Hereditary / Dziedzictwo. Hereditary (2018)

Annie właśnie pochowała swoją matkę. Nie łączyły ją z nią ciepłe uczucia co nie znaczy, że sędziwa kobieta nie wywarła silnego wpływu na jej życie. Podobny stosunek do zmarłej miał nastoletni syn Annie Peter, a także jej mąż Steve. Jednak trzynastoletnia Charlie, najbardziej osobliwa istota w rodzinie, była bardzo związana z babcią.
Śmierć seniorki okazuje się jednak tylko wstępem do prawdziwej rodzinnej tragedii, której następstwa przerodzą się w horror pełen zjawisk nie do opisania.

Zacznę może od tego, i będzie to chyba najlepsza rekomendacja, że żałuje iż nie pognałam na ten film do kina, bo zobaczenie TEGO na dużym ekranie byłoby doprawdy mocnym przeżyciem.
Ku mojemu zaskoczeniu, jak ogromnemu wiem tylko ja sama, „Dziedzictwo” na ten moment jest bardzo mocnym kandydatem na najlepszy tegoroczny straszak.
W tej opinii zresztą nie jest odosobniona, bo zarówno krytycy jak i znaczna część szarych widzów rozpływa się nad walorami filmowego debiutu Ari’ego Aster’a.
Facet, który do tej pory parał się kręceniem krótkometrażówek bez wątpienia opanował zdolność skonsolidowania jak największej ilości grozy na krótkim metrze taśmy. Jednak to nie krótkie ujęcia, niebywale mocne nawet dla starego zjadacza horrorów, są największą zaletą tej produkcji. W zasadzie będę tu chyba mówić o samych zaletach 🙂

Mimo ogromnego zmęczenia jak towarzyszyło mi tego wieczoru, gdy zasiadłam do seansu z „Dziedzictwem” film bardzo szybko zdołał mnie zaangażować. Zrobił to bez większego wysiłku, bo odniosłam wrażenie, że jest to historia, która miała być właśnie taka.
Pomysłodawca, scenarzysta i reżyser w jednej osobie z niebagatelną pewnością siebie zrobił film, który owszem wykorzystuje zgrane tematy, ale robi to z takim impetem, że nawet nie zdołałam ponarzekać „ale to już był”.
Spodziewałam się kolejnego filmu w stylu Wana, opowieści o duchach zwieńczonej egzorcyzmami. Zamiast tego dostałam opowieść o rodzinnej tragedii- jakiej skali zobaczycie sami. Ta jedna scena Was zabije, bez dwóch zdań. Później będzie już tylko lepiej.

Do prawdy miło ogląda się film, który nie stara się dorównać jakimś wydumanym standardom, który nie pokazuje tego co zdaniem loży filmowców chcielibyśmy zobaczyć. Mam wrażenie, że twórca zrobił taki horror jaki sam z chęcią by obejrzał.
Grozy tu nie zabraknie, o to możecie być spokojni. Nie tylko za sprawą serii naprawdę mocnych scen, ale też dzięki bezbłędnie zbudowanemu klimatowi.
Fabuła nie zawiedzie, bo mimo że poniekąd korzysta z tego co dobrze znamy i chyba lubimy, to wymyka się schematycznemu podejściu.

Aktorsko króluje Toni Collette, 'mama’ słynnego Cole’a „Widzę martwych ludzi”. Cały jej potencjał jakby odżył na ekranie. Babka tak daje czadu, że wszystkie psychiczne, opętane i nieszczęśliwe bohaterki mogłyby się od niej uczyć. Debiutująca na ekranie Milley Shapiro w roli Charlie nie ustępuje najlepszym dziecięcym kreacjom jakie możemy znać z kina grozy. Młoda jest przerażająca. Trochę gorzej prezentuje się męska część obsady. O ile Gabriel Byrne w roli ojca rodziny nie miał zbyt ogromnego pola manewru, to ważna postać nastoletniego Petera znacznie obniża poziom. Czyli jednak znalazłam jakiś słaby punkt. Nie jest to jednak wada, która kładzie film, bo jego ogólna kondycja jest i tak bardzo wysoka.
Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji obejrzeć „Dziedzictwa” gorąco zachęcam. No, wreszcie obejrzałam dobry horror.
Moja ocena:
Straszność:5
Fabuła:8
Klimat:9
Napięcie:8
Zaskoczenie:8
Walory techniczne:9
Aktorstwo:8
Zabawa:9
Oryginalność:7
to coś:9
80/100
W skali brutalności: 2/10
Sprawdź dostępność Hereditary na Netflixie w Bestflix.



















