Vieja loca/ Stara wariatka (2025)

Laura, matka małej Eleny i córka Alicii, dowiaduje się, że pielęgniarka mająca zajmować się jej matką odeszła i pozostawiła Alicię bez opieki. Kobieta jest już starsza, ma objawy demencji i często zapomina przyjmować leki. Tak też dzieje się tego dnia. Laura postanawia poprosić o pomoc swojego ex męża Pedro, który ma podjechać do swojej byłej teściowej i zająć się nią nim Laura zdoła do niej dotrzeć. Tak oto Pedro trafia w samo epicentrum szaleństwa. Zostaje uwięziony przez Alicia, która wierzy, że oto w jej domu pojawił się jej dawny ukochany, Cesar.
„Stara wariatka” w reżyserii i na podstawie scenariusza Argentyńczyka Martina Mauregui spodoba się fanom czarnej groteski oddającej głos społecznym stereotypom. Mamy tu postać kobiety w wieku matronalnym, Alicię, która na naszych oczach zmienia się w tytułową „Starą wariatkę” – określenie niezbyt sympatyczne, ale chyba każdy się z nim spotkał. Dodatkowo nasza antybohaterka jest teściową – właściwie, była teściową – bohatera i oto mamy kolejny stereotyp: teściowa Twój wróg śmiertelny. Do kompletu brakuje tylko konfliktu rozwodników Laury i Pedra, ale najwyraźniej ciężko byłoby uzasadnić pojawienie się mężczyzny w domu Alicii, gdyby poprosiła go o to znienawidzona ex – jest to możliwie, gdy relacje tych dwojga są przynajmniej przyzwoita.

Pedro wkracza więc do dość upiornie zaaranżowanego domostwa, gdzie z piekarnika unosi się swąd spalenizny, dach przecieka, a pies dał stamtąd nogę. Gdy Alicia podczas kurtuazyjnej pogawędki przy jadalnianym stole zaczyna nazywać swojego zięcia imieniem dawnego kochanka, gość jeszcze nie wyczuwa zagrożenia. Poczuje je chwilę później, na potylicy, gdy Alicia powali go ciosem w tył głowy. Najwyraźniej dawny kochanek czymś jej podpadł.
Rozpoczyna się szaleństwo. Nie jest ono brawurowe, sączy się dość z wolna po to by w końcu eskalować. Krótki pobyt w domu ex teściowej okaże się dla Pedro wyjątkowo fatalny. Wszystko, co zobaczymy zdecydowanie może wzbudzić poczucie dyskomfortu, ale nie chce wdawać się w szczegóły. Z przerażenia nie padniecie, ale może być nieco niesmacznie i zdecydowanie niepokojąco. Popisy Alicii, szczególnie te początkowo budzą pomieszanie politowania i zażenowania. Trochę taka Nora Dinsmor, ale im dalej w las tym bardziej boleśnie można odczuć brak należytej farmakoterapii. Technicznie bez zarzutów, choć myślę więcej przeciągniętych ujęć zbliżeń na oblicze naszej tytułowej wariatki mogłoby podkręcić klimat. Aktorstwo – świetne, z inną obsadą by się to po prostu nie udało.

Obraz z pewnością znajdzie swoich fanów, ale na przebicie się nie do mainstraamu ma małe szanse. Ja bawiłam się dobrze, choć oczywiście pewne niepotrzebne zgony należałoby wyciąć.
Moja ocena:
Straszność: 1
Fabuła:7
Klimat:8
Napięcie:6
Zabawa:7
Zaskoczenie:5
Aktorstwo:9
Walory techniczne:8
Oryginalność: 8
To coś:7
66/100
W skali brutalności:2/10
Współpraca:


Dodaj komentarz