Dr. Terror’s House of Horrors/ Gabinet grozy doktora Zgrozy (1965)

Nieżyjący już reżyser Freddie Francis w moich oczach zawsze zasługiwał na uznanie. To twórca pamiętnych horrorów takich jak „W kleszczach lęku”, czy też dramatów takich jak „Człowiek z księżyca”.
„Gabinet grozy dr. zgrozy” to typowy przedstawiciel nieco kiczowatych opowieści z dreszczykiem.
Film składa się z kilku segmentów, każdy z nich to inna historia, dotycząca innego bohatera. Wszystkich mężczyzn o których opowiadają historię poznajemy w pociągu. Bohaterzy spotykają się w jednym wagonie z podstarzałym wróżbitą dr. Schreckiem czyli doktorem Zgrozą, który przy pomocy tali kart tarota przepowiada zebranym przyszłość.

Tak więc uświadczymy tu kilku klasycznych historii grozy: O Wampirze, wilkołaku, morderczej roślinie, zemście zza grobu etc.
Cała obsada filmu składa się ze starych horror’owych wyjadaczy, na czele, której stoi Peter Cushing, mamy też okazję zobaczyć młodziutkiego jak szczypiorek na wiosnę Donalda Sutherlanda.

Film ani nie trzyma w szczególnym napięciu ani nie przeraża. Duży plus za zaskakujące zakończenie opowieści. To przedstawiciel tego rodzaju filmów, które obecnie ogląda się bardziej z sentymentu. A że sentymentalna jestem to na takie dzieła poluje. Polecam moim pobratymcom, odradzam fanom współczesnych produkcji.
Moja ocena:
Straszność:6
Fabuła:8
Klimat:10
Aktorstwo:10
Zdjęcia:8
Zaskoczenie:6
Zabawa:8
Oryginalność:8
To coś:8
Dialogi:7
79/100




















