The Devil’s Mouth/ Usta diabła (2026)

Grupa przyjaciół u progu dorosłego życia wybiera się na epickie wakacje w rajskiej Tajlandii. Przewodzi im Max Levinton, której towarzyszy chłopak James i dwie przyjaciółki, samotna Sarah oraz Adrienne z partnerem Gregiem. Dzika sfora młodych amerykanów pije, tańczy i odwiedza piękne miejscówki. Jednym z punktów wyprawy ma być wycieczka z przewodnikiem do kompleksu jaskiń słynących z wyjątkowo efektownego odcinka nazywanego 'Diablelskimi ustami’. Tam 'nieoczekiwanie’ spotykają lokatora miejscowych wód, rekina tępogłowego.
Nie ma sezonu wakacyjnego bez nowej porcji survivali o rekinach. „Przebojem” na streaming Prime Video wdarł się jeden z nich, mianowicie nowa produkcja Jeffa Wadlowa „Diabelskie usta” obiecująca widzowi połączenie vibe’u „Zejścia” z atrakcjami właściwymi dla animal attack typu „Szczęki”.
Film został zjechany od góry do dołu, co umknęło mojej uwadze o tyle szczęśliwie, że nie zdążyłam się skutecznie zrazić do seansu z nim. I powiem tak: nie przesadzajcie, tragedii nie ma. Jako koneserka rekiniej filmografii widziałam już dużo gorsze produkcje. Serio. Żebyście nie musieli szukać daleko, na tym samym Prime hula niejaki „Requin” z Alicią Silverstone z 2022 roku i możecie wierzyć mi na słowo, że taki festiwal niedorzeczności trudno znaleźć.

Wracając do „Diabelskich ust” (serio, ten tytuł pasowałby na… no, nie powiem) jest to produkcja sztampowa i sztampowo podchodząca zarówno do kreowania bohaterów jak i serwowania im atrakcji. Mamy więc naszą samotną Sarę (może to te ukłon w stronę „Zejścia”?), która koleżankuje się z Max. Max urwała się z reality show o koszmarnie bogatych Azjatach (gdzieś mi coś takiego mignęło), ma hajs starych i za ten hajs baluje. Przyjaciele są statystami w jej wielkim show, toteż zalana Jagermeisterem zapomina o swojej koleżance, gdy ta zażywa kąpieli poza wynajętym jachtem. Biedną Sarę atakują meduzy, a postawa Max wobec sytuacji jaskrawo pokazuje, że warto mieć jej los w dupie na dalszym etapie przygody.

Max organizuje wszystkie atrakcje dla grupy, więc po spotkaniu z meduzami czas na nowego animatora czasu wolnego, na rekina. Nie, no, żartuję, myślę, że rekina nie planowała, ale to ona, znowuż, przyczynia się do sytuacji, w której znaczna część jej przyjaciół straci życie. Nie lubimy jej, okej? Jest jeszcze niemal przezroczysta Adrianne, której jedyną cechą charakterystyczną jest krwawa rana na nodze. Jej chłopak Greg panicznie boi się krwi, więc będzie całkiem zabawnie.
Nasza gromada, uzupełniona o osobę przewodnika spotyka rekina w podwodnej jaskini i tam też zagrają z nim w ganianego. Rekin ma dużo niekoleżeńskich zachowań, to też łapie w locie nasz małe płotki i uderza nimi o ściany. Jest klawo i krwawo. Miałam z tego dużo uciechy, choć gdyby zacząć wyliczać błędy, nielogiczności i absurdy, to palców obydwu rąk by zabrakło. Ale nikt nie obiecywał rozrywki wysokiej, więc można obejrzeć, leżąc odłogiem w cieniu po upalnym dniu, tak dla ochłody, bo jaskinia klimatyzowana.
Moja ocena:
Straszność: 1
Fabuła:6
Klimat:7
Napięcie:6
Zabawa:8
Zaskoczenie:4
Walory techniczne:7
Aktorstwo:7
Oryginalność:4
To coś:6
50/100
W skali brutalności: 1/10















