Ponownie z Lovecraftem

Przyszła na Sarnath zagłada.

Opowieści niesamowite i fantastyczne – H.P. Lovecraft

przyszła na sarnath zagładalovecraft

„Przyszyła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne” to drugi po „Zgrozie w Dunwich” zbiór opowiadań Lovecrafta wydany w polskim przekładzie Macieja Plazy przez wydawnictwo Vesper.

Gdybym miała porównać obydwa zbiory, wybrać ten który przypadł mi do gustu bardziej, chyba postawiłabym na młodsze wydawnictwo, czyli „Przyszła na Sarnach zagłada” – czyli ten, o którym dziś będzie mowa.

Wiem, że „Zgroza w Dunwich” zawierała takie 'przeboje’ jak „Zew Cthulhu” czy w „W górach szaleństwa”, ale jak wspomniałam przy jego recenzji, jeśli chodzi o Lovecrafta zdecydowanie wolę jego krótsze opowiadania, no może po za „Ku nieznanemu Kadath…”, które jest jedynym najdłuższym opowiadaniem w zbiorze „Przeszyła na Sarnath zagłada”.

W tej publikacji znajdują się praktyczne same krótsze historie. Niekiedy ich stronice można zliczyć na palcach jednej ręki, ale to właśnie je uważam, za najbardziej godne pochwały w twórczości pisarza.

Nie sztuką jest napisać długaśne tomisko i znaleźć w nim miejsce na ciekawą historię i dużą dawkę grozy. Sztuką jest zrobić to wszytko na bardzie ograniczonej przestrzeni.

Zbiór otwiera właśnie taka krótka opowieść. Nosi ona tytuł „Grobowiec” i jest jak to zwykle u Lovecrafta bywa opowieścią o szaleństwie. Mamy tu bohatera, który zza murów zakładu psychiatrycznego wspomina swoje młode lata, czas kiedy zaczęła w nim kiełkować obsesja na punkcie pewnego grobowca. „Polaris”, czyli opowieść o gwieździe polarnej, jest chyba rekordzistą w krótkiej formie. Podobnie krótką, oniryczna wyprawą jest „Biały statek”.

W książce znajdziecie nawet całą mapę krain które zwiedzają w snach bohaterzy kolejnych opowiadań.

przyszła na sarnath zagładalovecraft

Lovecraft często zwykł pisać o zapomnianych przez ludzi miastach, zepchniętych z ich świadomości, którą odwiedzić można tylko we śnie. Porusza tu często motyw zagłady takich miejsc i tu dobrym przykładem jest opowiadanie tytułowe, krótkie acz niezwykle klimatyczne „Przyszła na Sarnath zagłada”.

Niezwykły mrok bije od „Zeznania Randolpha Cartera”, to opowiadanie jest doskonałym przykładem na to jak Lovecraft potrafił skonsolidować ogrom grozy w krótkiej treści.

„Rycina w starym domu” to jeden z moich faworytów w tym zbiorze. Opowieść o … rycinie. Tak, rycinie niezwykłej, której widok potrafi wzbudzić w człowieku mroczne instynkty .

Z pośród dominujących w tym zbiorze opowiadań osnutych oniryczną mgłą astralnych podróży najbardziej wyróżniają się dwa reprezentujące inny styl: „Reanimator Herbert West” i „Coś na progu”.

To moi zwycięzcy jeśli miałbym typować perełki całego zbioru. Mają podobną narrację. Stanowią utrzymaną w pierwszej osobie relacje z wydarzeń, których głównymi bohaterami, albo antybohaterami byli przyjaciele owych narratorów. „Reanimatora” znają chyba wszyscy za sprawą jego przełożenia na ekran. Dla mnie stanowi on niejako hołd dla nieśmiertelnego „Frankensteina”. Zawiera bliźniacze wątki, jednak Lovecraft odważniej wziął się za bary z grozą niż zrobiła to Shelley, nie umniejszając jej przy tym.

„Coś na progu”, które zamyka zbiór jest doskonałym zwieńczeniem wszystkich Lovecraft’owskich motywów, jakie lubię najbardziej. Tajemnica, obłęd, trochę ohydy, pradawne moce i czarny charakter zbyt groźny byśmy mogli go poznać osobiście, ale na tyle silny by zdominować całą opowieść.

Na podium mam więc jeszcze jedno miejsce i poświęcę je… sztuce. „Model Pickmana” można przyrównać do „Ryciny w starym domu”, bo znowuż mamy tu przykład silnego oddziaływania sztuki na człowieka, z tym że w tym przypadku, sztuka ta faktycznie odżywa.

Nie sposób mówić szerzej o wszystkich opowiadaniach w zbiorze, jest ich bowiem z górką ponad dwadzieścia. Pominęłam jedno z najdłuższych, czyli „Ku nienznanemu Kadath…”, bo miałam już okazję o nim pisać, o tu.

Wydanie nie różni się od starszego, „Zgrozy w Dunwich”, jeśli chodzi o estetykę podania. Wypada równie bajecznie. Tłumacz ten sam więc, bez zarzutów. Treść ponownie zdobią fantasmagoryczne ilustracje, a jak Wam nie szkoda grosza to dostępne jest wydanie w twardej oprawie.

Lovecraft to skarb dla wszystkich ceniących literaturę grozy. Wiem, że niektórym wydaje się zbyt przestarzały, tak słyszałam takie herezje, albo zbyt rozwlekły, ale tym bardziej będę Wam podsuwać ten właśnie zbiór opowiadań, spróbujcie, a na pewno do niego wrócicie.

Moja ocena:9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper:


vesper

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Publikując komentarz akceptujesz Regulamin komentarzy.