Speak no evil/ Nie mów zła (2024)

Amerykańska para Louise i Ben, wraz z dorastającą córką tuż po przeprowadzce na Stary Kontynent udają się na wakacje do Włoch. W słonecznej Toskanii udaje im się nawiązać znajomość z rodowitymi Brytyjczykami Paddy’m i Ciarą, którzy wybrali to samo miejsce na wypoczynek z cierpiącym z powodu hipoplazji języka milczącym sykiem Antem. Po powrocie do Londynu Louise i Ben otrzymują od Paddyego i Ciary zaproszenie na ich farmę w Devon. Niewiele myśląc małżonkowie przyjmują zaproszenie by w pięknych okolicznościach przyrody poznać bliżej wakacyjnych znajomych i ich delikatnie mówiąc ekscentryczny sposób na życie.
Dobry zwyczaj – nie pożyczaj. Zapożyczanie fabuł i tworzenie remake to typowo amerykańska przypadłość, jednak muszę Was zaskoczyć, bo akurat za remake duńskich „Gości” stoi Brytyjczyk. Niemniej jednak dystrybucja była raczej nastawiona na odbiorców ze Stanów, stąd też amerykańskie korzenie bohaterów i tak wiele innych … spraw, o których za moment.
Za 'poczęciem’ tegoż dzieła stoi nie kto inny jak James Watkins, który grubo ponad dekadę temu obdarował nas traumatyzującym „Eden Lake”, czyli historią pary, która podczas wypoczynku nad jeziorem podpada grupie lokalnych wyrostków, co rozpoczyna ich gehennę pozbawioną happy endu. Watkins po seansie z oryginalnymi „Gośćmi” stwierdził, że to 'mocny’ film po czym prędką przystąpił do obdzierania go tej mocy 😉

Jeśli chodzi o początek filmu to jakiś szczególnych zmian fabularnych nie zauważymy, ale pamiętajcie, że mamy tu do czynienia z amerykanami – oni zawsze coś odpierdolą, tylko czekajcie. Co mocno rzuca się w oczy to sposób prowadzenia narracji i ogólny nastrój. Pada tu więcej słów, jesteśmy raczeni większą ilością szczegółów. Nic co może zostać powiedziane nie zostanie przemilczane i tak bardzo szybko wyrabiamy sobie zdanie na temat bohaterów i ich wzajemnych relacji. Louise i Ben są w zdecydowanym kryzysie, ich dwunastoletnia córka to dziecko nadmiernie przywiązane do maskotki króliczka – chyba specjalnie podniesiono wiek Agnes. Paddy i Ciara już w Toskanii przejawiają dość niepokojące zachowania, chyba, że chamstwo i prostactwo jest spoko – wtedy jest spoko;) I o ile w przypadku oryginału para naszych bohaterów pozytywnych została przeze mnie odebrana jako tak samo uległych i mamejowatych to tu zdecydowanie Loise jest bardziej harda, a problemem jest to, że w tej hardości wykastrowała Bena. Taka moja luźna myśl.

Im dalej w las, tym więcej zmian i tu Moi Drodzy musimy pochylić się na przyczyną takiego stanu rzeczy. Możemy się domyślać, że za wszelkie zmiany jakie wprowadzono w oryginalnym scenariuszu odpowiada amerykański kult happy endów, amerykański kult walki o sprawę i ogólne przekonanie o własnym geniuszu the bestu. Poprawność polityczna – amerykański wynalazek, nie mniej jednak pionierskie korzenie muszą znaleźć wydźwięk inaczej film się nie sprzeda. Milczenie trzeba zastąpić krzykiem i nie ważne, że cała optyka tej historii ulegnie całkowitej dezintegracji.

„Goście” byli filmem o tragicznej w skutkach uległości, przemilczaniu niewygodnych kwestii w imię dobrego obyczaju. Po premierze wiele mówiło się o zachowaniu protagonistów, że jak to tak? Widzowie byli zirytowani ich biernością a ponadto nie potrafili zaakceptować wyjątkowo powściągliwej argumentacji antybohaterów. Tak więc do lakonicznego „Bo nam pozwoliliście” twórca remake dokłada całą intrygę i pełne wyjaśnienie motywacji antybohaterów. Z oryginału pozostał szkielet, pewna rama, w którą wtłoczono inną narrację. Ten film jest po prostu odpowiedzią na mainstreamowe potrzeby, których oryginał nie zaspokoił, bo zaspokajać nie zamierzał.
Moja ocena:
Straszność: 1
Fabuła: 7
Klimat: 6
Napięcie:6
Zaskoczenie:6
Zabawa:6
Walory techniczne:7
Aktorstwo:8
Oryginalność:3
To coś:6
56/100
W skali brutalności: 2/10

Dodaj komentarz