można pominąć „Black Christmas/ Czarnych świąt” z 1974,  remake „Krwawe święta” (2006)  i jeszcze nowszego remake „Czarne święta” z 2019. Zatrzymam się przy oryginale. Rzecz dzieje się w żeńskim akademiku gdzie atmosfera przygotowania do świąt zostaje zburzona przez pojawienie się mordercy, który kolejno eliminuje swoje ofiary. Może nie jestem wielką fanką tego obrazu, ale jest jednym z najbardziej szlagierowych w temacie świątecznego horroru, poznać trzeba.

Co tu dużo mówić, są to film dość typowe. Pewne odejście od schematu prezentują  mniej popularne współczesne filmy grozy. Pierwszy z nich „Sick for toys” (2018) to już więcej psychologii, bo mamy tu obraz szaleństwa, które każe antagoniście postrzegać ludzi- ofiary, w kategorii świątecznych prezentów/zabawek.

„Better watch out” (2016) inny przykład większych innowacji w temacie tego jak wprowadzić grozę na świąteczny stół. Mamy opiekunkę i dzieciaka i motyw home invasion – przynajmniej w początkowym założeniu. Bardzo oryginalnym i jednocześnie mało znanym horrorem świątecznym jest hiszpański „A Xmas tale/Cuento de navidad” (2005).

Do głowy przychodzi mi jeszcze „ATM/Bankomat” gdzie powrót z pracowniczej wigilii kończy się spotkaniem z zakapturzonym mordercą, który dopada swoje ofiary w bankomacie. „P2/Poziom -2” (2007) to thriller o tym, że nikt nie chce spędzać świąt samotnie, nawet morderca:) W wigilię młoda pracownica korporacji wpada w pułapkę psychopaty.

Wracając do klasyki nie można pominąć filmów z motywem paranormalnym, które obok slasherów należą do najpopularniejszych w kategoriach świątecznych horrorów. Tu mamy całą paradę istot potwornych skrojonych na bazie folkloru około świątecznego. „Krampus/Krampus. Duch świąt” (2015) to dość fajny, klimatyczny, ale też na wskroś współczesny film o Złym Duchu Świąt, który przypuszcza inwazję na dom dwunastoletniego chłopca.

Mnie osobiście spodobała się „A Christmas horror story/ Koszmarna opowieść wigilijna” (2015), która składa się  kilku łączących się ze sobą wątków, coś na zasadzie antologii, czy nowel filmowych z tym, że połączonych w jedną fabułę. Wszystko rozgrywa się w ciągu jednego dnia, wigilii świąt Bożego Narodzenia.

Warty wspomnienia jeśli chodzi o kategorii horrorów świątecznych z wątkiem paranormalnym wydaje  mi się jeszcze holenderski „Święty” z 2010 roku, gdzie spotykamy morderczego biskupa polującego na dzieci.

Osobiście największą frajdę sprawia mi obcowanie z tymi horrorami świątecznymi, które może ne tak dobitnie hołdują świątecznej atmosferze i nie dotykają mikołajowych wątków zbyt dosłownie. Bardzo lubię dwa horrory drogi, których akcja rozgrywa się nie tyle w czasie świąt, co w drodze na święta. Pierwszy to „Dead end/ Droga śmierci” z 2003 roku, gdzie widzimy podróżującą rodzinę postawioną w sytuacji nadnaturalnej. Jest to ogólnie jeden z moich ulubionych horrorów, nie tylko w kategorii tych świątecznych.

Podobnie sytuacja wygląda z „Wind chill/ Mroźny wiatr” (2007) – dwoje studentów w śnieżnej scenerii i droga, na której spotykają ożywającą urban legend. Obejrzyjcie koniecznie:) Pamiętajcie też o „Children/Dzieci” (2008) gdzie świąteczne spotkanie rodzin kończy się serią zgonów zadanych dziecięcymi rączkami.

W ramach ciekawostki na koniec zapodam Wam jeszcze tytuł najstarszego horroru z motywem świąt jaki udało mi się znaleźć. Jest to dreszczowiec  „Dead of night/U progu tajemnicy” (1947), gdzie jedna z filmowych historii – mam tu do czynienia z kilkoma segmentami – dotyczy tajemnicy odkrytej przez młodą dziewczynę w czasie przyjęcia Bożonarodzeniowego. A jak już o przyjęciach bożonarodzeniowych mowa, to poluję na film „Whoever Slew Auntie Roo?” (1971) widział ktoś, gdzieś? To mój plan na tegorocznego christmasa. Oczywiście jak już obejrzę „Witaj święty Mikołaju” 😉

Nawet najmarniejszy kot jest arcydziełem

Koty w kinie grozy

koty w horrorach

W poniższym wpisie postanowiłam wyróżnić jednego z uniwersalnych bohaterów kina grozy. Tym bohaterem jest kot.

Wątki związane z kocimi postaciami pojawiają się horrorach od zawsze. Nawet jeśli tylko przemykają pod nogami, albo robią za 'fałszywy alarm' w pełnej napięcia scenie.

Często funkcjonują w świecie przedstawionym na zasadzie symbolu. Koty, występują we wszystkich kulturach. Gdzie ludzi tam i koty. Wielu wielkich artystów doceniało kocich przyjaciół, często stawały się inspiracją dla ich twórczości. Weźmy chociażby Lovecrafta, czy Poego.

Osobiście, gdy tylko w jakimś filmie, w jakiejś książce wypatrzę kota, z miejsca dostaje ona/on u mnie kilka punktów. A niech tylko twórca spróbuje go skrzywdzić! Potrafię wyłączyć dobrze zapowiadający się film jeśli jego reżyser uraczy mnie sceną śmierci, albo jakiejkolwiek innej krzywdy jakiej doświadcza kot. Co prawda koty nie stanowią tu wyjątku, mam podobnie z innymi zwierzętami, ale koty z jakiejś przyczyny zawsze bardziej przyciągają moją uwagę.

koty w horrorach

Myślę, że wielu ludzi podziela mój zachwyt nad tymi zwierzętami stąd gro filmowych opowieści, gdzie pojawiają się koty.

1. Kot -cień

Jak wspomniałam koty często robią bardziej za filmowy rekwizyt niż pełnoprawnego bohatera filmu. W obrazach takich jak „Legenda piekielnego domu”,czy „Grobowiec Ligei” po prostu przemykają gdzieś w zaciemnionym fragmencie kadru żyjąc swoim życiem, dając całkowite przyzwolenie na makabryczne wydarzenia jakie dzieją się wokół nich.

koty w horrorach

Są to zazwyczaj koty o czarnym futerku. Czarny kot ma przynosić pecha, jak twierdza niektórzy, choć moim zdaniem nie sądzę by kot jakkolwiek by go gloryfikować posiadał taką moc sprawczą:) Skąd więc ta uparta niechęć do kotów? Ochoczo zrzuciłabym winę na religię, ale prawda jest taka, ze ludzie zawsze bali się tego co nieznane. Koty przez setki lat towarzyszyły ludziom ale nigdy do końca nie dały się poznać. Mówi się, że to kot udomowił człowieka, a nie człowiek kota, dom należy do kota ty tylko spłacasz kredyt i jak czasami patrzę na mojego burego gada to myślę, no fakt.

W swojej rozprawie Lovecraft pokusił się o kilkanaście zjadliwych uwag kierowanych do osób, które w pogardzie mają koty. Warto się zapoznać.

Wracając do kotów w filmach, jako złowrogi symbol najczęściej pojawiają się w ghost story. Pojawienie się czarnego kota ma być sygnałem: ten dom jest nawiedzony.

koty w horrorach

2. Mój przyjaciel kot

Do tej pory nie udało mi się napisać recenzji serii „Alien”, a paradoksalnie znam ją już prawie na pamięć. Moja pierwsza styczność z „Obcym” miała miejsce wiele lat temu i tym co sprawiło, że tak polubiłam ten film jest jego rudy bohater, kot Jonsey – faktyczny ósmy pasażer Nostromo.

Fabuły filmu nikomu streszczać nie muszę jak podejrzewam, wystarczy, że powiem iż jego główna bohaterka Ellen Ripley walczy na statku kosmicznym o przetrwanie. Jej wrogiem jest obca forma życia, tak obrzydliwa jak to tylko możliwe, tak niebezpieczna, że wszyscy wokół pożegnali się z życiem. Ocalała jedynie kocia matka Ripley i jej futrzany przyjaciel.

koty w horrorach

Przez całym film z trwogą obserwowałam poczynania bohaterki, co chwilę krzycząc do niej: pamiętaj o kocie! Scena w której Jonsey staje pyskiem w pysk z Obcym to chyba największy katalizator skoku ciśnienia w całym filmie.

Miałam w dupie co się stanie z resztą załogi- ważne żeby przeżył kot. Kot też chyba był tego zdania, bo obojętność z jaką patrzył na śmierć jednego z bohaterów jest kwintesencją niewdzięcznej kociej natury.

koty w horrorach

Podobne schematy występują w wielu innych filmach, żeby nie szukać daleko, ostatnio kibicowałam perskiej kotce o wdzięcznym imieniu 'Zdzira' w thrillerze „Hush„, gdzie bohaterka walczyła o życie swoje i swojej przyjaciółki. Film taki sobie, ale kot przeżył i to najważniejsze.

3. Kot ma 9 żyć.

Stephen King, 'jak każdy wielki człowiek', również kocha koty i nie szczędzi klawiatury na opisanie ich przymiotów w swoich opowiadaniach i powieściach. Tu dobrym przykładem może być chociażby jeden z głównych bohaterów „Smętarza dla zwierząt„.

Zarówno w wersji filmowej jak i literackiej wszytko zaczyna się od śmierci kota, później jest tylko gorzej.

koty w horrorach

Dziecko nie może pogodzić się z nagłą śmiercią swojego kocura, Churcha. Jego ojciec wpada na fantastyczny pomysł wskrzeszenia zwierzęcia dzięki magii obecnej na dawnym indiańskim cmentarzu. Jak się okazuje, myk zadziałał. Kot wrócił, ale nie był już taki sam. Niemal roniłam łzy nad jego losem, bo jak to tak? Church nie odnajdywał się w nowym wcieleniu, zamiast budzić miłość zaczął budzić grozę. Ten film to przestroga. Martwe musi pozostać martwe. Nawet jeśli to ukochany kot. Kot pełnił tu więc rolę edukacyjną, ale był też niezłym straszakiem.

4. Koty są wredne

Głosy” to jedna z ciekawszych filmowych ofert ostatnich lat. Swój udział w sukcesie filmu też miał kot.

Bohater „Głosów” słyszy głosy. Słyszy głosy swoich zwierząt, kota i psa. Towarzyszą mu one w samotniczym życiu. Stanowią personifikacje dobrej i złej strony naszego bohatera. Kot oczywiście robi tu za czarny charakter. Bezdusznie krytykuje swojego pana, naśmiewa się z niego i podżega do zbrodni. Rudy futrzak jest doprawdy wredny, ale jakże barwny.

koty w horrorach

Wredne koty pojawiają się w wielu filmach, ale czy są na prawdę takie złe? Czy kot  w opowiadaniu Poego, i jego ekranizacji był zły, dlatego że przyczynił się do zdemaskowania zbrodni swojego pana? No cóż, pies na pewno by tego nie zrobił.Psy są wierne bez względu na to jaką kutwą jest ich pan. To urocze, ale śmierdzi frajerstwem;)

5. Kot na strażnicy dobra

Koty mimo ze nie cieszą się najlepszą opinią w wielu kręgach, szczególnie ludzi przesadnych, często łamią ten stereotyp i wile filmów podąża tym tropem. Tu wrócę jeszcze do Stephena Kinga. W ekranizacjach jego dzieł „Oko kot” i „Lunatycy” koty były postaciami jak najbardziej pozytywnymi.

Mówi się, że zwierzęta wyczuwają dobrych i złych ludzi. Koty w tych dwóch produkcjach robiły to wyśmienicie.

W „Oku kota” śledzimy przygody pewnego buraska, który z własnym sobie wdziękiem i swobodą pogrąża tych którzy na to zasłużyli i pomaga tym, który pomocy potrzebują.

koty w horrorach

Niekoniecznie trzeba się tu doszukiwać jakiś nadprzyrodzonych przymiotów w postaci kota jednak widać w tym pewną magie, dla nas obcą dla kotów naturalną.

„Lunatycy” opowieść o parze nadnaturalnych istot pożywiającej się ludźmi by zachować życie wieczne i wieczna młodość. Coś na zasadzie wampiryzmu. Ci mimo swojego po części kociego rodowodu muszą unikać kotów jak ognia. Kocie zadrapanie to dla nich rychły koniec.

koty w horrorach

W filmie możemy więc podziwiać jak zgraja dzielnych kocurów rozprawia si z antybohaterami robiąc im duże kuku.

6. Kot po azjatycku

Nie wiem na ile ma to związek z kulturą azjatycką a na ile było znakiem czasów, ale w przeszłości koty nie cieszyły się dużą popularnością w kraju Kwitnącej Wiśni.

W horrorze z lat ’60 „Czarny kot w lesie występuje nawiązanie do legendy mówiącej o duchach wracających pod postacią kotów, wracających by wymierzyć sprawiedliwość.

koty w horrorach

Był to nader popularny mit. Podobny pomysł występuje we współczesnym koreańskim ghost story „Kot. Jak wskazuje tytuł wszytko kręci się wokół kotów, kotów nawiedzonych, sprowadzających śmierć na ludzi. A ludzie, jak się okazało, jak najbardziej na ową śmierć zasłużyli. Kot, zwierzę magiczne potrafi wymierzyć sprawiedliwość.

koty w horrorach

Wspomniałabym jeszcze o obrazie „Ludzie koty” i jego remake, ale cóż, nie widziałam żadnego z nich, co z resztą będę musiała nadrobić.

Filmów z kocimi bohaterami znajdziemy znacznie więcej, nawet jeśli szukać tylko wśród kina grozy.

Przeżyj sobie horror

Fear Zone : Strefa Strachu – Relacja

fearzone

Zgodnie z obietnicą, mam dla Was relacje z mojej wizyty w Warszawskim Fear Zone – Stefie Strachu.

Wybrałam się tam w piątek, wraz ze swoją strażą przyboczną, bo jednak w duchu jestem tchórz i jak ktoś mnie zaprasza dziesięć metrów pod ziemię to mam pewne obawy.

Dojazd do budynku, gdzie znajduje się owa atrakcja nie jest trudny, ale polecam zaopatrzenie się w jakiegoś Jansika, czy inną nawigację. Chyba, że jesteście Warszawskimi hipsterami wtedy żadne rewiry strefy Centrum nie powinny być Wam obce.

Zanim zostaniecie wpuszczeni w kanał, musicie podpisać cyrograf, w którym zrzekacie się przemocy fizycznej wobec napotkanych w Strefie Grozy stworów, to bardzo ważne, Moi Drodzy. Jak już zadeklarujecie, że będziecie grzeczni zaczyna się zabawa. Od czego? To było dość szokujące jak dla mnie. Nie powiem więcej, ogólnie niewiele powinnam Wam zdradzać, jeśli chodzi o szczegóły, żeby nie zepsuć fun’u.

Skupię się więc na moich subiektywnych wrażeniach.

Po pierwsze, jako cwana bestia ulokowałam się w środku wycieczki. Jeden towarzysz przecierał szlak, drugi obstawiał tyły, więc większość nieszczęść na szlaku dopadała właśnie ich. Nie przyznają się do tego, ale wyszli spoceni z emocji i wytrzeszczem gałek ocznych. Dzielni chłopcy.

Szliśmy więc w grupie trzyosobowej, więc było dość ciasno. Ciągle ktoś na kogoś wpadał, trzeba było pilnować się żeby nie odłączyć się od grupy.

Nad naszym bezpieczeństwem czuwała osoba z obsługi pilnująca tego, co dzieje się na monitorach – tak wszytko jest nagrywane – więc tchórze więksi ode mnie mogę odetchnąć z ulga, bo w razie zapaści, czy innego nieszczęścia będziecie ratowani. Istnieje też coś takiego jak hasło bezpieczeństwa, więc jeśli będziecie już krańcowo przerażeni, wystarczy je krzyknąć z zostaniecie odprowadzeni do mamusi;)

Z tego co usłyszałam od organizatorów atrakcji były grupy, które odpadały już w przedbiegach, więc nie ma czego się wstydzić.

My wytrwaliśmy do końca. Spędziliśmy tam równo półgodziny, choć wydawało mi się, że minęło raptem dziesięć minut.

Gdy schodzicie do podziemi jest całkiem ciemno, otrzymacie lichą latareczkę. Korytarze są ciasne, ciemne, pełno kurzu, coś śmierdziało.  Żeby przejść od popieszczenia do pomieszczenia musicie jakoś sforsować drzwi, łatwo nie jest, trzeba się naszperać w ciemności, znaleźć klucze etc.

Oczywiście co i rusz jesteście atakowani, przez co? Chyba przez wszytko.Ja miałam wrażenie, że atakują mnie nawet ściany. Pojawiają się tu postaci ze znanych horrorów, wyglądają bardzo… żywo i niektórzy wpadają z takim impetem, że można dostać zawału.

Nie zaznacie tam spokoju, bo co chwilę coś Was spotyka. Pełen zakres wrażeń somatycznych. Wcale się nie dziwię istnieniu cyrografu, bo autentycznie w panice można komuś zrobić krzywdę.

Wystrój Strefy jest zajebiaszczy, bardzo horrorowy, każde pomieszczenie jest dopieszczone, stosownie klimatyczne. Ile jest ich w sumie? Nie mam pojęcia, zostaliśmy przepędzeni przez nie jak przerażone bydło i nikt nie liczył, ani czasu ani nie szacował objętości przestrzeni. Niektóre z atrakcji zapamiętam na bardzo długo, a i tak, jak wspomniałam mnie atakowano najmniej, bo skutecznie się ukrywałam za towarzyszami;)

Jeśli chodzi o poziom straszności to otrzymaliśmy wersję standard. Poziom straszenia jest dostosowywany do grupy, jeśli na monitoringu widać, że grupa jest oporna na lęk wytaczane są cięższe działa, analogicznie w sytuacji, gdy grupa jest wyjątkowo tchórzliwa, wtedy traktowani są bardziej lajtowo.

Osobiście w pełni polecam. Koszt wejściówki jest niewielki, a wrażenia murowane. Zamiast oglądać horror, możecie go przeżyć;)

Będę poszukiwać tego rodzaju atrakcji i w miarę możliwości zwiedzać takie miejsca. Chcecie mi coś polecić, śmiało, piszcie.

Jeśli jesteście zainteresowani udziałem w takiej wyprawie zapraszam na stronę: http://fearzone.pl/ lub fanpage: https://www.facebook.com/Fearzone/  po dalsze instrukcje.

Udział w wyprawie możecie również wygrać w moim blogowym konkursie. Macie jeszcze czas do jutra. Szczegóły TU.

Zestawienie najstraszniejszych dziecięcych bohaterów kina grozy

Popieprzone i złe, mroczne i dziwne,

czyli najstraszniejsze postaci dziecięce w filmach grozy :

Dziś coś specjalnego. Pomysł na poczynienie listy moich ulubionych dziecięcych postaci z kina grozy krążył mi po głowie od dawna, ale jakoś nie miałam okazji się za to wziąć. Dziś okazja jest, w końcu dzień dziecka, a ja zrobię sobie przerwę od standardowych recenzji i uraczę Was czymś innym.

Kryteria doboru bohaterów, którzy znajdą się poniżej są całkowicie subiektywne. Wiadomym jest, że strasznych dzieciaków mamy w kinie urodzaj, a ja wybrałam tych, którzy moim zdaniem są najbardziej interesujący.

 

10. Cole 'Widzę martwych ludzi' Sear

dzieci w horrorach

-Bohater thrillera „Szósty zmysł„. W tę postać wciela się jeden z wówczas najlepiej zapowiadających się aktorów młodego pokolenia, mały Haley Joel Osment. Gdy podrósł znikł z ekranu, a obecnie pojawia się w rolach epizodycznych. Patrząc jednak na to co dzieje się z młodymi zdolnymi w Hollywood i tak nie skończył najgorzej.

Cole jest zdecydowanie najsympatyczniejszą dziecięcą postacią jaką możemy spotkać w kinie grozy. Jest równie uroczy co srebrnowłosa Caroline z „Poltergeista, czy malutka Chelsa z remakeAmityville” i ma podobny problem: Interesują się nim zmarli.

Oda dawien dawna popularna jest teoria, że dzieci podobnie jak zwierzęta są wyczulone na świat zmarłych. Potrafią się z nimi komunikować i nie rzadko wpadają przez to w kłopoty. Cole spotyka na swojej drodze zarówno dobre jak i złe duchy. Ostatecznie uczy się z nimi porozumiewać bez lęku, ale zanim to się stanie jego przerażenie skutecznie udzieli się widzom „Szóstego zmysłu”. Komu z Was nie przebiegają ciarki po plecach w słynnej scenie „Widzę martwych ludzi”?

 

9. Regan 'opętana suka' MacNeil

dzieci w horrorach

– bohaterka horroru „Egzorcysta. Nie mogło tu zabraknąć bohaterki z bardzo elastycznym karkiem i poważnymi problemami żołądkowymi.

W przypadku Regan również nie mamy do czynienia z dzieckiem złym. Młoda miała pecha, bo jej niewinna duszę spętał demon. Od tamtej pory mówiła brzydkie wyrazy i zygała na zielono.

W latach ’70 stała się symbolem dzieci sprowadzonych na złą drogę przez hipisowski styl życia: Palcie zioło, bierzcie kwas a będziecie wyglądać jak ta opętana suka. Ja nieśmiało dodam od siebie, że Regan równie dobrze sprawdzała się jako żywa przestroga rodzicielska: nie zaniedbujcie dzieci, bo zaprzyjaźnią się z ciemną stroną mocy.

Jeśli dziecka opętanego nie możemy jednoznacznie określić popieprzonym i złym o tyle takich przypadków mamy sporo. Do dziś w kinie popularny jest wątek, w którym dziecko pada ofiarą złowrogich nadnaturalnych mocy. Żeby daleko nie szukać przypomnijcie sobie rudą Ashley z „Sinistera” i resztę sfory Bughula.

 

8. Lśniący chłopiec Danny Torence

dzieci w horrorach

-bohater „Lśnienia” Kubricka. Mały Danny był lokatorem przeklętego hotelu Panorama w ekranizacji powieści Stephena Kinga. Był uroczym dzieckiem dopóki nie zaczął gadać ze swoim palcem wskazującym. Jego znajomość z niejakim Tonym w niejednym widzów wzbudzi niepokój. Wizje jakich doznawał mały bohater stały się znakiem rozpoznawczym kultowego filmu.

Odtwórca roli Danny’ego nie pojawił się na ekranie nigdy więcej. Gdzieś czytałam, że udział w filmie obecnie postrzega jako raczej traumatyczne doświadczenie i drogą wyparcia osiągnął poziom całkowitej nie pamięci tego co działo się w czasie produkcji. Poszedł w ślady swojego filmowego ojca i został nauczycielem angielskiego.

Danny jest godnym reprezentantem dzieci, które przerażają swoimi nadnaturalnymi umiejętnościami. Mamy takich spore stado w horrorach, rozmowy z duchami, zdolności telepatycznie, telekinetyczne, jasnowidztwo,etc. Kto tak miał? Wspomniana już Carolnie z „Poltergeista”, „Dorothy Milles„, Carrie Annie z „Rose Red” i wiele wiele innych.

 

7. Dzieci z „Wioski przeklętych”

dzieci w horrorach

W latach ’60 XX wieku ludzie spodziewali się wszystkiego złego. Żyjąc w cieniu strachu przed wojną atomową tworzyli fantastyczne wizje tego jakie zagrożenia mogą czekać na obywateli. Jedni filmowcy mówili wprost o siłach wroga inni uciekali się do metafor. Zamiast najeźdźców zza granicy mamy najeźdźców z kosmosu. Ukrytych pod postacią niewinnych dzieci, zesłane do małego Brytyjskiego miasteczka by siać zniszczenie i przejąć władze nad światem.

Dzieci z „Wioski przeklętych” miały budzić lęk samą swoją obecnością. I faktycznie wiele robić nie musiały. Wystarczyło jedno spojrzenie by zniszczyć przeciwnika.

 

6. Zgraja dzieci z „Czy zabiłbyś dziecko?”

dzieci w horrorach

Zbiorowy nieletni bohater tego filmu to dzieci niosące śmierć dorosłym na Hiszpańskiej wyspie. To one stają się pretekstem do postawienia tytułowego pytania.

Nie jest to pierwszy film gdzie dorosły został postawiony przed wyborem zabić dziecko by bronić siebie, ale pierwszy który tak kategorycznie popierał teorie, że dzieci mogą być złe. Nie muszą być wcale zesłane z kosmosu, jak mali bohaterowie „Wioski przeklętych”.

Ten sam motyw zbiorowego mordu na dorosłych dokonany przez dzieciaki mamy w filmach „Dzieci kukurydzy”, „Children” „Oni”, czy „Come out and play”.

 

5. Samara Morgan

dzieci w horrorach

-bohaterka amerykańskiego horroru „Krąg” znana także jako 'wredna dziewczynka ze studni'. Samara jest duchem, albo żywą złą energią, która z pomocą stworzonej przez siebie kasety video sieje spustoszenie w szeregach młodych ludzi. Jeśli obejrzysz kasetę masz siedem dni na ocalenie swojej dupy, masz dokładnie takie same szansę jak Samara gdy została wrzucona do studni, więc raczej marne.

Samara straszy powierzchownością, tajemniczo zarzuconymi na twarz czarnymi włosami, wyłazi z telewizora i pozostawia po sobie trupy. Jej rodowód sięga piekielnych głębin, a tak na serio to postać ta ma swój oryginał w Japonii i nosi on imię Sadoko.

Obok Samary możemy postawić inne dziecięce duchy, który wprowadzają niemałe zamieszanie w każdym ghost story, jak mała Jody w remake „Amityville”, 'Szepczący' w „Kręgosłupie diabła„, Ann i Nicolasa z „Innych„, mały skośny z „Klątwy”, czy sierotki z „Sierocińca„.

Małych duchów mamy sporo, Samara zasłużyła na wyróżnienie tym, że z premedytacją czyni zło, co w innych przypadkach nie jest tak oczywiste.

 

4. Henry Evans

dzieci w horrorach

-przez Josepha Rubena pieszczotliwie zwany „Synalkiem„. To co Macaulary Culkin wyprawiał w filmie „Kevin sam w domu” jest niczym wobec tego co wyczynia w thrillerze „Synalek”. W wesołym Kevinie można dopatrzeć się pewnego sadyzmu bijącego z zadowolenia z jakim gnojek rozprawia się z włamywaczami, jednak Henry to już wyższa szkoła jazdy.

Mamy tu portret małego psychopaty, któremu żywą radość sprawia niszczenie, manipulowanie, zabijanie. Toczy on psychologiczną grę ze swoim  kuzynem Markiem. Kto by się spodziewał takiej rozgrywki w świecie dzieci? Dzieci są zdecydowanie złe.

Mały Henry nie jest jedynym dziecięcym oprawcą chcącym skrzywdzić krewnych. Podobne kreacje mamy w Córeczce„, „Mickey’u”, „Hurt”,„Joshua„, „Musimy porozmawiać o Kevinie, „Widzę, widzę” czy nawet „Przypadku 39„.

Dzieci bywają prawdziwą pociechą dla swoich rodziców:)

 

3. Julia Majewska

dzieci w horrorach

-czyli rosyjska „Yulenka”. Postać raczej mało znana, a jakże uwagi godna. Anielsko piękna dziewczynka z wielką tajemnicą. Manipulatorka, sadystka, morderczyni. Bezwzględnie traktuje dzieci i dorosłych, ale intencje miała przecież dobre, czyż nie?

 

2. Angela

dzieci w horrorach

– czyli 'Wesoła obozowiczka', młoda anybohaterka „Uśpionego obozu„. Nie mogłam pominąć dziecięcego bohatera slashera, a zimnooka, niepozorna Angela pasuje tu do schematu popieprzonych i złych jak ulał.

Przez cały film jawi nam ie jako ofiara, bezradna postać typowego camp slashera, ale kim tak naprawdę jest? Tylko mi nie mówicie, że finał nie wywołał u Was szoku:)

W tej samej linii postawić możemy resztę slasherowych dzieciaków, którzy wyrośli na morderców, mały Jason Voorhees, czy Michael Myers – też dokazywał od maleńkości. Wszyscy oni byli cudownymi dziećmi horroru.

 

1. Damien Thorn.

dzieci w horrorach

-czyli dziecko samego diabła, bohater najbardziej znanego horroru satanistycznego „Omen„. Nie mogłam postąpić inaczej jak tylko umieścić go na szczycie listy. Znają go wszyscy i chyba wszyscy kochają. Bo jak go nie kochać? W pierwszej odsłonie „Omena” poznajemy go jako małego brzdąca, bardzo uroczego. Na potrzeby filmu młodemu aktorowi pofarbowano anielskie pierza na głowie na szatańską czerń. Jego uśmieszki są warte ostatniego kręgu piekła. Czynienie zła przychodzi mu instynktownie i naturalnie choć przecież nie jego wina, że jest ojcem samego szatana. Można powiedzieć, że wyssał zło wraz ze spermą ojca ale to mogłoby źle zabrzmieć;)

 

Wybrane do zestawienia dzieciaki to zazwyczaj postaci pierwszoplanowe, ale nie możemy zapomnieć o tych, które przewijają się w filmach grozy gdzieś w tle, jako dodatek, jak rodzeństwo w „The Witch” czy córki dozorcy w „Lśnieniu”. Czasem wystarczy, żeby poskakały na skakance i zaśpiewały „Raz dwa Freddy już Cię ma” i stają się kultowym elementem świata grozy.

Mroczne historie, part 7

„Stanąłem przed głównym wejściem dawnego pałacu braci Steinertów przy Piotrkowskiej w Łodzi. Zadarłem w górę głowę aby obejrzeć to co zrobiła ekipa remontowa dotychczas. Dół elewacji już wyremontowany. Na rusztowaniach leniwie łazili robotnicy. Muszę porozmawiać o tym z Mateuszem aby ich trochę zagonił do pracy. „SALUS INTRANDIBUS” – pozdrowienia dla wchodzących. Sentencja umieszczona pomiędzy dwoma trójdzielnymi oknami a pod nią data budowy przybytku 1911. Prawie sto lat temu mieszkały tu dwie rodziny Steinertów potężnych fabrykantów. Budynek był dwupiętrowy z mansardą, łamanym dachem o szczytach obramowanych wolutami. Lecz to wschodnia mansarda, czy jak kto woli poddasze było celem mojej wizyty. Kilku robotników narzekało, że zamieszkał tam jakiś bezdomny. Pomimo interwencji Mateusza ze strażą miejską nie znaleźli żadnych śladów bytności człowieka. Albo robotnicy bywali pijani (co cholera, muszę wspomnieć Mateuszowi) albo koleś wymykał się za dnia. Nacisnąłem guzik w pilocie i usłyszawszy, że alarm w aucie się włączył ruszyłem przed siebie. Obejrzałem się jeszcze na lekko szare niebo, takie, które robi się tuż przed zmierzchem w jesienne ponure dni. Postawiłem kołnierz kurtki gdyż w bramie dość mocno zawiało. Dwóch młodych robotników czmychnęło na mój widok z klatki schodowej. Nie chciało mi się już ich ochrzaniać. Chciałem na własne oczy zobaczyć „nawiedzone pomieszczenie” jak je w myślach nazywałem, i czym prędzej pojechać do domu. Strome schody, tak charakterystyczne dla kamienic tamtego okresu dały mi nieźle w kość i będąc już na ostatnich stopniach czułem ból w mięśniach ud i łydek. To nasunęło mi myśl, że może powinienem zacząć uprawiać jakiś sport. Może bieganie? Rozchyliłem folię malarską, która zaszeleściła echem po klatce schodowej. W środku panował nieprzyjemny mrok. Wszędzie pachniało farbą, klejami i jeszcze czymś, co zidentyfikowałem jako rozkładające się truchło szczura albo ptaka. Cholera, trzeba było przyjść za dnia. Okno mansardy było zakurzone. Wyjąłem telefon z zamiarem włączenia latarki, ale wtedy usłyszałem szuranie. Był to ewidentnie czyjeś kroki, tak nieudolnie stawiane jak tylko stary dziadek czy babcia potrafią.

 – Witaj na moim strychu. – głos, który to wypowiedział przypominał żarna, które trą o siebie.

 – Kimkolwiek pan jest, to własność prywatna. Proszę opuścić to miejsce bo przyjdę z policją.

 Długo oczekiwałem na odpowiedź i zdawało mi się, że w ciszy która zapadła słyszę cichy chichot. Nie byłem ułomkiem i podejrzewałem, że dałbym sobie radę z dziadkiem. Jednak ciemność nadal nie chciała się rozświetlić gdyż komórka zgasła a ja nie widząc potencjalnego przeciwnika czułem się coraz bardziej nieswojo. Cholerna bateria padła akurat teraz!

 – Och – rzekł wreszcie mój rozmówca – Gościnność to chyba nie jest twoja mocna strona. Szkoda. – ostatnie słowo było ledwie szeptem. Starzec, którego sylwetkę mogłem teraz dostrzec poruszył się w stronę okna. Był zdecydowanie niższy ode mnie, choć miał chyba na głowie kapelusz z wąskim rondem i siwą brodę, która niczym biała plama odcinała się na tle postępującej czerni. Nie widziałem dokładnie jego twarzy ale to co wziąłem wcześniej za smród rozkładającego się zwierzęcia pochodził ewidentnie od starego bezdomnego.

 – Wiesz… – zaczął znów starzec zanim cokolwiek zdążyłem rzec – Życie w ciemności ma swoje lepsze i gorsze strony. Ja jednak mam już tego dosyć. Chcę się stąd wyrwać, pożyć jeszcze trochę.

 – W takim razie droga wolna – rzekłem z ulgą, gdyż całą ta sytuacja przestała mi się podobać. – Proszę opuścić… – nie dokończyłem. Starzec z niespodziewaną jak na niego szybkością dopadł do mnie i chwycił mnie obiema rękami za głowę. Jego uścisk był jak imadło. Chyba krzyknąłem, ale zbyt cicho aby ktoś mógł mnie usłyszeć. Wtedy poczułem jak coś dosłownie wyrywa ze mnie jestestwo. Wspomnienia ulatywały z mojej głowy. Ból, fizyczny i psychiczny był tak silny, że aż dziwne, że nie straciłem przytomności. A może straciłem? Nie wiem. Dłonie starca wręcz paliły mi głowę. Zaś moja pamięć kurczyła się niczym przebity balon. Nie pamiętałem już dzieciństwa, ani wieku młodzieńczych lat. Nie pamiętałem ani żony ani córki… o ile je kiedyś miałem. Teraz jawiły mi się tylko jako szare cienie ukryte gdzieś daleko w podświadomości i przywoływane we śnie. Nie wiem ile czasu minęło gdy starzec wreszcie puścił moją głowę. Teraz jedyne co pamiętałem to to gdzie się znajduję i co tu robię.

 – Martwy i żywy. Śmierć to jedynie uczucie mój drogi. Ja czuję się cholernie żywy. A ty? – głos który wydobył się z gardła istoty, która stała przede mną nie był już starczy… i chyba go kojarzyłem. To był mój głos! Próbowałem coś powiedzieć ale z gardła wyrwał mi się już tylko charkot. Dotknąłem ręką gardła i natrafiłem na białe nitki włosów wyrastających mi z brody.

 – Od dziś będziemy sprzymierzeni w śmierci. Tak długo czekałem na kolejnego właściciela. Odkąd trafiłem tu w latach czterdziestych nie mogłem pozwolić sobie na dopadnięcie kogoś innego. Ty masz to co ja miałem za życia. Cóż powodzenia.

Ostatnie słowa przebrzmiały a starzec, który teraz był mną odszedł. Słyszałem jeszcze jego kroki na schodach. Próbowałem za nim iść lecz nogi ugięły się pode mną i padłem na podłogę wzbudzając tumany kurzu. Moje ciało było przegniłe, stare jak może być stary rozkładający się trup. Wiedziałem, że teraz jestem więźniem mansardy tak jak mój poprzednik. Wiedziałem, że jedyną drogą ucieczki jest dorwać kolejnego właściciela pałacu Steinertów. Ile to będzie trwało? Lata, dziesięciolecia, wieki? A może jest inne wyjście? Może to sprawdzisz? Przyjdź do pałacu Steinbertów w Łodzi i wejdź do wschodniej mansardy…”

starzec

 

Kamil