Lights Out/ Kiedy gasną światła (2016)

Po śmierci drugiego męża Sophie pogrąża się w psychicznym dołku, który uniemożliwia jej opiekę nad synkiem, Martinem. Interweniować musi córka Sophie z pierwszego małżeństwa, młodziutka Becca. To właśnie ona odkryje, że za psychicznym załamaniem matki stoi coś więcej niż żałoba.
„Kiedy gasną światła” jest reżyserskim debiutem Davida Sandberga, który po raz pierwszy miał okazję zabłysnąć w długim metrażu. Inspiracją dla scenariusza był jego króciutki, kilku minutowy mini horrorek pod tym samym tytułem, który nakręcił parę lat wcześniej. Dzięki wsparciu scenarzysty znanymi z sequeli i prequeli mógł rozwinąć swoją historię w pełnometrażowy horror.
Fabuła filmu, jak na nią spojrzeć surowym okiem niczym się nie wyróżnia spośród popularnych nastrojówek.
Główyny motyw przewodni to rozgrywka między obłędem, a nawiedzeniem, choć nie przeprowadzona na zasadzie klasycznego pojedynku dwóch wersji prawdy. Tu oba te motywy uzupełniają się, co tworzy w pewnym sensie nową jakość obydwu motywów. Dla mnie na plus.
W przypadku „Kiedy gasną światła” plakietka 'horror nastrojowy’ nie została przypięta przypadkiem z braku lepszego określenia. Ten film ma naprawdę fajny klimat.

Wszystkie straszne sceny zbudowane są na podstawie tego, co reżyser zaprezentował w swoim krótkometrażowym debiucie. Sprawa wygląda następująco. Jest ciemność. W ciemności dostrzegamy 'coś’. Szybko zapalamy światło. Coś znika. Gasimy. Coś znowu się pojawia. Bardzo prosty zabieg i bardzo skuteczny. Oparty na pierwotnym ludzkim lęku przed ciemnością kiedy to wyobraźnia podsuwa nam przerażającą interpretacje słabo widocznego obrazu.

Straszne momenty w filmie nie są więc jakoś szczególnie przekombinowane. Nawet gdy w miarę rozwoju akcji lepiej możemy przyjrzeć się temu co czai się w domu Sophie. Widać w tym zamiłowanie do gatunku i szacunek do widza.
Fabuła nie przynosi niespodzianek, których objawienie spowodowałoby opad dolnej szczęki, ale coś tam sobie wymyślili i nie są to rozwiązania, których mogłabym się czepiać.
Jak wspomniałam technicznie jest dość minimalistycznie, co do aktorstwa też nie mam zarzutów. Teresa Palmer to niezwykle sympatyczne dziewczę i miło się ją ogląda na ekranie. Trudniejszą rolę miała Maria Bello w roli szalonej mamuśki i jak zazwyczaj dała radę.
Film więc całkiem dobry, jak najbardziej do obejrzenia choć nie oszołamiający.
Moja ocena:
Straszność: 3
Fabuła:7
Klimat: 9
Napięcie:6
Zabawa:7
Zaskoczenie:5
Walory techniczne:8
Aktorstwo:7
Oryginalność:6
To coś:7
65/100
W skali brutalności:1/10




















