Archiwa tagu: thriller

„Czas leczy wszystkie nieszczęścia”

Over kanten/ Na krawędzi (2012)

over kanten

Bardzo cieszy mnie fakt, że dociera do nas coraz więcej filmów produkcji innej niż amerykańska, czy brytyjska.

Tym razem dorwałam duński thriller.Film opowiada o Davidzie i Freji , którzy kupuje uroczą chatkę krytą strzechą w pięknej nadmorskiej okolicy.

David oświadcza się Frei. Podczas, że tak ujmę, celebracji zaręczyn stają się świadkami tragedii, bo tuż obok ich gniazdka miłości ktoś postanowił dokonać żywota skacząc z klifu.

Na domiar złego ich dom marzeń okazuje się jednak ruiną. Postanawiają jak najtańszym kosztem go wyremontować. Wtedy jak na wezwanie pojawia się Roar. Mężczyzna, który podejmuje wyzwanie odrestaurowania ich domu. Idzie mu całkiem dobrze, pomieszkuje sobie w ich szopie, jada z nimi kolację etc…

Tym czasem David zaczyna prowadzić prywatne śledztwo w sprawie domniemanego samobójstwa na klifie.Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to iż ich majster klepka ma coś wspólnego z samobójcą…

over kanten

Jak w dobrym thrillerze z wątkiem kryminalnym mamy tu wiele błędnych tropów. Do samego końca nie dowiemy się co jest prawdą, a co wytworem paranoi.

Film nie szokuje, nie przeraża. Jest raczej typem intryganckiego projektu, który trzyma widza przed ekranem rzucając mu kłody pod nogi, gdy ten chce już świętować sukces rozwikłanie tajemnicy.

Dobre kino, choć być może trochę… typowe? Nie wiem, czy to odpowiednie słowo.

Moja ocena: 6/10

Andriej Czikatiło, czyli o Rzeźniku z Rostowa

Citizen X/Obywatel X (1995)   vs

Evilenko/Morderca ze wschodu (2004)

obywatel x

evilenko

Andriej Czikatiło to sławny morderca grasujący w ZSRR w latach 1978-1990. Dokonał 52 morderstw. 35 z jego ofiar nie miało jeszcze 17 lat. Pedofil, gwałciciel-sadysta, kanibal, schizofrenik. Jaśniejąca gwiazda klubu seryjnych zabójców i inspiracja dla autorów książek (np. seria o Hanibalu Lecterze) i filmów – o dwóch z nich będzie dziś mowa.

Jego biografia doczekała się przynajmniej dwóch dobrych ekranizacji.  Pierwszy był „Obywatel X”. Nakręcony 5 lat po złapaniu „Rzeźnika z Rostowa”, w reżyserii Chrisa Gerolmo.

W rolę mordercy wcielił się sympatyczny Jeffery DeMunn. Fabuła filmu skupia się na procesie śledztwa zbrodniarza. Andrieja w nim niewiele. Postaci ofiar również służą tu jako filmowe rekwizyty. Głównym bohaterem jest dr. Alexander Burkhanovsky, w tej roli Stephen Rea, walczący z komunistycznym systemem, który nie przyjmuje do wiadomości iż w ZSRR może grasować seryjny morderca.

obywatel x

Od kreacji Alexandra zacznę wychwalanie tegoż filmu. Facet doskonale wcielił się w role zestresowanego, sfrustrowanego i jednocześnie jedynego logicznie myślącego człowieka w śledztwie. Mimika jego twarzy, jego gesty, ton głosu- wszytko składa się na doskonale wykreowaną postać. Człowieka, który ma cel, ale wszyscy wydaja się być przeciwko niemu.

Równie doskonały jest jego filmowy partner Donald Sutterland jako pułkownik- później generał-  Mikhail Fetisov.  Jego postać doskonale obrazuje to co rozsądny człowiek musiał stosować w działaniu, aby móc przetrwać w czasach komunizmu. Godzien uwagi jest też psychiatra, któremu ostatecznie udaje się wyciągnąć zeznanie od Czikatiło.

Historia rzeźnika w filmie jest przedstawiona w sposób sugestywny, bez zbędnych, przerysowanych elementów, które niestety spotkamy w „Evilenko”. Pokazuje w wiarygodny sposób schyłek czasów komunizmu w ZSRR, nie wybielając władz, organów ścigania i ogólnie panującej tam mentalności ludzi. Pokazuje bidę, zacofanie i ciasnotę umysłową, która stała się przestrzenią, w której jednostki takie jak Czikatiło mogą przez wiele lat doskonale funkcjonować.

Wielokrotnie podnosiło mi się ciśnienie gdy  widziałam w jaki sposób prowadzone było śledztwo.

obywatel x

Jedyne co na początku spotkania z filmem budziło mój niesmak, to dość kaleczne próby amerykańskich aktorów w naśladowaniu rosyjskiego akcentu. Z czasem można się jednak z tym oswoić;)

 „Evilenko”  z 2005 roku to już zupełnie inna perspektywa. Ten film obejrzałam jako pierwszy i byłam nim urzeczona do puki nie natrafiłam na „Obywatela X”.

Film jest bez wątpienia bardziej dopracowany jeśli  chodzi o oprawę i ogólny klimat. Świetna muzyka AngeloBadalamenti i Dolores O' Riordian „Angels go to heven” –  mmm… cudo!

W tej produkcji skupiono się bardziej na postaci Andrieja. Wcielił się w niego Malcolm McDowel, który idealnie wpasował się w postać chorego popaprańca. Szaleństwo wydziera się ze wszystkich jego trzewi. Obłąkany wzrok, nerwowo zaciśnięte szczeki, roztrzęsione dłonie  czekające na nową ofiarę, tembr głosu.

evilenko

We tej produkcji  poruszono  także ważny kontekst przeszłości Andrieja, jego wierności wobec idei komunizmu, które w przeciwieństwie do „Obywatela X” są tu  prezentowane jako coś co już przeminęło. 

W tym obrazie widzimy Rosję, która już wycofała się z jego doktryny. Evilenko w czasie przesłuchania  wręcz domaga się by mówiono do niego „Towarzyszu”, ale nikt nie che tego uszanować.

Nie pominięto istotnej przyczyny, która przyczyniła się u mordercy do rozszczepienia osobowości (w dalszej perspektywie rozwoju zaburzeń schizofrenicznych) mianowicie jego stosunku do ojca. Ojciec Andrieja umarł w czasie ciężkich robót. Andriej z jednej strony kocha ojca, tęskni za nim, zaś z drugiej postrzega go, nie jako ofiarę stalinizmu, lecz jako wroga komunizmu.  SPOILER: jak wiadomo za pierwszym razem Andriej został zwolniony, gdyż ktoś namieszał przy badaniach krwi- nie można było pozwolić aby zacny członek partii jakim był Andriej został oskarżony o morderstwa.  W Evilenko jest tak kwestia pominięta.KONIEC SPOILERA

Została jednak pominięta inna istotna kwestia, mianowicie dzieciństwo Andrieja, czasy wielkiego głodu na Ukrainie kiedy to miała dochodzić do aktów kanibalizmu i które mogły mieć wpływ na taki właśnie rozwój zaburzeń u mordercy.

Jeśli chodzi o moje ulubione elementy fabuły to za najbardziej udany fragment filmu uważam rozmowę śledczego, Vadima  z kontrowersyjnym psychoanalitykiem Aronem. Daje ona bardzo dobry obraz stosunku władz do problemu chorych psychicznie zabójców:

evilenko

„V: (…) Macie go za wariata?

A:Tak… jest psychicznie chory

V:Skąd ta pewność?

A:Tylko chorzy psychicznie zabijają dla samej radości zabijania

V:Jaka to choroba?

A:Schizofrenia

V:Rzadka?

A: Wywołuje ją kryzys osobowości. Jedyną osobowością sowietów jest komunizm. Komunizm umiera, więc sowieci by nie zginąć zwracają się ku instynktowi przetrwania. Człowiek zjada człowieka, jak u zarania czasów…

V: Według was, wszyscy jesteśmy chorzy?

A:Domy wariatów zapełniliście desydentami, których chcieliście uciszyć. Czyli naszymi najzdrowszymi umysłami. Zakładam więc, że wariaci pozostali na wolności…

V:Działa sam?

A:Tak. Jest bardzo samotny. Określił bym go nawet jako wyjątkowego.

V:Jakbyście byli zafascynowani.

A:Oczywiście. A wy nie?

(…)

A:Skarzą go na śmierć. Nie rozumiecie go więc go zabijecie. I wszystkich innych, którzy przyjdą po nim...

V:Jakich innych?

A:Zobaczycie. Miliony zgnojonych tylko czekają na wybuch szaleństwa. (…) kraj stoi na skraju epidemii. Zabijcie go, a nigdy nie znajdziecie antidotum.

Podobne rozumowanie można spotkać w książce „Przestępcy seksualni”. Polecam dla zainteresowanych.

Niestety obraz ten jako film ma też wiele mankamentów. Po pierwsze: zbytnia skłonność do wyolbrzymiania jaką prezentuje włoski reżyser. Evilenko jawi się tutaj niemal jako magik. Hipnotyzuje swoje ofiary. Faktem było iż Andriej umiał rozmawiać z dziećmi (jak każdy pedofil, którego rozwój psychoseksualny zatrzymał się na poziomie pisklęcia), ale na boga… pomysł iż wprowadzał swoje ofiary w coś na kształt transu jest mocno przesadzony.

evilenko

Nie podobały mi się także sceny końcowe, również przekoloryzowane. Reżyser zapewne chciał uczynić ze swojego Evilenki Hanibala Lectera, błyskotliwego manipulanta, w rzeczywistości Andriej nie był bystrzakiem, a fakt że nie ujęli go przez tyle lat był tylko i wyłącznie winą kulawych organów ścigania…

Biorąc pod uwagę autentyczność, wierność pierwowzorowi wydarzeń, „Evilenko” wypada znacznie gorzej niż „Obywatel X”.

Kreacja śledczego w „Evilenko” również nie przypadła mi do gustu. Chcieli z niego na siłę uczynić bystrego agenta FBI, a wszyscy znający choć odrobinę sytuację w ZSRR wiedzą jak to naprawdę u nich wyglądało…

Ideałem byłoby połączenie tych dwóch obrazów.

Moja ocena:

Citizen X/Obywatel X: 8

Evilenko/ Morderca ze wschodu: 7

Naprawdę straszna nuda

 A Horrible way to die/ Naprawdę straszna śmierć (2010)

a horible way to die

Przebrnęłam przez ten film tylko po to, żeby przestrzec przed nim innych…

Wynudziłam się jak mops i byłam tym niesamowicie zaskoczona, bo opis filmu zapowiadał, że będzie to coś interesującego:(

Garric to seryjny morderca, który się ukrywa przed wymiarem sprawiedliwości. Uciekając pozostawia za sobą kolejne ofiary…. – koniec wątku pierwszego.  Tymczasem Sarah, niepijąca już alkoholiczka, ma problemy ze sobą i ogarnięciem własnej przeszłości – koniec wątku drugiego.

naprawdę straszna nuda

I tak właśnie bez ładu i składu brniemy w nieznane przez 3/4 filmu. Fabuła przechodzi od jednego wątku do drugiego. Może miało to wywołać coś w rodzaju… zaciekawienia? Jednak tak się nie stało- nie w moim przypadku.

W końcu widz całkowicie traci  zainteresowanie tym co się dzieje.

Jak już twórcom udało się wystarczająco znudzić i zniechęcić widza następuje surprise! Coś zaczyna się układać. Jednak nie dane nam będzie się tym nacieszyć, bo lada moment koniec filmu.

Więc jeśli miałbym wystawić mu pozytywną ocenę to chyba za ostanie 10 minut…

Twórcy najwyraźniej nie znali podstawowego schematu budowania napięcia i umieścili punkt kulminacyjny tuż przed napisami końcowymi.

Moja ocena:

Straszność: 0

Zabawa:0

Fabuła: 1

Klimat:0

„To coś”:0

Oryginalność:6

Zaskoczenie:10

Zdjęcia:5

Dialogi:3

Aktorstwo:5

30/100