Archiwa tagu: popieprzone złe dzieci

Tylko matka

Krew Pelikana/ Pelicanblood (2019)

Wiebke, właścicielka stadniny i 'zaklinaczka koni’ wychowuje adopcyjną córkę Nicolinę i stara się o adopcję drugiej dziewczynki.  W końcu do jej domu trafia pięcioletnia Raya. Dziewczynka pochodząca z innego kraju, w dodatku mająca za sobą traumatyczną przeszłość i przeżycie ogromnej straty. Ciepło z jakim zostaje przyjęta okazuje się być niewystarczającym remedium na bagaż problemów, który przynosi ze sobą dziewczynka. Wkrótce jej zachowanie staje się niebezpieczne dla otoczenia. Specjalistyczna pomoc, a może czarna magia? Wiebke zrobi wszystko by pomóc dziecku.

Tego filmu mogłoby tu nie być. Nawet sama reżyserka odżegnuje się od gatunku grozy deklarując, że świat filmowego horroru nie jest jej światem. „Krew pelikana” to w istocie ciężki dramat psychologiczny z istotnym wątkiem społecznym posiadający jednak elementy kina grozy, które spokojnie można wychwycić. Postanowiłam jednak napisać o nim przede wszystkim dlatego, że jest to bardzo dobry film. Być może stąpający twardo po ziemi widzowi, osoby nie tolerujące magicznego postrzegania rzeczywistości odwrócą się do niego plecami? Liczę więc, że fani grozy podejdą do sprawy inaczej i znajdą w nim wiele dobrego.

Niemiecka reżyserka w swoich twórczych poszukiwaniach zainteresowała się tematem psychopatii i jej etiologii. Poszła w kierunku kwestii psychicznego urazu, który hamuje emocjonalny rozwój. W końcu natrafiła na problem reaktywnych zaburzeń więzi jaki może występować u dzieci, które po traumatycznych przeżyciach trafiły do adopcji. I tu wchodzi nasza Reya, cała na różowo 😉

Jak sami widzicie temat niezwykle ciężki, obudowany tabu i mimo, że mieliśmy do czynienia z całym spektrum scenariuszy czyniących z dzieci psychopatycznych antybohaterów to w żadnym z nich nie mamy do czynienia z tak dobrze przeprowadzoną symbiozą wątku nadnaturalnego z psychologicznym. Zwykle kończy się przeginką  w jedną lub drugą stronę i ostatecznym opowiedzeniem się po jednej ze stron. W „Krwi pelikana” mamy w gruncie rzeczy historię skupioną wokół perspektyw głównej bohaterki, samotnej matki nieszczęsnej dziewczynki, która niczym tytułowy pelikan postanawia wykarmić młode własną krwią – w znaczeniu dosłownym i metaforycznym świadcząc o największym poświęceniu.

Na rzecz horroru mają działać elementy ujmujące problem duszy dziewczynki od strony metafizycznej i tu moim zdaniem jest równie dobrze. Nie wydaje mi się jednak by reżyserce chodziło o sportretowanie zjawiska opętania jako takiego, tak jak mamy chociażby w egzorcyście ale raczej, po raz kolejny wskazać skalę desperacji matki. Obraz nie postępuje z widzem ostrożnie, mamy tu dużo scen mogących urazić wrażliwość i to też przekonało mnie, że fani horroru będą tu trafniejszą grupą odbiorców. Ale mogę się mylić. W każdym bądź razie uważam „Krew pelikana” jako jeden z lepszych filmów jaki miałam ostatnio okazję widzieć, a kwestia gatunku, cóż, rzecz umowna.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa: 8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo: 8

Oryginalność: 7

To coś: 8

70/100

w skali brutalności: 2/10

Najlepszy przyjaciel małego chłopca

„Z” (2019)

Ośmioletni Joshua na oczach rodziców przechodzi niepokojącą transformację z dziecka uroczego w zamkniętego w sobie i z dużym prawdopodobieństwem niebezpiecznego. Beth, matka chłopca wiąże zachowanie syna z pojawieniem się 'Z’ wymyślonego przyjaciela, którego 'towarzystwo’ dało początek zmianom w zachowaniu dziecka. Skala niepokoju rośnie, aż w końcu strapiona matka nabiera przekonania, że 'Z’ jest czymś więcej niż wytworem dziecięcej wyobraźni.

Już po samym opisie możecie wnosić, że nie znajdziecie w „Z” żadnych filmowych innowacji. Twórca „Stil/Born” po raz kolejny pochyla się nad trudami rodzicielstwa wplatając w tę tematykę wątki nadprzyrodzone. No, oczywiście, dzieci nie mogą być złe. Jak dziecko jest złe, to znaczy, że szatan się nim interesuje 😉 Prosta zasada grozy z dziecięcymi bohaterami jak najbardziej znajduje tu zastosowanie i nie będę Was czarować, że potężny twist fabularny wjedzie tu na pełnej kurwie i zmiecie Was z powierzchni ziemi. Nic takiego się nie stanie, co nie znaczy, że scenariusz nie podejmuje pewnych prób zdezorientowania widza.

Psychologia postaci, może i biedna, ale ochoczo zabiera głos i opowiada się po stronie teorii obłędu, nie tylko dziecka, ale i matki. Matce może zdrowo odbić gdy kontrola rodzicielska okazuje się niewystarczająca i zaczynają się ofiary w ludziach. Najlepsza filmowa scena – schody- ma spore szansę na wyrwanie Was z butów. Mnie wyrwała. Niepozorna w porównaniu do większości występujących tu skocznych scenek, a jakże w swojej prostocie konkretna.

Jeśli już jesteśmy przy jump scare to z pewnością nasunie Wam się podobieństwo do „Babadooka„, mnie lampka zaświeciła się z chwila gdy na ścianie dziecięcego pokoju pojawi się malunek przestawiający 'Z’. Od tej chwili nie mogłam już uciec od porównań obydwu filmów, co rzecz jasna nie wyszło na plus dla „Z”. Są lepsze filmy o popieprzonych złych dzieciach, to fakt, ale ta produkcja też może się spodobać. Ma swoje momenty, więc możecie liczyć na skoki napięcia, akcja ma wyważone temp, historia się rozwija i technicznie film też daje radę, bo efekty, choć częste, nie są przegięte. Taki przyjemny horror, nie dla koneserów, ale patrzę na niego łaskawym okiem.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 4

To coś:7

52/100

W skali brutalności: 1/10

Wróżka i Czarownica

Veneno para las hadas/ Trucizna dla wróżek (1984)

venono para las hadas

Dziesięcioletnia Flavia idzie do nowej szkoły. Tu poznaje swoją rówieśniczkę Veronice, z którą się zaprzyjaźnia. Niestety Veronica ma paskudną przypadłość, bezustannie kłamie i koloryzuje rzeczywistość.

Po poznaniu Flavii, zazdrosna o jej rodzinę i dobrobyt, Veronica robi wszytko by wymusić na koleżance posłuszeństwo. Wmawia jej, że jest czarownicą, wiedźmą posiadającą magiczne moce. Drobnymi sztuczkami i  fartownymi zbiegami okoliczności wpędza Flavie w przekonanie, że jej przyjaciółka czarownicą faktycznie jest.

Niegroźne kłamstewko staje się coraz groźniejsze, gdy Veronica zaczyna wpadać na coraz to bardziej przerażające pomysły w swojej wyimaginowanej karierze czarownicy.

Nie często udaje mi się złowić horror rodem z Ameryki Łacińskiej. Tym razem szczęśliwie trafił mi się Meksyk i dzieło Carlosa Enrique Taboada. Przyznam, że nie słyszałam o gościu, ale po seansie z „Trucizną dla wróżek” mogę powiedzieć, że jestem żywo zainteresowana jego filmowymi dokonaniami.

„Trucizna dla wróżek” mimo iż jest horrorem raczej lekkim w formie, to treść awansuje go o kilka stopni wyżej.

Jest to film rozgrywający się w świecie dziecięcej fantazji, a wiadomo o czym dzieci mogą fantazjować nocami, jakie strachy skrywać pod łóżkiem.

Dorośli istnieją tu jakby po za kadrem i dosłownie i w przenośni. Nie zobaczymy twarzy niani Veroniki, nie zobaczymy rodziców Flavii,nauczycielek w szkole, etc. Dzieci mają tu swój odrębny świat bez dostępu dla dorosłych. To bardzo ciekawy zabieg operatorski.

W tym właśnie świecie króluje fantazja. Veronica szuka niezwykłości w sobie, nie chce być zwyczajną sierotą, chce być 'najbardziej szaloną z czarownic’. Myślę, że momentami sama wierzyła w swoje historyjki co tylko dodawało jej wiarygodności w oczach łatwowiernej Flavii. Sprytne sztuczki i wytrwałość w kłamstwie dawało jej przewagę nad koleżanką.

venono para las hadas

Veronica jak na czarownicę przystało jest bezwzględna w swoich dążeniach. Przekonuje swoją koleżankę do udziału w czarnej mszy, a później wmawia jej, że jej udział w magicznym obrzędzie przyczynił się do śmierci jej nauczycielki gry na fortepianie. Wyciąga koleżankę na wagary, opowiada o potwornościach jakie wcześniej zasłyszała od niani. Szantażem wymusza swój udział w rodzinnym wyjeździe na farmę z rodzicami Flavii, gdzie jej fiksacja w temacie bycia czarownicą osiąga poziom sufitowy. Flavia jest coraz bardziej przerażona, i jednocześnie zafascynowana światem jaki przedstawia jej Veronica.

venono para las hadas

Widząc jak młode coraz bardziej się nakręcają zastanawiałam się jak daleko się posuną? Nie zabraknie tu napięcia. A finał z pewnością Was mile zaskoczy.

Wiecie, że uwielbiam horrory rozgrywające się w dziecięcym świecie. Naiwność szczeniaków zawsze mi się jakoś udziela i nawet banały są w stanie wzbudzić niepokój. Strach widziany oczami dziecka jest po prostu bardziej wiarygodny.

Rojenia tych dwóch dziewczynek z „Trucizny dla wróżek” są zdecydowanie bardziej przekonujące niż nie jedna krwawa historia rozgrywająca się w świecie dorosłych.

Dziewczątka wcielające się w główne role wypadają bardzo naturalnie. Flavia jest naturalnie pogodna i naiwna zaś Veronica jest naturalnie mroczna i bezwzględna. Obydwie anielsko śliczne, pląsające w pastelowych ubrankach w promieniach słońca.

Obydwie są diametralnie różne, jedna zasłuchana w opowieści swojej niani o gusłach i strachach, druga wychowana w inteligenckiej rodzinie z dala od zabobonu. Dziecięca natura sprawia jednak, że zabobon jest silniejszy niż rozum, co otwiera mu furtkę do dalszych działań, jak najbardziej realnych.

venono para las hadas

Obserwowanie jak w oczach dziecka rośnie zdziwienie i strach jest wybitnym przepisem na horror. Z drugiej strony śledzenie tego jak drugie z dzieci coraz bardziej folguje swoim fantazjom, staje się zwyczajnie niebezpieczne dla otoczenia, daje całkiem realny wymiar poczuciu zagrożenia.

Dla mnie doskonałe kino, jednak nie jestem przekonana, że spodoba się wszystkim.

Ten nico zapomniany film równie dobrze można rozpatrywać w kategoriach kina familijnego ze względu na dość lekką formę opowieści. Znajdzie się tu także spora przestrzeń dla psychologicznego dramatu.

Pamiętajcie jednak, że świat widziany oczami dziecka wygląda inaczej. Ja oglądając „Truciznę dla wróżek” przypomniałam sobie wszystkie makabryczne historie, które opowiadałam młodszym dzieciom na podwórku i nawet poczułam wyrzuty sumienia. Dzieci są straszne:)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

77/100

W skali brutalności:0/10

Powiesić matkę, zabić bachora

We need to talk about Kevin/ Musimy porozmawiać o Kevinie (2011)

kevin

Eva, kobieta sukcesu, podróżniczka i pisarka rodzi swoje pierwsze dziecko ze związku z mężem, Frankiem. Jej życie zmienia się, a ona nie jest na to gotowa. Syn, któremu nadaje urocze imię Kevin, jest dzieckiem niezwykle trudnym. Jako niemowlę nieustannie płacze, jako mały chłopiec ucieka się do złośliwości i upokorzeń własnej matki, jako nastolatek… No, właśnie, o tym co zrobił Kevin dowiemy się dopiero w finale. Jednak już od pierwszych scen wiemy, że miało to kolosalne konsekwencje dla jego matki.

Postanowiłam napisać Wam o tym obrazie mimo iż nie mieści się gatunkowo w sekcji filmów grozy. To wcale nie znaczy, że seans z nim nie wpędzi Was w bardzo określony stan ducha. To film, z serii: zniszczę Cię psychicznie.

Jego narracja jest dość pogmatwana. Zaczynamy od końca. Widzimy kobietę w średnim wieku, naszą bohaterkę, Evę, która żyje w małym zapyziałym domku na przedmieściach i próbuje ukryć się przed światem. Świat jednak pamięta jej winy. Atakowana w domu i na ulicy przez społeczność miasta próbuje żyć. I w zasadzie tyle.

kevin

Następnie poznajemy jej życie przed kilkunastoma laty, jak oddaje się uciechom życia, podróżuje, kocha swojego męża.

Później widzimy, brzuch, Eva jest w ciąży i wcale nie wygląda na szczęśliwą. Kiedy rodzi się jej synek, jest jeszcze gorzej. Dzieciak wciąż płacze i w ogóle nie nawiązuje więzi z matką.Czy kobieta robi coś nie tak? Czy jej syn czuje, że ona go nie chce?

To pytanie będzie nam towarzyszyć przez cały film. Co było pierwsze? Zła matka czy złe dziecko? Czy Kevin urodził się potworem, czy wychowanie zrobiło z niego potwora?

Im Kevin jest starszy tym większe trudności sprawia. Jego zachowanie przyprawia o dreszcze. Nie wiem, czy dziecko jest w stanie zrobić coś więcej by matka mogła go znienawidzić. Czterolatek perfidnie srający w pieluchy, wykorzystujący każdą oznakę słabości z jej strony. Tratujący matkę jak największego wroga. Atakuje ją w każdy możliwy sposób jednocześnie pozostawiając sobie sprzymierzeńców w postaci ojca i siostrzyczki. Wydaje się, ze nikt po za Evą nie widzi w Kevinie zła.

Kevin dorasta, a widz obserwujący jego rozwój zastanawia się jak to się dzieje? Czemu Kevin taki jest? W finałowej scenie rozmowy matki z dorosłym już synem pada to pytanie: Dlaczego? Kevin odpowiada: Kiedyś myślałem, że wiem, ale teraz nie jestem pewien.

kevin

Widz też nie będzie pewien. Nie sądzę by ktoś z Was był w stanie jednoznacznie ocenić kto był winien tragedii, do której doszło. Może jakaś wojująca matka polka powie, że Eva była chujową mamą dlatego jej syn jej nienawidził, ale czy nie będzie to opinia nazbyt stronnicza?

Może ktoś uprzedzony do dzieciaków, powie, że bachor był perfidny, jak sam antychryst i matka powinna go udusić pępowiną po porodzie, ale czy faktycznie wina leżała po stronie dziecka?

No cóż, tego nie wiemy i się nie dowiemy. Na tym polega siła przekazu. Film rodzi masę pytań, ale nie daje żadnej odpowiedzi.

Ostatecznie nikt nie porozmawiał o Kevinie. Eva nie była wstanie przyznać się że coś jest nie tak, że coś trzeba zrobić. Czekała aż będzie lepiej. Ostatecznie matka musi kochać i wybaczać.

Nie jest to film łatwy w odbiorze nie tylko ze względu na treść jaką niesie. Narracja, jak wspomniałam jest nieco poszarpana. Nie pada tu zbyt wiele słów, opowiadają obrazy.

Z uwagi na to, że przestrzeń w jakiej rozgrywa się akacja filmu wydaje się bardzo sterylna i minimalna wszelkie odstępstwa od harmonii od razu rzucają siew  oczy. Największym odstępstwem jest oczywiście Kevin, Kevin i ślady jego działalności. Kevin jest tu wichrzycielem. Ujecie, w którym widzimy jak burzy spokojną taflę wody jednym palcem jest bardzo symboliczne. Jeden człowiek bez większego wysiłku potrafi zniszczyć czyjś spokój.

Do udziału w filmie zaangażowano obsadę, która bardzo wpada w oko. Przede wszystkim Tilda Swinton. Chyba nie ma drugiej aktorki, która tak potrafiłaby przyciągnąć uwagę. W postać Kevin wcielają się trzej aktorzy, każdy na innym etapie jego życia. Najmocniejszy jest oczywiście najstarszy. Ezra Miller jako Kevin wypada miażdżąco. Widziałam go w paru filmach, ale takiej roli jak Kevin już nie miał.

kevin

Na koniec wypada dodać, że produkcja powstała w oparciu o książkę pod tym samym tytułem autorstwa Lionel Shriver.

Nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić Wam seans z „Musimy porozmawiać o Kevinie”

Nasz przyjaciel Bughuul

Sinister 2 (2015)

sinister 2

Zastępca szeryfa 'Taki to a taki’, którego pamiętacie zapewne z pierwszej odsłony „Sinistera” w 2012 roku, postanawia kontynuować śledztwo jakie rozpoczął tragicznie zmarły pisarz Elison Oswalt. Śledztwo dotyczy serii morderstw mających swój początek w latach ’60, których ofiarami padały całe rodziny.

Jak już dowiedzieliśmy się z 'jedynki’ dzięki makabrycznym filmikom zarejestrowanych na taśmach super 8, które to znalazł ojciec rodziny Oswaldów, wiemy, że tajemnicza postać nazywana Bughuulem w jakiś sposób zmuszała dzieci do morderczych czynów, po czym uprowadzała je gdzieś w inny wymiar. 

Zastępca 'Taki to a taki’ idąc tropem schematu odkrytego przez Ellisona szuka kolejnych domów 'z listy Bughuula’  by spalić je i nie dopuścić do kolejnej tragedii. Tak trafia na opuszczona farmę przy kościele, gdzie również doszło już do morderstwa. Niestety okazuje się, że dom ma dzikich lokatorów idealnie nadających się na nowe ofiary, jest to samotna matka ukrywająca się przed sadystycznym mężusiem i jej dwóch synków.

Celem mężczyzny jest uchronienie rodziny przed wpływem złych mocy.

sinister 2

Nowy „Sinister” nie był wyczekiwanym filmem, nie w moim przypadku. Odkąd dowiedziałam się, że Scott Derrikson będzie jedynie współtwórcą scenariusza zaś całą resztę powierza ambitnemu żółtodziobowi, wiedziałam że nie ma co oczekiwać powtórki sukcesu pierwszej części. Doświadczenia z sequelami gaszą entuzjazm.

O dziwo jest jednak lepiej niż się spodziewałam. Wszelkie moje obawy dotyczące tego filmu sprawdziły się, jednak mile zaskoczył mnie wysoki poziom realizacji.

O ile „Sinister” nie bazował na scenach gdzie gwałtownie coś pojawia się w kadrze, choć owszem zdarzało się, o tyle tu mamy ich masę i muszę powiedzieć, że w moim przypadku sprawdziły się, bo podrygiwałam sobie na fotelu w tych miejscach.

sinister 2

Drugim plusem jest wprowadzeniem nowych taśm z nagraniami morderstw. O ile w poprzednim filmie mogły one wzbudzić niepokój to tu są już mocno pojechane. Mordercze dzieciaki wykorzystują ciekawsze formy zadawania śmierci. Mnie osobiście utkwił w pamięci krokodyl i szczury. Nie chcę Wam zdradzać szczegółów, bo zmniejszy to Wasze wrażenia gdy sami zasiądziecie do seansu.

Muzyka i ogólne udźwiękowienie też dobrze się sprawdza, choć nie ukrywam, że brakowało mi tej jednej psychodelicznej ścieżki, która pojawiała się każdorazowo w czasie gdy Oswalt odtwarzał filmy. Tu pojawia się dopiero w finale.

Jeśli chodzi o mankamenty to są oczywiste.

Po pierwsze brak aury tajemniczości wokół przedstawionych wydarzeń. Jak pamiętamy z jedynki działanie Bughuula na córkę Oswalta było okryte całkowitym sekretem. Widzieliśmy głównie to czego doświadczał ojciec rodziny, jeśli chodzi o dzieci mieliśmy tylko niejasne przesłanki, które zapewne przyczyniły się do efektu zaskoczenia w finale.

W „Sinisterze 2” możemy prześledzić całe działanie Bughuula, który dzięki swoim małym wyznawcom miesza w głowie małym chłopcom. Oczywiście jest to przestrzeń dla wykorzystania skocznych scen i efektów komputerowych użytych dla przedstawienia sylwetek porwanych dzieci.

sinister 2

Widać, że twórcom zależało na wypełnieniu każdej możliwej luki w interpretacji wydarzeń nie pozostawiając praktycznie żadnej przestrzeni dla wyobraźni i pozbawiając się szansy na zaskoczenie widza.

Finał tej historii też nie przypadł mi do gustu, zabrakło tu sugestywności, choć zwracając uwagę na walory wizualne było na co popatrzeć.

Podsumowując „Sinister 2” wypada średnio, ale tego akurat się spodziewałam więc nie czuje rozczarowania.

Sądzę, że większość z Was sięgnie po te pozycję chociażby z ciekawości, tak jak ja. Ciekawość zaspokoiłam i w zasadzie tyle.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

To coś:6

Oryginalność:3

58/100

W skali brutalności:3/10