Wszelkie prywatne wiadomości do mnie jako autorki bloga podobne proszę kierować na adres:
biblia_horroru@o2.pl
Wszelkie prywatne wiadomości do mnie jako autorki bloga podobne proszę kierować na adres:
biblia_horroru@o2.pl
Dolores Clainborne (1995)

Jedna z ciekawszych pozycji od Stephena Kinga doczekała się jednej z lepszych ekranizacji. Nie jest co prawda tak szlagierowa jak „Zielona mila”, czy „Skazani na Shawshank”.
Kathy Bates ponownie wciela się w główną postać King’owskiej opowieści. Moim zdaniem pokazała jeszcze większą klasę niż w „Misery„.
Postać Dolores Clainborne to nie fanatyczna wielbicielka pisarza, intruz z krainy szaleństwa, Dolores Clainborne to kobieta z krwi i kości- myślę, że to określenie doskonale do niej pasuje.

Boleśnie doświadczona przez życie nauczyła się, że we wszystkim co robi, może liczyć tylko na siebie. Poznajemy ją jako starszą kobietę, która zostaje oskarżona o zamordowanie swojej pracodawczyni, bogatej damy, dla której pracowała za grosze od ponad 20 lat.
Powoli poznajemy historię domniemanej zbrodniarki, jej relacje z szefową oraz z rodziną. Bo wbrew pozorom nie o tą śmierć w historii Dolores chodzi. Dokopiemy się do niejednej rodzinnej tajemnicy, która rzuci światło na zaistniałą obecnie sytuację.

King tworząc postać Dolores wykazał się niebywałą znajomością kobiecej duszy. Do czego zdolna jest nieszczęśliwa kobieta? Do czego zdolna jest matka by bronić swojego dziecka? Wszystkiego tego dowiemy się z ust Dolores Clainborne, która postanowi po latach milczenia wyjawić tajemnicę, która ciążyła jej oraz nie dawała zaznać spokoju jej córce.
Tak jak wspomniałam, Katy Bates jest genialna w roli Dolores, a pewnym jest, że nie jest to postać łatwa do zagrania. Nie gorzej spisali się aktorzy drugo i trzecioplanowi. Szczególną uwagę przykuwa postać Wery Donavan, szefowej Dolores. Relacja obu tych kobiet jest bardzo skomplikowana. Pozornie dzieli je przepaść. Różnią się pod każdym względem, ale pewnego dnia połączyła ich więź silniejsza niż różnice klasowe.
Chłodny klimat opowieści jeszcze bardziej potęguje siłę płynącego z niej smutnego przesłania. Czasami kobiecie zostaje już tylko bycie podłą…
Moja ocena:
Straszność:2
Fabuła: 10
Klimat:9
Aktorstwo:10
Zabawa:7
Dialogi:10
Zaskoczenie:7
To „coś”:8
Zdjęcia:8
Oryginalność:7
78/100
Widżet zawiera linki afiliacyjne.
Drogie Panie i Pawiany dziś moje ulubione święto. Z tej okazji życzę wszystkim mocnych horrorowych wrażeń. Tym, którzy wybierają się na halloweenowe party, życzę wyśmienitej zabawy i dużo wody święconej – bez kaca następnego dnia;) zaś tym, którzy decydują się na wieczór filmowy w temacie halloween, życzę straaaasznie udanego seansu.
W TV pojawiło się kilka ciekawych propozycji. Dziś do wyboru do koloru, głównie na kanałach kodowanych: „Egzorcyzmy Emily Rose”, „Mgła”, „Wywiad z wampirem”, „Dentysta”, „Zombieland”, „Krzyk'” i kilka innych bardzo popularnych pozycji z gatunku. Dla tych, których nie zadowala ta opcja zostaje DVD, or Playtube:) Zawsze możecie wybrać coś z mojej listy, większość recenzowanych przezemnie filmów jest dostępna w necie.
Mogę od siebie zaproponować kilka wypróbowanych pakietów na halloween. Dla każdego coś miłego:
Dla fanów (starego) kina klimacie ghost story:
3.Przestraszmy Jessike na śmierć
Dla fanów azjatyckiego kina grozy:
1. Las śmierci
2. Wizje
3. Suicide club
Dla fanów starych slasherów:
2.Podpalenie
3.Koszmar z ulicy wiązów
Dla fanów horrorów religijnych
1. Demon historia prawdziwa
2. Diabelska plansza
Dla fanów seriall killers
1. Sweeny tood
2. Teksańska masakra piłą mechaniczną
3. Ujrzałem diabła
Dla fanów paradokumentów
1. W pogoni za złem
3.Taśmy z Poughkeepsie
Dla wielbicieli gore i torture porn:
1. Eden Lake
2.Najście
3.Ostatni dom po lewej (remake)


Po seansie z rekinem musiałam się czym prędzej intelektualnie reanimować, więc ażeby mieć pewność, że trafię na coś wartościowego, poczęłam poszukiwania pośród filmów czarno-białych. Tak oto trafiłam na bardzo oryginalny twór:
„Palacz zwłok” jest obrazem, który zawdzięczamy naszym czeskim sąsiadom. Przyznam, że chyba nigdy nie oglądałam czeskiego filmu z gatunku horror, albo przynajmniej nie oglądałam takiego, który zapadłby mi w pamięć. „Palacza zwłok” z pewnością zapamiętam…
Oglądałam go w gorączce, co za pewne jeszcze bardziej przysłużyło się temu ze idealnie wkręciłam się w schizę głównego bohatera:)

Owym bohaterem jest tytułowy palacz zwłok.
„Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”, Karl czuje się wyjątkowy jako wykonawca tych boskich słów. Pracuje w krematorium, gdzie dokonuje cudu obracania w proch człowieczych szczątków w ciągu 75 minut. Nie każdy dopatrzy się w tym boskiej misji i posłannictwa z nieba. Nie każdy. Bo nie każdy jest chorym psychicznie psychopatą, jak Karl. Ale nie wyprzedzajmy wypadków.
Naszego bohatera poznamy najpierw jako oddanego rodzinie i of course pracy bogobojnego i perfekcyjnego w każdym calu mężczyznę, na którego twarzy zawsze widać pogodny uśmiech, płynący, zapewne z poczucia spełnionego obowiązku. O tak, Karl bardzo poważnie traktuje swoje obowiązki.

W tej produkcji jego postać stała się w pewnym sensie pretekstem do poruszenia kwestii wpływu ideologii na jednostkę. Karl zachęcony przez faszystowskich propagandzistów, niemal siłą woli zmienia krew w swoich żyłach na aryjską. Jak typowy paranoik, wierzy w to co wymyśli sobie poprzedniego dnia.
Tak oto wciela doktrynę faszyzmu w swoje życie nie bacząc na ofiary. Tylko się nie bójcie, nie jest to film polityczny, mimo iż kwestia ta odgrywa rolę w prezentowanych wydarzeniach: Problem holocaustu przewija się zarówno na poziomie dosłownym – donoszenie, morderstwa – jak i na poziomie metafory – piece krematoryjne, wielkie projekty i plany Karla.
Jako dobrze przystosowany psychopata Karl znajduje uzasadnienie dla swoich czynów, z pomocą przychodzi ideologia faszyzmu okraszona dobrze rozwiniętą paranoją. Nawet książkę traktującą o Tybecie i reinkarnacji potrafił przełożyć sobie, tak by pasowała do poglądów, które obecnie przyjął.Że już nie wspomnę o „ostatecznym rozwiązaniu” jakie zapodał swojej rodzinie:)

W obrazie spotkamy się z taką nawałnica symboliki, że czasem trudno jest się w tym odnaleźć. Nie mówię, że to źle, po prostu momentami czułam się głupia i nierozgarnięta próbując ogarnąć, co może się kryć za postacią czarnowłosej dziewczyny, którą Karl widuje w różnych okolicznościach, albo co oznacza całująca się para zakochanych siedząca na nagrobku, czy też groteskowa para małżeńska: wiecznie rozhisteryzowana czymś kobieta i mąż wciąż pokrzykujący na nią, że jest wariatką. Postaci te przewijają się przez cały film i rękę dam sobie uciąć, że jest w tym jakiś głębsze znaczenie. Oczywiście mam jakieś swoje podejrzenia, ale nie chce uprawiać wodolejstwa. Skupię się więc na tym co wiem.
Wiem, że film jest arcydziełem pod względem formy. Ujęcia są perfekcyjnie zrobione, ostre, mocne, dokładne. Każde zbliżenie kamery, było jednocześnie zbliżeniem się do szaleństwa.


Autentycznie czułam się zagrożona w momentach, kiedy kamera nazbyt zbliżała się do twarzy Karla i zawężała bezpieczną przestrzeń.
Wszystko to, zrobione w tak przemyślany i dokładny sposób, że nie zmieniałbym ani jednego ujęcia.
Moja ocena:
Straszność: 5
Fabuła:9
Klimat: 9
Aktorstwo:10
Zdjęcia:10
Zaskoczenie:8
Zabawa:8
Dialogi:8
To „coś”:10
Oryginalność:10
87/100
Bait/ W szczękach rekina (2012)

Przekorny tytuł mojego wpisu doskonale obrazuje moje oczekiwania wobec tego filmu. Doskonale wiadomo dlaczego takie filmy się sprzedają. Choćby i nazwać go „w dupie żółwia” i tak część społeczeństwa poleci na niego podniecona, bo chce zobaczyć śmierć w 3D. Nie będę kryć pogardy zarówno do tych, którzy takie filmy robią jak i do tych którzy ten biznes napędzają chodząc na ten badziew do kin.
Znowu z przekory, zacznę od plusów – nie będzie ich dużo:)
W większości filmów z rodzaju animal atack scenarzyści nie zastanawiają się długo nad tym jak wprowadzić do gry potworka. Co tam, niech sobie rekin żyje w jeziorze, albo jeszcze lepiej w bagnie. Będzie tak swojsko, spotęgujemy nastrój zagrożenia umieszczając stwora w środowisku pełnym ludzi. A po co zaprzątać sobie głowę jakimś logicznym związkiem przyczynowo skutkowym. Jest rekin i koniec. Albo lecą w taka fantastykę jak w przypadku Piranii 3D, gdzie okazuje się, że mamy do czynienia nie ze zwykła piranią, lecz pradziadkiem piranią…. Tu twórcy nie dość, że poszli dalej, bo bagno/ jezioro/rzeczkę zastąpili uwaga: centrum handlowym, to jeszcze udało im się wykombinować jak dorzucić tam rekina w sposób niebanalny, ale też nie tak kosmicznie pojechany.

Szkoda, że tej pomysłowości zabrakło im w dalszej części scenariusza… Bo od momentu, gdy jesteśmy – chyba mogę to zdradzić – świadkami, jak wielkie fale tsunami zmieniają centrum handlowe w basen dla rekinów – jest już tylko banalnie i smutno.
Grupka bohaterów, walczących o przetrwanie przy okazji wyrzuca z siebie całe mnóstwo traum z przeszłości- wszytko to typowe, wręcz podręcznikowe.
Jeśli chodzi o napięcie, to tu też jest problem. Za mało było logiki w działaniu bohaterów żeby widz był w stanie im kibicować. Zamiast tego wyda z siebie tylko przeciągłe:co za idiotaaaa…

Dużo jest błędów logicznych. Przykład: rekin bez problemu zgniata bok samochodu i narusza szybę, ale uderzając głową o koszyk na zakupy nawet go o milimetr nie przygnie.
Sceny śmierci naszych bohaterów również nie są zadowalające. Chyba każdy kto oglądał film Spielberga „Szczęki” pamięta „taniec z rekinem”, kiedy to żarłacz chwyta swoją ofiarę, nadgryza i wykonuje z nią kilka „piruetów”/ „obrotów” z wodzie.
Tu rekin od razu niemal łyka w całości, w najlepszym wypadku zostawi głowę…Już nawet nie będę się czepiać, że takie rekiny, tak działające istniały w czasach prehistorycznych, nazywały się megalodony i dawno wyginęły, tutaj klasyczny żarłacz biały mimo iż wcale nie taki ogromny łyka z powodzeniem niemal w całości kilka ofiar pod rząd i jest nadal głodny.
Jeśli już chcieli stworzyć postać rekina, który atakuje ludzi, bo lubi, nie po to by się nażreć jak to w przypadku żarłacza białego, mogli wykorzystać rekina tygrysiego, który jest dużo bardziej agresywny. Ale to już dywagacje nie stosowne do poziomu obrazu.
Cóż jeszcze dodać? Film był dokładnie tym czego się spodziewałam, choć muszę przyznać, że dodatkowo zawiodły mnie efekty specjalne. Zarówno sceny zalania miasta przez fale jak i postać rekina były wykonane w żałosnej graficznie jakości.

Moja ocena:
Straszność:2
Fabuła:4
Aktorstwo:4
Dialogi:4
Zabawa:4
Oryginalność:4
Zaskoczenie:3
To „coś”:3
Zdjęcia:4
Klimat:3
35/100
Widżet zawiera linki afiliacyjne.
Excision [2012]

Obrzydził mi trochę wczorajszą kolację ten film. Ale to nawet dobrze:) Po co jeść, jak można nie jeść:)
Na plakacie widzimy główną bohaterkę (sprawczynie mojego zniesmaczenia) wystylizowaną chyba na hrabinę Bathory. Podobnie jak owa słynna władczyni posądzana, nie słusznie z resztą, o wampiryzm, bohaterka tego filmu niezdrowo fascynuje się krwią.

Pauline to ostro porąbana osiemnastolatka. Mieszka sobie wraz z rodzicami – apodyktyczną matką i wypłoszonym ojcem – oraz chorą na mukowiscydozę siostrą, w jednym z amerykańskich miasteczek. Z początku wydaje się, że jest po prostu… oryginalna. Trochę pryszczata, trochę niedomyta, wyalienowana społecznie, ale za to bystra.
Zaskoczyło mnie, gdy w Pauline dopatrzyłam się słodkiej aktoreczki znanej z seriali o nastolatkach i komedii o licealnych miłostkach. Podważyło to trochę moją nieprzychylną takim osobom teorie, iż aktorki to żadne, ale słowo „sex” wymawiają z manierą czyniącą z nich bożyszcze nastolatków.
Tak czy inaczej, postać Pauline jest wyjątkowa.
Przez większą część filmu zastanawiałam się czemu nazwany został horrorem. Czy w roku pańskim 2012 za szczyt makabry uznaje się sex w czasie miesiączki?
Pauline z początku daje wyraz swoim fascynacjom w sposób raczej nie groźny, choć może nie aprobowany społecznie:)
Jednakże, jej postawa, jej zachowanie w codziennym życiu, a szczególnie przeplatające fabułę sceny prezentujące jej fantazje, że tak ujmę seksualno -chirurgiczne, dają widzowi znak, że zmierza to wszystko w niebezpiecznym kierunku.

Jeśli przyjrzymy się działalności poszczególnych psychopatów dostrzeżemy jakieś pozornie mało znaczące zdarzenie będące katalizatorem, bodźcem warunkującym taką, a nie inną rekcję. W przypadku Pauline wydaj mi się, iż były to słowa ojca. Ojca, który zazwyczaj się nie odzywał, lecz tym razem, w tym momencie zabrał głos, by powiedzieć córce, że jej marzenia o byciu chirurgiem, jej przekonanie o niebywałym talencie w tej dziedzinie, to urojenia.
Zapewne ten film będzie miał tyle samo zwolenników co przeciwników. Bo tak jak pisałam, może obrzydzić. Jest w nim sporo bardzo intensywnych scen gore, graniczących z groteską. Fantazje Pauline przypominają trochę estetykę z teledysków Lady Gagi.

Trudno w dzisiejszych czasach o zszokowanie widza. Mnie ten film z deka zszokował, ale wcale nie owymi „scenami” lecz raczej konstrukcją postaci Pauline, która patrzy w kamerę w ten sposób, że wydaj mi się równie niebezpieczna co Michael Mayers albo Hannibal Lecter. Duże brawa dla aktorki, która jest mega przekonująca w swoim szaleństwie.
Martin Scorsese powiedział w jednym z wywiadów, że dobry reżyser nie mówi aktorowi, co ma powiedzieć, albo co ma robić lecz, co ma myśleć.
To, co mogła sobie myśleć Pauline w momentach, w których robiła, czy mówiła pewne rzeczy, budzi dużo większy niepokój niż to co widzimy i słyszymy…

Moja ocena:
Straszność: 4
Fabuła:8
Klimat:7
Aktorstwo:10
Zaskoczenie:7
Zdjęcia:9
Oryginalność:9
To „coś”:7
Dialogi:8
Zabawa:7
76/100