Archiwa tagu: skandynawski horror

Making a Murder po szwedzku

Seryjny morderca/ Quick – The perfect patient (2019)

Dziennikarz śledczy Hannes Råstam interesuje się sprawą jednego z najsłynniejszych skandynawski seryjnych morderców Thomasa Quicka. Wraz ze współpracownicą dokonuje kolejnych odkryć które jednocześnie stawiają sprawę skazańca w nowym świetle jak i rzucają cień na działalność szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania.

Thoms Quick, a raczej Sture Ragnar Bergwall, bo tak naprawdę nazywał się mężczyzna został skazany za osiem morderstw. Odbywając leczenie w szpitalu psychiatryczny, począwszy od 1992 przyznał się do 30 zabójstw. Pierwszą z jego ofiar miał być nastolatek imieniem Thomas skąd Quick zaczerpnął pomysł na nowe imię. W roku 2008 zaczął wycofywać swoje zeznania pod wpływem rozmów z dziennikarzem Hannesem Råstam.

Bardzo trudno będzie mi napisać cokolwiek o tym filmie nie używając spoilerów. Mogłabym co prawda liczyć, że są wśród Was zapaleńcy śledzący wszelkie kryminalne podcasty i już od dawna jest wam znana sprawa Quicka. Z drugiej strony, nie chcę Wam psuć radości z seansu, gdyby jednak okazało się inaczej.

“Seryjny morderca” to fabularyzowana wersja prawdziwej historii. Z pewnością wiele jej elementów zostało zmienionych na potrzeby scenariusza i po filmowemu uatrakcyjnionym, nie mniej jednak mamy tu do czynienia z produkcją basted on true events.

Sama sprawy Quicka nie znałam i będę musiała to nadrobić. Sam film tylko zaostrzył mój apetyt. Historia jest NIESAMOWITA. Sama nie mogę wyjść z podziwu jak mogło dojść do czegoś takiego. Jeśli zainteresował Was serial dokumentalny, który notabene gorąco tu polecałam, “Making a murder” to przypadek Quicka z pewnością przykuje Waszą uwagę. Jaki by nie była produkcja Mikael’a Hasfstroma warto ją obejrzeć dla samych wydarzeń jakie opowiada. Jest to typowy przykład na poparcie słów Twain’a o prawdzie dziwniejszej od fikcji.

Co do oceny samego filmu jest to porównałabym go do “Zodiaka”. Porównałabym na zasadzie wspólnych elementów, ale już nie koniecznie na podstawie jakości. Nie ma tu Jake Gylenghalla, więc o czym my mówimy;) 

Filmowa narracja nie wszystkim przypadnie do gustu, bo nie mamy tu do czynienia z prostą liniową opowieścią, która będzie jasna i klarowna niezależnie od naszego  zaangażowania w jej śledzenie. Fabuła rozkręca się powoli i przypomina to stopniowe rozplątywanie się kłębka wełny. Mniej więcej po połowy filmu należy wykazywać cierpliwość w oczekiwaniu na punkt kulminacyjny. Przyjdzie czas na zbieranie szczęki z podłogi i pytania “Ale jak to?”.

Aktorsko film solidny i tu wyróżnić mogę nie tylko odtwórcę roli tytułowego mordercy, ale i pana dziennikarza. Zadbano o rozwiniecie wątków osobistych więc nie mamy tu do czynienia z czystej próby filmem udającym dokument. Jest to raczej, tak jak wspomniałam, fabularyzowana wersja prawdziwej historii. Technicznie nie spodziewajcie się wielu atrakcji, bo nie ma tu na to przestrzeni. Gatunkowo wpasowano go w thriller, ale z napięciem różnie tu bywa, nie mniej jednak wart obejrzenia.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W skali brutalności: 1/10

Chłopiec, który zniknął

 Ég Man Þig/ Pamiętam cię (2017)

pamietam cie

W małym nadmorskim miasteczku na Islandii starsza kobieta popełnia samobójstwo, wieszając się w koście i bezczeszcząc jego wnętrze. Sprawą interesuje się między innymi miejscowy psychiatra Freyer. Śmierć kobiety wydaje się wiązać z pewnym zaginięciem sprzed lat.

Szwedzi mają Camille Lackberg, Norwedzy Jo Nosebo, a Islandczycy Yrse Sigurðardóttir  Oczywiście kryminały skandynawskie to znacznie więcej znanych nazwisk, ale te nasuwaj mi się jako pierwsze kiedy myślę zarówno o literaturze jak i jej ekranizacjach.

Filmowy thriller “Pamiętam Cię” powstał w oparciu o powieść ostatniej z wymienionych, islandzkiej pisarki Yrsy Sigurðardóttir. Miałam do czynienia z jej twórczości, nawet mam jedną z jej książek, w dość słabym tłumaczeniu, nie mniej jednak pomysły autorki uważam za bardzo udane. Nie mam wątpliwości, że stanowią dobry materiał na filmowy scenariusz. “Pamiętam Cię” zdaje się to doskonale potwierdzać.

pamietam cie

Wątkiem głównym jest śledztwo w sprawie samobójstwa sędziwej mieszkanki małego miasteczka. Śmierć kobiety to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Okazuje się, że od dłuższego czasu byli uczniowie jednej klasy giną w wypadkach, z czego niektóre z nich budzą poważne podejrzenia. Sprawą interesuję się psychiatra, który przed paroma laty stracił jedynego syna, który zginął bez śladu. Tymczasem jeden z domów przy plaży wynajmuje trójka młodych ludzi, którzy doświadczają czegoś co może mieć związek z serią śmierci.

pamietam cie

Bardzo ucieszył mnie fakt, że udało mi się trafić na obraz właśnie islandzkiej produkcji. Nie często takowe do nas trafiają, więc obstawiałam, że będzie to ciekawa odmiana. I tak też było. Film ma zimny, surowy, klimat. Islandzki chłód przenika do kości, a każdy kadr zdaje się to podkreślać. Plenery są bajeczne, więc jest na co popatrzeć. Historia jest złożona, teraźniejszość miesza się z przeszłością, dawno pogrzebane sprawy wracają. Film nie jest typowym kryminałem z brawurowo rozegranym śledztwem. Do głosu dochodzą elementy, które można interpretować jako nadprzyrodzone, czy też takie posiadające duży ciężar psychologiczny.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

Kryminał jak się patrzy

Forbrydelsen/ Dochodzenie – Sezon 1 (2007)

forbrydelsen

Detektyw pracująca w duńskiej policji, Sara Lund, tuż przed przeprowadzką do Szwecji zostaje zaangażowana w sprawę morderstwa nastolatki, Nanny Birk Larsen. Dochodzenie pochłania ja coraz bardziej, odsuwając wizję wyjazdu za granicę. Podejrzanych i tropów jest mnóstwo, jednak żaden zdaje się nie być tym właściwym.

“Forbrydelsen” to duński serial kryminalny, którego popularność nie słabnie mimo iż jego emisja w Polsce przypadała na lata 2011-2014. Wyświetlany był tez w innych, aż 120 krajach. Zdobył liczne nagrody i jak każdy nie amerykański hit, doczekał się amerykańskiego remake.

Szczerze mówiąc nieco dziwi mnie fakt, że powstały jedynie trzy sezony tego serialu. Osobiście jestem świeżo po seansie z sezonem pierwszym.

forbrydelsen

Rzuciłam jednym okiem na początek sezonu drugiego, ale jeszcze nie jestem w stanie go ocenić. Być może w dwóch następnych seriach nie udało się powtórzyć sukcesu historii śledztwa w sprawie morderstwa Nanny? Jeśli oglądaliście pozostałe sezony podzielcie się wrażeniami, bo nie wiem czy warto z nimi zaczynać.

Pierwszy sezon liczy sobie 20 odcinków z czego każdy opowiada o jednym dniu śledztwa. Wątków jest tyle, że ilekroć rozpoczyna się nowy odcinek, dobroduszny lektor przypomina nam poprzednie wydarzenia dość rozlegle. Wspominam o tym, bo o ile w przypadku innych seriali ta maniera mnie przeważnie wkurza i uważam ja za zbędna to w przypadku “Forbrydelsen” okazało się to potrzebne i pomocne.

Siła tej produkcji opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest klimat. Zimny, surowy, nieco mroczny, typowo skandynawski.

forbrydelsen

Drugim jest fabuła. fabuła w gruncie rzeczy nie bardzo odkrywcza, bo standardowo kryminalna. Mamy typowa ofiarę- młodą, piękna Nanne, kochaną przez zrozpaczonych rodziców, ale daleką od ideału – kolejny odpowiednik Laury Palmer.

forbrydelsen

Mamy pana X, który uprowadza dziewczynę, pastwi się nad nią przez wiele godzin a następnie morduje. Pan X pozostaje nieuchwytny aż do ostatniego odcinka. Jego tożsamość poznamy z resztą niewiele wcześniej, choć ,uwaga, cały czas przewija się na ekranie niezauważony.

Mamy też bohaterkę pozytywną w postaci Sary Lund, twardej babki, która nie ogarnia swojego życia osobistego, ale w kwestiach śledczych nie ma sobie równych. Sytuacje uatrakcyjnia cała masa podejrzanych, i choć nie jestem zwolenniczką motywów politycznych to uważam, że ich wykorzystanie w serialu było dobrym posunięciem.

A największą zaleta., jak w każdym filmie, serialu czy książce z motywem kryminalny jest to, że nie brakuje tu tajemnic i nie chodzi tu o watek główny w postaci tożsamości sprawcy morderstwa – każdy ma tu sekrety. Całość dograna, mimo licznych elementów, składa się w całość.

Pierwszy sezon okazał się więc jak najbardziej wart uwagi, zobaczymy co będzie dalej.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

Wody niespokojne

Lake Bodom/ Bodom (2016)

lake bodom

Przed pół wieku nad jeziorem Bodom w Finlandii czteroosobowa grupa obozowiczów zostaje zamordowana przez nieznanego zabójce. Jednej z osób udaje się przeżyć, ale nie pomaga to w ujęciu sprawcy czynu.

Po latach nad to samo jezioro, w to samo miejsce wybiera się inna grupa nastolatków. Intencjom chłopców jest zgłębienie zagadki z przed lat, a dziewczyny też mają własną wizję tego wyjazdu.

Fiński slasher movie, Drodzy Państwo. Europejczycy wcale nie najgorzej czują się w tym bardzo amerykańskim gatunku i parokroć pokazali, że na starym kontynencie też wiedzą jak się robi dobrą rzeź.

Północne krajobrazy to świetna przestrzeń do zbudowania nastroju grozy i twórcy ten fakt wykorzystali. Większość akcji rozgrywa się pod osłoną nocy, ale oświetleniowcy dali radę i nie musiałam rozjaśniać ekranu, żeby cokolwiek zobaczyć. Może to dziwnie brzmi, ale zwracam na takie rzeczy uwagę. Ogólnie od strony technicznej jest to film dobrze zrobiony zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę budżet jakim dysponowali twórcy. Całkiem przyjemnie się na to patrzy. Muzyka też dobra. Jednak ideałem to ten film nie jest.

lake bodom

lake bodom

Fabuła jak na slasher przystało nie jest zbyt inteligentna choć scenariusz miał ambicje by trochę namieszać. Jest pare fabularnych twistów, które wzbogacają fabułę, ale nie robią wielkiego efektu wow.

Kuleje aktorstwo mimo, że dołożono starań by wykreować tu bardziej interesujące postaci niż w przeciętnym slasherze bywa. Dialogi kiepściane, albo tak brzmiały w wykonaniu obsady.

Całość daje efekt sympatycznego przeciętniaka, jednak dla samego klimatu myślę, że warto obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

Urodzisz małego wikinga

Shelley (2016)

shelley

Samotna matka Elena znajduje zatrudnienie na ekologicznej farmie duńskiego małżeństwa. By móc wrócić do swojego synka do Rumunii musi zgromadzić sporą sumę pieniędzy. Pracodawczyni wychodzi do niej z propozycją, która pomoże zarówno Elenie jak i im. Louise nie może urodzić upragnionego dziecka. Jedyną opcją by ona i jej mąż Kasper zostali rodzicami jest usługa surogatki. Elena zgadza się zostać ‘inkubatorem’ dla ich dziecka. Niestety ta decyzja ma poważne konsekwencje. Ciąża okazuje się dla kobiety wyjątkowo wyniszczająca, na tyle, że ta nabiera przekonania, że dziecko chce są zabić.

Filmy grozy o kobietach w ciąży trochę wieją nudą. Prędzej czy później, jakkolwiek kombinowano by nad fabularnym tłem, pojawia się kalka nieśmiertelnego “Dziecka Rosemary“. Tak też jest w przypadku “Shelley”.

Początek filmu całkowicie odgradza się od estetyki jaką serwował Roman Polański. Jednak w końcu i tak pojawia się nienarodzone dziecko i jacyś oni, którzy mocno interesują się dzieckiem mając głęboko w poważaniu stan zdrowia matki.

Co prawda myk jaki zastosowano w tym przypadku nie wskazuje jednoznacznie na złe intencje małżonków, którym Elena ma urodzić dziecko. Bardziej podejrzana wydaje się Elena. Tudzież dziecko w jej łonie. Tu mamy klasyczną zagrywkę paranoid thrillera: czy dziecko faktycznie jest trefne, czy może Elena za bardzo się nakręciła?

shelley

Tu mogę Wam zdradzić, że jak na skandynawski thriller przystało sprawa nie zostanie jednoznacznie rozstrzygnięta.

Fabula “Shelley” to więc nic specjalnego. Ciekawie prezentuje się natomiast forma. Bardzo nastrojowe kadry w pierwszej części filmu i sporo dosłownej brutalności w drugiej. To zdecydowanie może się podobać, ale wcale nie musi. Dlaczego? Ano dlatego, że to wyjątkowo stonowany film. Dzieje się tu niewiele tak naprawdę, a wydarzenia przebiegają żółwim tempem. Nie mamy tu skoków napięcia, wszytko idzie jednym rytmem.

Widzowie przyzwyczajeni do bardziej dynamicznych akcji mogą złapać drzemkę. Nie pojawiają się tu nagłe zwroty akcji, ani żadne inne wydarzenia których nie bylibyśmy w stanie przewidzieć. Nie mniej jednak film ogląda się przyjemnie, główne ze względu na jego walory estetyczne w postaci plenerów, scenografii, czy charakteryzacji bohaterów.

shelley

Technicznie to bardzo dobry obraz. Doskonale wykorzystuje motyw przewodni scenariusza: naturę. Wszytko jest tu bardzo naturalistyczne. Problem w tym, że mimo wszytko jest nieco nudnawy. Bardzo komercyjny wątek w bardzo nie komercyjnej ramie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:9

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:4

To coś:5

58/100

W skali brutalności:1/10