I tak masz szczęście

Lucky (2020)

May jest autorką poczytnych poradników dla kobiet. Prywatnie jest żoną Teda… i ofiarą conocnych ataków zamaskowanego włamywacza. Nikt nie jest wstanie jej pomóc, zaś sama May wkrótce odkrywa, że nawet za dnia nie może czuć się bezpieczna.

To bardzo dziwny film. Kategoryzowany jako horror, ma w sobie zarówno elementy filmu grozy – bardziej thrillera niż horroru, ale jednak – jak i satyry, czarnej komedii, czy kina absurdu. Początkowo nic nie wskazuje, że będziemy mieli do czynienia z produkcją mocno odstającą od mainstreamu – spodziewałam się najzwyczajniejszego w świecie home invasion – a jednak.

Kobiecy duet reżyserki i scenarzystki- będącej jednocześnie odtwórczynią roli głównej – wziął na warsztat temat bardzo bliski problematyce płci, a stąd tylko krok do kina feministycznego. I chyba właśnie z takim mamy tu do czynienia jeśli posilić się o interpretacje wszystkiego co w filmie dziwne i niezrozumiałe.

May, nasza główna bohaterka ma szczęście. Tak jak kwestią szczęścia jest fakt, że ktoś wydaje jej książki, tak też wynikiem niefartu jest to, że zostaje napadnięta we własnym domu. Tyle, po co drążyć temat. May jednak nie zostaje napadnięta raz, jest napadana raz za razem, noc w noc, a w końcu także i w dzień. Musi się bronić przed zamaskowanym włamywaczem, który ewidentnie dybie na jej życie. Mąż,Ted bagatelizuje problem. Jego reakcja na sytuację ataku jest tak przedziwna, że stanowi pierwszy sygnał osobliwości historii przed jaką przyszło nam stanąć. Wszystkie pozostałe osoby, w tym stróże prawa, które May stara się zaangażować w problem albo ją olewają albo wyszydzają. Tak, po prostu jest May, pogódź się z tym. I tu zaczyna się interpretacja.

Bo jak można po prostu pogodzić się w tym, że jest się ofiarą przemocy? Ano, jeśli jesteś kobietą, a ta przemoc rozgrywa się w Twoim domu, to powinnaś do tego przywyknąć. I tak masz szczęście, bo przecież mogłoby być gorzej. Ale jak gorzej? Ano, tak, że mogłabyś już nie żyć. Dostrzegacie analogię do pewnego zjawiska społecznego, o którym dużo się mówi?

To nie jest produkcja atrakcyjna  w odbiorze. Jeśli potraktować ją rutynowo i wymagać tego, czego zwykło się wymagać od kina tego gatunku wypada gorzej niż średnio, ale dla mnie nie jest to film pozbawiony wartości. Nie mniej jednak poruszanie ważnej społecznie kwestii nie czyni z automatu każdej produkcji dobrą jakościowo. Nie będę Wam wiec wmawiać, że ubawicie się przednio, a przesłanie do Was trafi. Trafi, albo nie trafi, nie od tego jestem żeby Was agitować.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne: 5

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:5

49/100

W skali brutalności: 1/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Publikując komentarz akceptujesz Regulamin komentarzy.