Melanże z Żyletką – Łukasz Gołębiewski

On ma 34 lata, problem alkoholowy i pewien dorobek pisarski. Pewnej nocy poznaje w barze ją, osiemnastoletnią Zuzę. Opróżniają wspólnie kilka kufli, a on daje jej w prezencie swoją książkę. Spotykają się ponownie i zaczyna ich łączyć coś na kształt związku. Połączyła ich wspólna miłość do alkoholu i zmyślonych opowieści. W miarę rozwoju relacji, tak tej między nimi jak i tej z używkami ,bohater zaczyna rozumieć, że spada w dół, a kamieniem u szyi jest Zuzka.
Mówił o niej Żyletka, bo lubiła się chlastać.
Pamiętam gdy zobaczyłam wzmiankę o tej książce w jakieś gazecie i z miejsca jej zapragnęłam. Zamówiłam ją w lokalnej księgarni, a gdy przyszła sprzedawczyni wręczyła mi ją ze słowami: co ta młodzież teraz czyta. Miałam jakieś czternaście lat, więc nie trudno się domyślić jaką fascynację wzbudził we mnie tak brzmiący tytuł. Obietnica melanżu i chlastania. Cudo.
Przeczytałam w zachwycie porwana tym menelskim klimatem buntu podlanego alkoholem. Treść książki – zdecydowanie nie dla dzieci – libacje, seks, narkotyki. W tym roku pojawiało się wznowienie (ze zdecydowanie ładniejszą okładką;)
Przeczytałam ją ponownie, po latach. Z innymi przemyśleniami, ale wciąż z sentymentem. Fabuła tej krótkiej powieści kręci się wokół problemu z używkami, samotności i desperacji. Historia Zuzki, zwanej Żyletką nawiązuje do wcześniejszej książki autora utrzymanej w podobnym tonie „Xenna moja miłość”.

To przede wszystkim smutna powieść. Jest trochę jak domówka, na której wszyscy dobrze się bawią do momentu aż jedna zacznie wymiotować i płakać. Wszystkim nastrój siada i zaczynają się niewesołe rozkminy. Finał, mocny, niecodzienny.
To powieść o bezmiłości i szukaniu jej substytutów – najlepiej w postaci płynnej. O upadku, inteligentnego i prawdopodobnie utalentowanego człowieka i bystrej małolaty. O wzajemnym wyniszczeniu. Mimo niewesołej treści czyta się szybko i lekko, bo przekaz jest bardzo wprost.
Moja ocena: 7/10
Współpraca Novae Res


Dodaj komentarz