Backrooms/ Backrooms – bez wyjścia (2026)

Clark, sfrustrowany architekt z problemem alkoholowym, prowadzi podupadający sklep meblowy. By poradzić sobie z gniewem niszczącym jego małżeństwo uczęszcza na terapię u Mary, gdzie zgłębia tajemnice swojej podświadomości. Pewnego dnia we wnętrzu swojego tymczasowego lokum, a zarazem miejscu prowadzenia interesu odkrywa tajemnicze, dotąd ukryte przestrzenie.
Jak głosi obiegowa informacja „Backrooms” wyrosło… z jednego zdjęcia od niechcenia wrzuconego w czeluście internetu. Zdjęcie niby zwyczajne, przedstawiające jakieś wypłowiałe wnętrze żółtawego pomieszczenia, a jednak na tyle sugestywne i przemawiające do widza, że dało początek nie tylko serii podobnych fotografii pojawiających się w sieci, a nawet całej serii creepypast budujących mitologię wokół owych backrooms. Reżyser pełnometrażowego „Backrooms” miał zaledwie 16 la gdy wrzucił na Youtube pierwszy film w konwencji found fotage stanowiący wideorelację z wizyty w takim pokoju i jego ukrytych przestrzeniach. I tak to się zaczęło.

Pełnometrażowy scenariusz na bazie internetowej mitologii backrooms tworzy opowieść o ludziach zabłąkanych we własnym wnętrzu. Puntem wyjścia dla owej wyprawy jest sesja terapeutyczna, więc mamy do czynienia z bardzo czytelną metaforą, wręcz łopatologicznym drogowskazem: nie patrz dokoła, nie tam wypatruj zagrożenia – spójrz wgłąb siebie, wszystkie najstraszniejsze diabły już tam są.
Co ciekawe dzięki operatorskim zabiegom, wszystko, co widzimy przed wejściem do ukrytego zaplecza sklepu meblowego wydaje się przygaszone i płaskie – sfilmowane obiektywem wąskokątnym. Natomiast gdy tylko wraz bohaterami trafiamy do 'sedna’ opowieści, czyli sklepowego zaplecza – zaplecza podświadomości protagonistów – perspektywa się rozszerza, widzimy niekończącą się głębie sfilmowaną szerokokątnym obiektywem. Wszystko to, w połączeniu z oświetleniem, bo i ono jest tu nie bez znaczenia tworzy zupełnie nowy świat – znajomy i odległy jednocześnie. Tu rozpoczyna się spacer po nowych, a jednak utartych ścieżkach, znajome widoki z zupełnie innej perspektywy, bardziej opresyjne, wręcz zagrażające.

Siła oddziaływania tej wizji jest o tyle wymowna i skuteczna o ile w tej grozowej przecież narracji otworzymy się na sugestie właściwe weird fiction, ale nie takiego spod szyldu Lovecrafta, a bardziej Danielewskiego. Skojarzenia z „Domem z liści” dla każdego kto miał okazję czytać o „Relacji Navidsona” będą przychodzić same, zwłaszcza, że film utrzymany jest w retro klimacie lat ’90. Straszenie pustka okazuje się bardzo skuteczne.
Moja ocena:
Straszność: 2
Fabuła:7
Klimat:9
Napięcie: 6
Zabawa:7
Zaskoczenie:6
Walory techniczne:8
Aktorstwo:7
Oryginalność: 7
To coś:7
66/100
W skali brutalności: 1/10









