Resident evil (2026)

Bryan, młody kurier w sektorze medycznym przyjmuje dodatkowe zlecenie. Ma na cito dostarczyć przesyłkę do laboratorium medycznego w Racoon City. Podczas jazdy przez śnieżycę potracą kobietę, która jakimś sposobem znalazła się na drodze w środku lasu. Postanawia zabrać ją do szpitala, ale na pierwszy rzut oka widać, że potrącenie nie jest jej największym problemem medycznym.
To już chyba ósma próba przełożenia na język filmu fabuły gry Resident Evil. Nawet lubię trzy pierwsze części. Na resztę spuszczę zasłonę milczenia. Jeśli chodzi o gry znam tylko czwartą część, więc żadnym ekspertem nie jestem. Natomiast na tyle, na ile się orientuję zwykle bohaterzy zarówno gier jak ich i ekranizacji byli jakimiś kozakami, ewentualnie kozakami się stawali. Oglądanie filmów, jeśli przełożyć je na rozgrywkę, było jak oglądanie streama, na którym gracz już zna wszystkie chwyty, gra na kodach i zawsze wszystko mu się udaje. Twórca najnowszej części filmu postawił na Bryana fajtłapę, który nie jest komandosem, a kurierem, zaś o potyczkach wie tyle ile pewnie na wspomnianych streeamach widział. Praktyki zero. Za to humor jest. I kurczę strasznie mi się to podobało, abstrahując od innych zalet filmu. Wiem natomiast, że nie wszyscy podzielą mój entuzjazm w tym względzie.

Film nie jest adaptacją konkretnej części gry, więc jeśli zastanawiacie się, w której części możecie pograć Bryanem, odpowiedz brzmi: w żadnej. Fabuła jest osadzona w uniwersum Umbrelii, mamy śmiercionośnego wirusa, który nie tyle zmienia ludzi w zombie, co co powoduje koszmarne mutacje ciała. I tak oto możemy obserwować jak pożarta przez zakażonego człowiek staje się częścią oprawcy – dosłownie.

Wygląd zainfekowanych robi wrażenie, a dynamiczny montaż w scenach pościgów – a z nich w sumie składa się film – dodatkowo podkreśla ten vibe survivalu. Antagoniści są jednocześnie ofiarami i jest w tym tragizm, zwłaszcza, że im bliżej finału tym mocniej winniśmy drżeć o losy głównego bohatera. Sceneria w jakiej rozgrywa się fabuła jest stosownie posępna. Zdjęcia kręcono bodajże w Czechach i to właśnie zaśnieżone Raccon jest przestrzenią dramatu. Wiele ujęć nakręcono w taki sposób, że faktycznie mamy możliwość uzyskać perspektywę gracza, jeśli więc film miał narobić apetytu na rozgrywkę to się to w moim przypadku udało.
Serio, nie spodziewałam się, że jakikolwiek tytuł z serii przypadnie mi jeszcze do gustu, a tu niespodzianka. Masa frajdy.
Moja ocena:
Straszność: 2
Fabuła: 7
Klimat:8
Napięcie:8
Zabawa:8
Zaskoczenie:7
Walory techniczne:9
Aktorstwo:8
Oryginalność:6
To coś:7
70/100
W skali brutalności: 3/10
