Bone Lake (2024)

Sage i Diego wynajmują domek nad jeziorem by spędzić tam romantyczny weekend. Gdy tylko zdążą się lekko rozgościć na progu staje kolejna para, Cin i Will, którzy przybyli tam z dokładnie takim samym zamiarem i rezerwacją dokładnie na ten sam termin. Wszyscy są skonsternowani, a próby kontaktu z właścicielem domu nie odnoszą skutku. Żadna z par nie rezygnuje z pobytu więc zmuszeni są dzielić przestrzeń co szybko rodzi napięcie.
„Bone lake”, twórczyni raczej chłodno przyjętego „Na pokuszenie zła” oferuje nam grozową rozrywkę w popcornowym stylu. Można się w nim doszukiwać nawiązań do thrillerów erotycznych z lat ’90, bo eros i thanatos idą tu pod rękę, a napięcie związane z zagrożeniem miesza się tu z napięciem seksualnym.
Nasza czwórka bohaterów to dwie kompletnie inaczej funkcjonujące pary. Sarge i Diego mierzą się z problemami i przynajmniej tyle o ile zdają sobie z nich sprawę, tymczasem Will i Cin to power couple z instagrama: ona piękna, on jeszcze piękniejszy, zakochani w sobie do szaleństwa i rozdokazywani jak kocięta.


Zamiast funkcjonować obok siebie, skoro są już skazani na współdzielenie przestrzeni z innymi lokatorami, Sage i Diego dość łatwo dają się wciągnąć we wspólne rozrywki, co szybko odbije im się czkawką. Cin stara się uwieść Diego, jednocześnie podkopując jego wiarę w związek z Sage, zaś Will próbuje w ten sam sposób zmanipulować Sage. Z nią co prawda idzie oporniej więc dodatkowo miesza w głowie Diego, by ten dostrzegł w Sage wszystkie wady – te które ma i te których nie ma.
Tak jak wspomniałam, seksualne napięcie wisi w powietrzu, pojawiają się sceny jednoznacznie o charakterze erotycznym i ktoś – np. ja – może do tego w pewnym momencie stracić cierpliwość – mogliby w końcu kogoś zabić, co nie?
Ale nie o zabijanie tu chodzi, a o prezentacje społecznego mikrokosmosu w obecnym tu składzie. Psychologiczne manipulacje, żerowanie na najniższych instynktach i łamanie granic. Jaki jest tego cel i przeznaczenie? Dowiecie się w finale, ale nie oczekujcie niewiadomo czego. Dla mnie ta historia Cin i Willa była taka średnia – być może wybrzmiałaby lepiej opowiedziana 'innymi słowami’ w innym kontekście – mniej popornowym – ale twórcy postawili raczej na niezobowiązującą zabawę aniżeli wielką retorykę i wielkie przesłanie. Technicznie bez większego zarzutu – i bez zachwytu, aktorsko okej. Taki średniaczek.
Moja ocena:
Straszność:1
Fabuła: 6
Klimat: 6
Napięcie:6
Zabawa:6
Zaskoczenie:6
Walory techniczne:7
Aktorstwo:7
Oryginalność:6
To coś:6
57/100
W skali brutalności:1/10
















