Blackout/ Winda (2008)

Troje ludzi zostaje uwięzionych w windzie. Mijają godziny a pomoc nie nadchodzi. Tymczasem z każdy z bohaterów ma coś bardzo pilnego do załatwienia. Gdy ważą się ich losy jednej z osób zaczyna poważnie odbijać.

Mimo iż obraz Meksykańskiego reżysera został przyjęty zdecydowanie mniej entuzjastycznie niż opisywany niedawno „Diabeł„ ja stawiam właśnie na niego.
Bohaterzy zamknięci w windzie trafili tam przez złośliwość losu. Każdy jeden powinien być w tym momencie gdzie indziej. Oczywiście 'niezałatwione sprawy’ będą miały swoje konsekwencje, dla każdego z nich inne. W miarę rozwoju fabuły, dzięki retrospekcjom poznajemy ich bliżej.

Poznajemy zwykłe ludzie sprawy, dramaty, ale także zbrodnie. Dużo jest w tym prostej psychologii nie mniej jednak ta opowieść wydała mi się bardziej interesująca niż „Devil”, czy „Elevator„.

O ile historia jest w miarę dobra, to film nie miażdży, ani klimatem ani sposobem realizacji scenariusza. Aktorstwo jest przeciętne a zdjęcia przyzwoite. Mimo iż w porównaniu ze wspomnianymi przeze mnie obrazami w moich oczach wypadł lepiej to do grona gorąco polecanych nie ma szansy trafić.
Moja ocena:
Straszność:7
Fabuła:7
Klimat:7
Napięcie:7
Zaskoczenie:7
Zabawa:7
Walory techniczne:7
Oryginalność:5
To coś:7
Aktorstwo:6
67/100
W skali brutalności:4/10























