Archiwa tagu: survival horror

Na muszce

Red dot/ Na celowniku (2021)

Davis celem ratowania kulejącej relacji z narzeczoną Nadją zabiera ją na wycieczkę w góry. Młodzi podziwiają zorze polarne północnej Szwecji gdy zostają bezpardonowo zaatakowani przez uzbrojonego człowieka. Nie widząc swojego oprawcy z trwogą obserwują mały czerwony punkt świadczący o tym, że znaleźli się na celowniku.

Jeśli lubicie survivale to jest to film dla Was. Produkcja, którą możecie zobaczyć na Netflixie oferuje to co zwykle zobaczyć możecie w kinie tego gatunku. Dzika natura, piękne krajobrazy mają zamydlić oczy, tak byśmy ani myśleli o potencjalnym zagrożeniu. Pojawienie się antagonisty jest nagłe i niespodziewane- no dobra, może nie tak niespodziewane, w końcu czytaliście opis filmu;) W każdym bądź razie urok chwili szybko zostaje zburzony. Dla podkreślenia atmosfery niebezpieczeństwa i zaszczucia antagonista pozostaje niewidoczny dla ofiar i widza. Oczywiście filmowy wstęp pozwala nam na wytypowanie pewnej grupy, domniemać na temat przyczyn ataku na parę, ale pozostańcie czujni, bo historia jest bardziej złożona, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.

To co mogę stwierdzić z całą pewnością to to, że sporo się tu dzieje. Czy dzieje się logicznie, czy dzieje się tak jakbyśmy sobie tego życzyli to już kwestia zapatrywań i oczekiwań. Osobiście od tego rodzaju produkcji oczekuje znoju, krwi i ładnej scenerii i to też dostałam. To na co można by ponarzekać – poza nieśmiertelną logiką zdarzeń to kreacje głównych bohaterów- nie tyle na poziomie aktorstwa co charakterystyki. Nie będę Was więc przekonywać, że film nie ma wad, ale moim zdaniem jest całkiem przyjemny w odbiorze.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 7

Oryginalność:5

To coś:6

53/100

W skali brutalności: 2/10

Kto jest wilkiem?

Hunter Hunter (2020)

Rodzina pochodzenia Josepha od pokoleń egzystuje z dala od cywilizacji. Mężczyzna kultywuje ten styl życia, jego żona targa więc wodę ze strumienia, w domu nie ma elektryczności, a ich córka uczy się polować na zwierzęta. Życie w lesie też niesie swoje zagrożenia. Rodzinie brakuje zasobów, bo jedynym źródłem utrzymania jest handel skórami, a z lasu zaczynają wychodzić bestie. Pierwszą z nich jest wielki basior odkrywający nowe tereny łowieckie nieopodal chaty. Druga bestia, ludzka bestia, jest jeszcze gorsza.

Shan Linden reżyser i scenarzysta w pierwszych partiach filmu zwodzi widza na manowce obiecując mu obraz utrzymany w konwencji survivalu, gdzie protagoniści będą ścierać się z naturą. Widzimy las wraz ze wszystkimi jego walorami i niebezpieczeństwami. Widzimy trzyosobową rodzinę, której głową jest chmurny mężczyzna niewyobrażający sobie innego życia niż to, które prowadzi. Wpojone wartości każą mu chronić bliskich przed zagrożeniami jakie niesie za sobą cywilizacja i mimo że jest im ciężko ani myśli o zmianie. Zakochana w nim kobieta ma wątpliwości, czy aby takiego życia chce dla córki, bez szkoły, bez kontaktów z innymi, w biedzie. Trzynastoletnia Renee, marzy tylko o tym by dorównać ojcu w hardzie ducha, nie zna innego życia toteż za nim nie tęskni.

Gdy do ich hermetycznego świata wkrada się coś z czym trudno poradzić sobie głowie rodziny następuje rozłam. Wizyta u szeryfa, który bezradnie rozkłada ręce wobec sytuacji, w której bezpieczeństwo Anne i jej bliskich jest zagrożone przez dzikie zwierze utwierdza kobietę się  w tym, że w życiu jakie wybrał dla nich jej mąż może polegać tylko na nim.  Ojciec rodziny wyrusza na polowanie na wilka i w tym momencie okazuje się że to przed czym uciekał już tu jest: cywilizacja i ludzie wraz z całym swoim okrucieństwem.  Tymczasem w domu gdzie została Anne wraz z córką zjawia się ranny turysta. Jej mąż wciąż nie wraca a kobieta sama musi podjąć decyzję czy udzielić mu pomocy. I sama ponieść konsekwencje tejże decyzji.

To co jest kluczowe w odbiorze tego filmu to właśnie poczucie izolacji, które wzrasta wraz z rozwojem wydarzeń mimo, że las nie zmienia się, nadal jest tym samym lasem, jednak oddzielnie się od siebie bohaterów intensyfikuje wrażenia. Doskonale wybrano miejsce akcji rozległe tereny Manitoby zamieszkałe przez niewielu ludzi.

Fabuła filmu oferuje fabularny twist, który jednak jest dość łatwy do odgadnięcia. Na tyle łatwy, że trudno mi nawet nazwać go twistem tak do końca. Nie mniej jednak dzieje się, dzieje się sporo i dzieje się konsekwentnie. Największe wrażenie robią oczywiście sceny finałowe. Ta swego rodzaju eskalacja przemocy niesie ciężar znaczenia całej tej historii i dobitnie pokazuje dokąd zmiKto erzały wszystkie zawiązane wątki. Może nawet pojawić się refleksja: kto był wilkiem?

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa: 6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

61/100

W skali brutalności: 2/10

Zostanę z Tobą

Stoję za Tobą aka Creeping Out (2019)

Jakub i Michał, kumple i współpracownicy w Poznańskim wydawnictwie rok rocznie udają się na wspólny wypad w Tatry. Mając już za sobą zdobycie najwyższych szczytów postanawiają zejść pod ziemię. Na miejsce najnowszej wprawy Michał wybiera kompleks podziemnych jaskiń. Minimalne przygotowanie okazuje się niewystarczające i młodzi mężczyźni wkrótce znajdą się w pułapce, z której cało wychodzi tylko jeden. Po wydostaniu się z jaskini Jakub walczy z traumą i prokuratorskim oskarżeniem o śmierć swojego przyjaciela. Prawda o zdarzeniu próbuje wyjść na powierzchnie.

Drodzy Parafianie, mam dziś dla Was prawdziwy rarytas. Polski horror niezależny nakręcony przez aspirującego filmowca Kubę Borunia. Reżyser, scenarzysta, aktor i montażysta w jednej osobie uprzejmie udostępnił mi możliwość zobaczenia swojego dzieła, dlatego dziś opowiem Wam o swoich wrażeniach.

Wszyscy wiemy w jakiej kondycji znajduje się polskie kino gatunkowe. Ostatni zryw pod tytułem „W lesie dziś nie zaśnie nikt”  w mojej ocenie nie miał większy szans na przechylenie szali na korzyść polskich twórców horroru. Zupełnie inne wrażenie pozostawił po sobie „Monument„, który podobnie jak „Stoję za tobą” jest produkcją niezależną. Nie powinniście więc być zdziwieni, że gorąco kibicuję takim twórcom.

„Stoję za tobą”, znowuż podobnie jak „Monument” gatunkowo oscyluje wokół grozy i kina psychologicznego. Można więc powiedzieć, że jest bardziej thrillerem aniżeli horrorem, ale silnie obecny w produkcji pierwiastek grozy każe mi poprzeć twórcę i nazwać „Stoję za Tobą” horrorem.

Kuba nakręcił swój film za 60 tysięcy z czego większość budżetu pochłonęły koszty wszelkiego rodzaju pozwoleń umożliwiających ekipie kręcenie na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Realizacja projektu zajęła twórcy 5 lat, a więc nie mamy tu do czynienia  ze spontaniczną decyzją, raczej z przykładem determinacji i wytrwałości. Więcej o okolicznościach powstania filmu dowiecie się niebawem;)

A więc do brzegu. Czy film mi się podobał? O tak, zdecydowanie i mówię to z pełną odpowiedzialnością mając w pamięci wszelkie niedociągnięcia i typowe błędy twórcy neofity.

Przede wszystkim mamy tu do czynienia z bardzo dobrym pomysłem. Nie powiem by tego typu zabiegu fabularnego nie użyto już pod równymi postaciami w wysokobudżetowych przedsięwzięciach, ale nie zmienia to faktu, że ogólny zamysł scenariusza jest przedni i to co powinno zaskakiwać zaskakuje. Absolutnie nie ma się pod tym względem do czego przyczepić. Sprawa została gruntownie przemyślana.

Walory horrorowe też stanowią mocny punkt fabuły. To co najbardziej mnie tu ujęło to pewnego rodzaju konsekwencja w straszeniu. Nie mamy tu tanich jump scarów z dupy, które funkcjonują bez uzasadnienia fabularnego. Co więcej sceny, które mają straszyć są bardzo sprawnie przeprowadzone z właściwie stopniowanym napięciem i serio, są skuteczne. Tu jako przykład podam najprostszą z nich. Sypialnia w domu Jakuba. Jego próba zaśnięcia w ciemności. Mozolne odliczanie ile sekund wytrzyma bez włączenia latarki. Czy sufit nadal będzie sufitem gdy zgaśnie światło? A może zmieni się w zimny strop jaskini. Proste, konkretne, skuteczne. Scen nastawionych na wzbudzenie grozy, które zrobiły na mnie dobre wrażenie jest więcej.

Warstwa techniczna jest na tyle dobra na ile pozwolił na to budżet, wyobraźnia i doświadczenie. Zdjęcia w 80% zadowalają, szczególnie ujęcia plenerowe. Piękne Tatry, klaustrofobiczne podziemia. Jest czym się cieszyć, jest czym straszyć.  Schody zaczynają się przy aktorstwie, ale i tu mam dla Was dobrą wiadomość, bo filmie pojawia się naturszczyk z ogromnym potencjałem. Michał Nowak, odtwórca roli, nie zgadniecie, Michała. Przypadkowy gość z dużym talentem. Jego gra jest swobodna i nawet gdy przychodzi mu partnerować komuś kto jest totalnym aktorskim drewnem- czyli 70% obsady – on sobie radzi, jest skoncentrowany na roli i błyszczy tu jak diament. Na całą resztę najchętniej spuściłabym zasłonę milczenia;)

Sprawy nie ułatwiają dialogi kojarzące się z treścią akademii na 11 listopada. Praktycznie zero mowy potocznej i jakaś dziwna spina. Bardziej doświadczona obsada byłaby w stanie nadać temu płynność, ale nie ekipa z łapanki, efekt przypomina konkurs recytatorski w trzeciej klasie podstawówki. Jest to typowa bolączka kina amatorskiego, albo na pół amatorskiego, sprawa jak najbardziej do wyrobienia. Głównym minusem i o tym muszę Was ostrzec jest fakt, że produkcja trwa trzy godziny. Za dużo tu niepotrzebnych wstawek, których usunięcie pomogłoby w zintensyfikowaniu pozytywnych wrażeń. Ale to znowu błąd początkującego twórcy, który jeszcze nie ma wyrobionej decyzyjności w zakresie właściwego akcentowania środka ciężkości, za to bardzo chce by nic widzowi nie umknęło.

Te wszystkie wady, o których musiała wspomnieć by być wobec Was uczciwa nie są w stanie popsuć pozytywnego odbioru. Na chwilę obecną film funkcjonuje na pokazach specjalnych, festiwalach, a w planach jest jego udostępnienie na platformie streamingowej. Wypatrujcie, śledźcie, kibicujcie. Make polish horror great again:)

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:4

Oryginalność:5

To coś:6

65/100

W skali brutalności: 1/10

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję twórcy, Jakubowi Boruniowi

Zimne wody

Breaking Surface/ Pod powierzchnią (2020)

Tove i jej starsza siostra Ida postanawiają powrócić do tradycji, którą szczególnie młodsza z sióstr kultywowała wraz z matką. Jest nią nurkowanie w lodowych wodach Norwegi. Kobiety schodzą 30 metrów pod wodę. Tove zostaje uwięziona na dnie i zdana na pomoc siostry, która z każdą minutą zdaje się tracić zimną krew.

 Lubię survivale. Przecież wiecie. Lubię grozę związaną z zimnem i tą ulokowaną na wodzie. W filmie Joachima Hedena dostałam to wszystko, z czego jestem rada.

„Pod powierzchnią” to thriller obfitujący w napięcie jakie może wygenerować tylko zawzięta walka o przetrwanie. Klimat zogniskowany wokół pięknej i niebezpiecznej przyrody szybko wszedł mi pod skórę.

Scenariusz dba by naszym bohaterkom spadały pod nogi kolejne kłody, co podsyca ciekawość i poczucie, że nie ma sytuacji tak trudnej by nie dało się jej jeszcze utrudnić. Momentami balansuje to na granicy wiarygodności, ale coś kosztem czegoś.

Charakterystyki protagonistek jest zbudowana na zasadzie przeciwności. Tove jest spokojna, stanowcza  i sprawia wrażenie zdecydowanie twardszej. To ona zostaje przygnieciona skalnym odłamkiem i uwięziona. To w jaki sposób udaje jej się zachować zimną krew i koordynować działania siostry jest wręcz anormalne, zwłaszcza, że jej  los spoczywa w rękach nerwowej, niepewnej i podatnej na emocje Idy.

Technicznie film porządny. Ładne, dobrze sfilmowane kadry. Warsztat aktorski bez zarzutów, choć też bez zachwytu.

Reasumując film jak najbardziej do obejrzenia.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła: 7

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność: 5

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

Laski umierają w lesie

All Girls Weekend/ Babski weekend (2016)

Cztery kumpelki z licealnych czasów postanawiają spędzić weekend w górach w ściśle babskim gronie. Do Danieli, Stephanie, Gem i Nancy dołącza jeszcze Annie zaproszona przez ostatnią z wymienionych dziewczyn. Wypoczynek postanawiają urozmaicić spacerem po lesie co okazuje się pomysłem tyle nieprzemyślanym co katastrofalnym w skutkach. W lasach Georgii czai się bowiem coś co swoją siłą może nie tylko wzbudzić grozę, ale i doprowadzić do śmierci.

„Babski weekend” to niskobudżetowy survival horror Lou Simon. Jego pisany na kolanie scenariusz powstał w niespełna tydzień, a inspirację miał stanowić kasowy straszak z przed lata „Zejście„.

Podoba mi się gierka słowna na plakacie 'week-end' 🙂 Oczywiście jasno nam to sygnalizuje, że babski wypad może prowadzić do czegoś gorszego niż kac lub skrobanka;)

Tanim kosztem opowiedziana historia z pewnością nie powali przenikliwością choć zdradzę Wam, że ma aspiracje na horror ekologiczny. Słyszeli Wy o czymś takim? Horrorem ekologicznym jest np. „Długi weekend” i jego remake of course, czy „Last Winter”. W horrorze ekologicznym idzie oto, że wrogiem protagonistów jest wzburzona brakiem poszanowania matka natura. Ten motyw dość szybko pojawi się w rzeczonym filmie.

Zanim jednak przejdziemy do tragicznych konfrontacji musimy poznać nasze bohaterki. Są dość stereotypowe, ale jeszcze nie kanciaste. Aktorki, pół amatorki radzą sobie całkiem przyzwoicie, choć początkowe partie dialogów brzmią dość sztucznie- sztucznością telewizyjnych dram – to w miarę rozwoju akcji panny się rozkręcają i nie jest najgorzej. Simon zadbała by stosownie pokomplikować ich relacje toteż babski weekend nie obejdzie się bez potyczek w typowo babskim stylu. Funkcjonują tu one jako dodatkowe bodźce utrudniające i tak kiepską sytuację.

Spacer po lesie zmienia się w walkę o przetrwanie w punkcie, gdy jedna dziewczyn ulega wypadkowi, mniej więcej w tym samym czasie dziewczyny orientują się, ze wyjście z niego nie będzie wcale łatwe. Pojawia się złowroga stara chata, a w niej wskazówki na temat tego jak można interpretować przedziwne zdarzenia. Nie tylko okaleczona Annie ucierpiała, w rękę Gem z nieznanych powodów zdało się coś co przypomina gangrenę. Na szlaku pojawią się pierwsze trupy.

Powiem tak, oglądało mi się to bezboleśnie, choć muszę Was ostrzec, że film posiada większość mankamentów typowej niskobudżetowej produkcji. Kuleje przede wszystkim warstwa techniczna. Na operatorze kamery nie zostawiłaby suchej nitki, kiepsko sfilmowane kadry dodatkowo pogrążył montaż. Zdjęcia są prześwietlone i w żaden sposób nie podkreślają mrocznej atmosfery lasu. W ogóle las, bardziej przypomina park z rzadka posadzonymi drzewami niż złowrogi bór. Tylko nieliczne ujęcia udały się powiedzmy jako tako. No cóż, można obejrzeć, na własną odpowiedzialność.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie: 5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:2

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:5

46/100

W skali brutalności: 2/10