Train/ Rzeźnia na szynach (2008)

Drużyna amerykańskich zapaśników i zapaśniczek przybywa do Europy na zawody sportowe. W jakimś zapomnianym przez boga kraju trafiają do pociągu, w którym spotka ich mord i wszelaka rzeźnia.
Taki opis chyba w zupełności wystarczy, bo Moi drodzy, „Train” nie jest filmem szczególnie skomplikowanym. Nie znaczy to oczywiście, że amator mocnej jatki nie znajdzie tu satysfakcjonujących motywów.
Główni bohaterzy to średnio rozgarnięci amerykanie, którzy padają ofiarą grupy wschodnich zbirów, specjalizujących się w handlu żywym towarem. Gdyby nie motyw organów i przeszczepów film można by uznać za kalkę serii „Hostel”.

W „Rzeźni na szynach” scenarzyści postarali się jednak własne uzasadnienie brutalności oprawców. Ciekawą sprawą jest, to że mimo iż przyczyny są zupełnie inne to zachowania antybohaterów są niemal identyczne. Osobiście uważam, że wyrwany gołymi (brudnymi) łapami organ miałby raczej marne szanse na przyjęcie u nowego właściciela co jest bezsprzecznie najpoważniejszym błędem logicznym w fabule obrazu. Innych podobnych jemu 'kwiatków’ w fabule nie zabraknie.

Film jest w zasadzie jedną długą sekwencją brutalnych scen przemocy, gwałtu i kolejnych prób ocalania swoich cennych części ciała przez bohaterów.

Wszechobecny bród, smród i rzeźnickie zapędy prezentowane z dużą pieczołowitością doskonale wpisują się w konwencje torture porn, jednak jako całość obraz nie wnosi nic nowego.
Jeśli macie ochotę na mało ambitną, ale od strony wizualnej dobrze zrobioną makabreskę to „Train” jest niezłym wyborem.
Moja ocena:
Straszność: 8
Fabuła:5
Klimat:6
Napięcie:6
Zabawa:6
Walory techniczne:7
Aktorstwo:6
Oryginalność:3
To coś:5
Zaskoczenie:3
55/100
W skali brutalności:6/10






















