Student bodies/ Ciała studenckie (1981)

„Ciała studencie” to czarna komedia, tudzież horror komediowy, prekursor parodii konwencji slasher.
Opowiada o uczniach pewnego liceum wśród których krąży seryjny zabójca. Nasz morderca bez twarzy (zazwyczaj widzimy tylko jego kalosze i słyszymy jego głos) morduje nastolatki, które uprawiają seks. Zaczyna d pewnej pary, babysiterka i jej chłopak zostają zabici w domu, w którym tego wieczora pracowała dziewczyna.

Nasz morderca po za mordowaniem lubi masturbować się i dyszeć do telefonu. Zabija w sposób niekonwencjonalny, np. spinaczem biurowym. Pedagodzy i uczniowie chcą dowiedzieć się kim jest zabójca.
Tropów mamy wiele, bowiem liceum jest pełne pojebańców;)

Ciężko mi się przyznać, że nie miałam pojęcia istnieniu tego filmu. Święcie wierzyłam, że pierwszym pastiszem filmów grozy z pod znaku slashera jest „Krzyk„. A tymczasem już w roku ’81 duet Rose i Richie dopatrzyli się w klasycznej konstrukcji fabularnej topowego wówczas slashera czegoś, z czego można drwić.

Sparodiowali taki filmy jak „Halloween”, „Piątek 13eg”, czy „Bal maturalny”. Użyli postaci uczniów i nauczycieli podciągając znane z horrorów charakterystyki pod komedię. Uczniowie to w większości opętani seksem ignoranci, a nauczyciele to … uh… debile, wariaci, powypadkowi szaleńcy, upośledzeni i bardzo, bardzo podejrzani.
W całym zestawie na prowadzenie wychodzi główna bohaterka, bardzo przypominająca Sidney z „Krzyku”, cnotliwa Toby, ucząca si w klasie maturalnej.

Uczniowie giną kolejno, a scenariusz podsuwa nam kolejne tropy mogące pomóc w zdemaskowaniu zabójcy.
W tym wszystkim doświadczymy trochę krwawszych momentów, ale zdecydowanie dominuje humor, czarny humor. Uważam, że całość jest całkiem dobra, choć nie powala.
Moja ocena: 6/10
W skali brutalności:2/10






















