Archiwa tagu: horrory z lat ’20 ’30 ’40

Narodziny Draculi

Dracula (1931)

dracula recenzja

Tod Brrowning, ex cyrkowiec, wielki miłości Poego w roku 1931 nakręcił pierwszy udźwiękowiony horror, właśnie „Draculę”. Filmowy scenariusz opiera się na kultowej już powieści wydanej w 1897 roku autorstwa Brama Stockera.

Obecnie „Dracule” znają wszyscy. Od momentu ukazania się powieści doczekała się ona niezliczonej ilości adaptacji teatralnych a w końcu i filmowych.

W rolę hrabiego z wielkim powodzeniem wcielił się rumuński aktor Bela Lugosi, który zanim dostał angaż do filmu odgrywał rolę wampira na deskach teatru. Facet wydaje się być stworzony do tej roli. Jego prezencja, akcent, sposób wysławiania się i akcentowania poszczególnych słów, to jak patrzy to jak się porusza… Bela sam był zafascynowany postacią Draculi do tego stopnia, że prywatni lubił się za niego podawać:)

deacula recenzja

Filmowa historia Draculi rozpoczyna się od nocy, w której do jego zamku przybywa młody pan Renfield, który to pada ofiarą Draculi i ostatecznie ląduje w szpitalu psychiatrycznym, dalej wiernie służąc Draculi.  Tak pechowo się składa, że ów szpital sąsiaduje z posiadłością nabytą  przez Dracule.

Hrabia zaprzyjaźnia się z kilkoma mieszkańcami Londynu i z pośród nich wybiera kolejne ofiary. Najpierw bezduszny stwór wbija kły w piękną i niewinną Lucy by później przekierować swoje wampirze zainteresowanie na jej przyjaciółkę Mindy. Jej ojciec zaniepokojony tajemniczym przybyszem z Transylwanii wzywa do pomocy profesora Van Helsinga. Wszyscy starają się zapobiec tragedii.

dracula recenzja

Jeśli chodzi o wcześniejsze, starsze filmy o wampirach do głowy przychodzi mi jedynie „Nosferatu”. Jednak to ekranizacja „Draculi” okazała się przełomem w kwestii obrazu wampiryzmu i zyskała największą popularność.

Film ten jest niezaprzeczalnie godnym reprezentantem gatunku grozy. Mamy tu motyw istoty nie z tego świata przedstawiony w jak najbardziej upiornej formie.Posępny mężczyzna snujący się po mrocznych komnatach, śpiący w trumnie, zmieniający w nietoperza tudzież wilka wbija bezlitośnie kły w szyję pięknej niewiasty.  Chyba po raz pierwszy wampir pokazany został jako potwór będący jednocześnie mężczyzną obdarzonym niezwykłym magnetyzmem, który przyciąga do niego kobiety.

dracula recenzja

Jeśli chodzi o aktorstwo to cała obsada ginie w tle za Belą. No, może jedynie kreacja Renfielda Dwighta Frye zapadła mi w pamięć dzięki jego upiornemu, szaleńczemu śmiechu. Co się tyczy damskiej części obsady. Damy są stosownie ładne, przerażone i egzaltowane.

dracula recenzja

Scenografia w filmie wypadała bardzo ciekawie, jest mroczno- tak jak powinno być. Efekty specjalne są iście śladowe, więc nie ma co się w tym temacie szczególnie rozwodzić. Jeśli chodzi o muzykę to nie uświadczyłam jej tu zbyt wiele, bo w pamięć zapadł mi tylko motyw z Jeziora Łabędziego pojawiający się przy napisach początkowych. Jeśli chodzi o inne sprawy techniczne to prowadzenie kamery wydało mi się niezwykle drętwe.

Jako że w każdej bajce jest ziarnko prawdy warto wiedzieć, iż pierwowzór dla Draculi stanowił rzeczywisty władca ziemski, bogaty i bezlitosny Vlad Palownik, którego zamek, podobno ozdabiany był nabitymi na pal głowami jego wrogów;)

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:7

Klimat:10

Zdjęcia:6

Zabawa:7

dialogi:6

Oryginalność:8

To coś:7

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:4

70/100

Hitchcock po raz czwarty

Rebecca/ Rebeka (1940)

rebeka recenzja

Jeszcze jedno świetne dzieło Hitchcocka. Podobnie jak „Ptaki” będące filmową adaptacją powieści Daphne du Maurier. Tych dwóch obrazów nie należy jednak ze sobą porównywać. Jak wspominałam kiedyś wielką fanką „Ptaków” nie jestem. Sprawa zupełnie inaczej ma się w przypadku „Rebeki” historii niezwykle mrocznej, tajemniczej i wciągającej.

Młoda, skromna i naiwna dziewczyna pracująca jako dama do towarzystwa pewnej bogatej starszej pani W czasie wspólnej podróży  poznaje zamożnego wdowca Maxima de Winter. Zakochuje się w nim bez pamięci. Mężczyzna zdaje się odwzajemniać jej zainteresowanie, oświadcza się jej i czyni ją nową Panią de Winter. Zabiera swojego „kopciuszka” do pałacu, czyli posiadłości Manderley.

rebeka recenzja

Tam młodej żonie przyjdzie zmierzyć się z nieskończoną ilością tajemnic. Siatka intryg i sekretów rozciąga się nad całym Manberley.

Duch tragiczniej zmarłej pierwszej żony Maxima nie pozwala zaznać jej szczęścia.Nie mamy tu jednak do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi i tego typu rzeczami. Manderlay wydaje się być opętane przez wspomnienie o pięknej Rebece. Maxim jest wobec nowej żony daleki i oschły, nadal żyje przeszłością nie mogąc wymazać z pamięci obrazu pierwszej żony. Podobnie jest ze wszystkimi ludźmi, których znała Rebeka.

Naiwne dziewczę chcąc nie chcąc odkryje kim była Rebeka, co się z nią stało i jakie piętno odcisnęła na całym Manderlay.

Aktorka wcielająca się w postać nowej pani de Winter, Joan Fontain, w niczym nie przypomina ślicznotek Hitcchocka. Jej uroda jest mocno przeciętna. To mnie  zaskoczyło. Aktorsko stoi jednak na bardzo wysokim poziomie. Świetnie wcieliła się w postać „kopciuszka”. Wypłoszona, przygarbiona, strzelająca przerażonymi oczyma po kątach wielkiego domu de Winterów. Stanowiła idealny kontrast dla widma Rebeki, której z resztą ani razu nie ujrzymy w filmie – Co jeszcze bardziej podkręca wyobraźnię widza i sprawia, że kobieta-cud jest jeszcze bardziej niedostępna dla zwykłych śmiertelników.

Film Hitchcocka jest nie tylko thrillerem ze świetnie zbudowanym suspensem, ale i melodramatem historią mającą coś z opowieści Poego, np. „Ligei”. Spodobał mi się już ob pierwszych scen.

„Ostatniej nocy śniłam, że znów jestem w Manberlay. Stałam przed żelazną bramą, której nie mogłam otworzyć. Nagle jak to we śnie, dzięki nad naturalnej mocy przeniknęłam przez przeszkodę jakbym była duchem (…)Kręta ścieżka doprowadziła mnie do tajemniczego i cichego domostwa (…) księżyc potrafi płatać figle i nagle wydawało mi się, że w oknach pojawiło się światło (…)”

rebeka recenzja

Od tych słów, którym towarzysza powolne, długie ujęcia kamery prowadzące nas aż do murów posiadłości rozpoczyna się film. Hitchcock od początku buduje niesamowity klimat tej opowieści. Jest mroczno i mglisto, bo jak wiadomo w mroku i we mgle najlepiej ukryć wszelkie tajemnice.

rebeka recenzja

A tajemnic jak wspomniałam nie brakuje. Hitchcock pomimo dość wolnego tępa filmu nie zapomniał o wstawieniu kilku niezaprzeczalnie mocnych zwrotów akcji. Nie można tu mówić o dużym zaskoczeniu, al fabuła znacznie zmienia tor. Nie zabraknie też inteligentnych i dowcipnych dialogów.

Jeśli chodzi o filmowych bohaterów to obok zabiedzonego kopciuszka i mrocznego wdowca mamy jeszcze upiorną służącą, wielką przyjaciółkę byłej pani domu, w tej roli Judith Anderson- niesamowita aktorka. Wprowadza ona swoją osobą sporo zamieszania i nieco psychodeliczną grozę.

rebeka recenzja

Scenografia niestety bije po oczach sztucznością, zwłaszcza w scenach plenerowych, jednak w wersji czarno-białej filmu dodaje mu teatralnego uroku.

Film jak zazwyczaj polecam fanom starego kina.

Moja ocena:

Straszność:7

Klimat:10

Fabuła:7

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Zabawa:7

Dialogi:9

Zaskoczenie:6

Oryginalność:6

To coś:8

74/100

Stare oblicza wampiryzmu

Vampyr– Der Traum des Allan Grey/ Wampir (1932)

vampyr recenzja

Czyli kolejny wpis kierowany przede wszystkim do fanów starego kina. A może nie tylko?

„Ta historia opowiada o dziwnych przygodach młodego Allana Greya. Jego badania nad kultem diabła i wampirami sprzed wieków, uczyniły go marzycielem, dla którego zatarły się granice między rzeczywistością a światem nierzeczywistym”

vampyr recenzja

Od takiegoż wstępu zaczyna się na wpół niemy obraz Carla Theodora Dyera. Na wpół niemy- nie wiem czy to dobre określenie… Nieliczne dialogi po między postaciami są „udźwiękowione”, Widz czyta to, co ma do powiedzenia w temacie narrator opowieści, oraz fragmenty pojawiającej się w filmie książki. Nie spotkałam się jeszcze z takim zabiegiem, ale mało widziałam, więc, cóż:)

Nasz bohater Allan, w tej roli wielki entuzjasta kina i współtwórca obrazu Nicolas de Gunzburg, przybywa do wioski Courtempierre. Zatrzymuje się w motelu, gdzie z niespokojnego snu budzi go starszy mężczyzna, który wtargnął do jego pokoju zostawiając po sobie tajemniczą książkę oraz słowa „Ona nie może umrzeć”. Nazajutrz Allan poznaje personalia owego człowieka. Jest nim bogaty lord, właściciel zamku i ojciec dwóch córek z czego jedna trawiona jest właśnie śmiertelną chorobą. Na oczach Allana lord pada martwy. Cień na ścianie wskazywałby na użycie broni palnej, ale w tym filmie nic nie jest pewne. Allan będący świadkiem śmierci tego człowieka zostaje w jego domu i stara się pomóc umierającej i jej siostrze. Przy okazji pilnie studiuje pozostawioną przez zmarłego książkę, „Dziwne opowieści o wampirach”.

vampyr recenzja

O jakości i wartości tego filmu decyduje przede wszystkim jego atmosfera. Fabuła ma tu raczej drugorzędne znaczenie, bo ani nie jest odkrywcza ani szczególnie wciągająca. Oglądając film kilkakrotnie wciskałam pauzę, aby lepiej przyjrzeć się poszczególnym kadrom. A jest na co popatrzeć. Film ogląda się jak własny sen –  Motyw snów jest z resztą bardzo ważny w tym obrazie.

vampyr recenzja

Podobnie jak w wspomnianym nie tak dawno „Furmanie śmierci” zastosowano tu nakładanie na siebie dwóch taśm filmowych, by uzyskać efekt przezroczystości wszelkich „widm”.

Obraz epatuje mglistą bielą, jakby prześwietliły im się taśmy. Zapewne to zabieg celowy, aby jeszcze silniej podkreślić oniryzm powieści. Mamy dzięki temu wrażenie, że wszystkie wydarzenia dzieją się bardzo wczesnym, oślepiająco bladym świtem. W końcu kiedy noc przechodzi w świt można dopiero ujrzeć ohydne oblicza nocnych bestii. Z resztą najintensywniej śnimy właśnie o świcie- podobno:)

vampyr recenzja

Praca kamery jest iście mistrzowska. Ujęcia są bardzo długie przez co widz ma wrażenie, że płynie przez ten film, albo płynie wraz z nim – to już kwestia podatności na sugestie.

Tak jak sen, film posługuje się językiem symboli. Biel- kolor ofiary, chłop z kosą jako zwiastun nadciągającej śmierci. etc.

Wampiryzm jest tu przedstawiony jako zgnilizna, starość, drapieżna chęć przetrwania. Wampiry to starcy i staruchy, które piją krew by jakoś przetrwać. Żaden tam kult młodości piękna i nieskończonych uciech. Oglądając takie filmy możemy zobaczyć jak przez lata ewoluowała wizja wampiryzmu.

vampyr recenzja

Nie będę nachalnie lobbować nikogo do oglądania takich prehistorycznych obrazów, ale jeśli ktoś ma ochotę to polecam:)

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:7

Klimat:10!

Zdjęcia:10!

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

To coś:10

Dialogi:5

72/100

Duchy starego kina

„Panie pozwól by moja dusza dojrzała zanim nadejdzie pora żniw”

Körkarlen/Furman śmierci (1921)

furman śmierci

„Furman śmierci” to perełka kina niemego. Perełka kina szwedzkiego. Perełka horroru. Zapoznałam się z nim z wielkim entuzjazmem:)

Fabuła filmu jest bardzo złożona, jak na owe czasy. Mamy do czynienia z bardzo ciekawą konstrukcją obrazu opartą na kilku następujących po sobie retrospekcjach o raz na czasie realnym. W opowieści świat fantastyczny przeplata się z realiami zwykłego życia członków szwedzkiego społeczeństwa.

Sposób w jaki wygenerowano na ekranie postaci duchów wydaje mi się  wręcz symboliczne: Dwa lub więcej obrazów naświetlono na jednej taśmie filmowej. W ten sposób widzimy jednocześnie świat ludzi żywych i widmowy świat duchów. Tak jakby chciano nam przez to powiedzieć: istnieją dwa światy jednocześnie. To bardzo ambitne posunięcie i powiem szczerze, że dało piorunujący efekt- moim zdaniem sto razy lepszy niż komputerowo wygenerowane duchy współczesnego kina.

furman śmierci

Aktorzy kinowi w owych czasach nie byli jeszcze oswojeni z technikami aktorskimi jakie używane są dziś. Przenosili więc na srebrny ekran teatralną manierę, pełną egzaltacji i momentami patosu. Gdybyśmy mieli do czynienia ze zwykłą opowieścią obyczajową pewnie ich gra trąciła by przesadą, ale wobec ogromu dramatu jaki prezentowany jest w filmie nie widziałam w zachowaniu bohaterów krzty przesady. Kto zachowuje bowiem stoicyzm wobec śmierci?

furman śmierci

Akcja horroru rozgrywa się w wigilię nowego roku. Młoda siostra Armi Zbawienia umiera na suchoty. Jej ostatnią wolą jest przyprowadzenie do niej Davida Holma. Oczywiście widz jeszcze nie wie, kim ów David jest dla dziewczyny.

Davida poznajemy, gdy popija z dwoma kumplami na cmentarzu. Opowiada im niezwykłą historię, legendę o Furmanie śmierci.

Ostania osoba, która wyzionie ducha w noc sylwestrową będzie Furmanem śmierci przez następny rok. Historię tę David znał od swojego kompana od kieliszka, który zawsze z lękiem witał nowy rok, ponieważ piekielnie bał się, że umrze o północy i stanie się niewolnikiem zmuszonym do uwalniania dusz śmiertelników przez następny rok. Jego obawy okazują się uzasadnione…

Wesołą biesiadę Davida i jego towarzyszy przerywa posłaniec od chorej siostry. David wyśmiewa go przez co naraża się na gniew kompanów. Kumple rzucają mu się do gardła i w wyniku uderzenia butelką David pada na ziemię.

Ta historia ma w sobie coś z opowieści wigilijnej. Po Davida przychodzi stary druh obecnie furman śmierci i zabiera go w podróż pełną wspomnień o osobach, które David skrzywdził. Poznajemy w ten sposób pełną goryczy historię człowieka, który przez swój nałóg unieszczęśliwił wiele osób. Nie ma tu jednak nachalnego moralizowania. Widz sam ma wyciągać wnioski z obrazów, które widzi. Dialogi są szczątkowe. Powiedziane jest tylko tyle ile konieczne. Taki już jest czar kina niemego- wyraża więcej niż tysiąc słów.

„Furman śmierci” sączy się smutkiem. Muzyka, która odgrywa tu niebagatelnie ogromną rolę jeszcze potęguje każde uczucie jakie wywołuje prezentowany obraz. A sam obraz, tu na prawdę można się rozpłynąć w zachwycie. Zdjęcia w poszarzałej sępi nadają wrażenie jakbyśmy oglądali ożywione postaci ze starych fotografii. Obraz oświetlany jest tylko punktowo, reszta kadru pozostaje w ciemności, co dobitnie przypomina nam, że mamy do czynienia z mroczna opowieścią grozy.

W „furmanie śmierci” możemy obserwować wiele rozwiązań technicznych i fabularnych który były powielane przez lata. Bardzo rzuca się w oczy podobieństwo sceny, w której David rozwala drzwi siekierą ze scena z „Lśnienia” Kubricka.

Film doczekał się dwóch reamk’ów jednego z w ’38 drugiego bodajże w ’59.

Trzeba obejrzeć, po prostu trzeba!

Moja ocena:10/10

Intrygi Hitchcocka part 1

The Lady Vanishes/ Starsza pani znika (1938)

starsza pani znika

Ostatnio udało mi się znaleźć fantastycznego chomika z mnóstwem bardzo, bardzo starych horrorów.Możecie się więc domyślać, że „Starsza pani znika” to dopiero początek:)

 

„Starsza pani znika” uważany jest za pierwszy z wybitniejszych filmów Hitchcocka. Ja osobiście mam mieszane uczucia wobec niego. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.

Scenariusz do filmu, jak zazwyczaj u tego reżysera bywa, powstał na podstawie powieści. Z tym, że tym razem wzięto na warsztat bardziej znane dzieło- przynajmniej w Anglii.

starsza pani znika

Akcja obrazu rozpoczyna się w niewielkim hoteliku w fikcyjnym mieście, w fikcyjnym europejskim państwie. Poznajemy tam wszystkich najważniejszych bohaterów dreszczowca: Młodą damę Iris Henderson (jej postać silnie kojarzyła mi się ze Scarlet O’Harą), muzyka Gilberta Redmana, dwóch dżentelmenów Caldicotta i Chartersa, parę kochanków Margaret i Ericka i oczywiście tytułową starszą panią.

Wszyscy oczekują w hotelu następnego ranka, kiedy to zostaną usunięte skutki zejścia lawiny i będą mogli wyruszyć pociągiem w dalsza podróż. Właśnie w pociągu rozgrywa się właściwa akcja obrazu, ale wierzcie mi, sporo czasu minie zanim w owym pociągu się znajdziemy…

Pewnie przysnęła bym z nudów przy tak długim (nawet jak na Hitchcocka) wstępie, ale na szczęście ów wstęp obfitował w masę humorystycznych zdarzeń i dialogów- tak też jest z resztą przez cały film. Zanim wszyscy szczęśliwie znajdą się w pociągu będziemy światkami zamachu, którego ofiarą stanie śliczna Margaret. Z pomocą przyjdzie jej starsza pani i obie kobiety staną się wiernymi towarzyszkami podróży do momentu, gdy starsza pani zniknie…

starsza pani znika

Nikt tak po prostu nie może zniknąć z jadącego pociągu. Iris jest pewna, że coś musiało się przytrafić starszej pani mimo iż pozostali towarzysze podróży nie wierzą w ogóle w istnienie owej damy. Oni twierdzą, że Irys mocno oberwała w głowę i w wyniku urazu w jej wyobraźni zrodził się obraz staruszki, może mają rację? A może wszyscy mają swoje powody by kłamać?

Rozstrzygnięcie nie jest takie proste. Obie strony konfliktu są przekonujące. Intryga nabiera rozpędu, aż do finału, który… no cóż, mnie mocno na prawdę mocno zawiódł…

Cały obraz zachowywał równowagę pomiędzy komedią a thrillerem, jednak nadszedł moment wyjaśnienia całej zagadki i wydał mi się on zdecydowanie śmieszny, a to bardzo źle, bo nie sądzę ażeby z założenia miał budzić humorystyczne skojarzenia. Obawiam się że Hitchcock traktował to bardzo serio.

SPOILER: Przez cały film zadawałam sobie pytanie: kim jest starsza pani? No i w finałowej konfrontacji się dowiedziałam, że jest tajną agentką, angielskim szpiegiem… Ze zdziwieniem uniosłam brwi i już miałam film wyłączyć, ale tego nie zrobiłam, może szkoda bo świetnego wrażenia po dobrze skonstruowanej intrydze nie zatarł by niesmak przesłodzonego happy end’u, który już dobił mnie totalnie.KONIEC SPOILERA

Oceniając ten film staram się jednak skupić na kiełkującym geniuszu artystycznym. Bowiem w filmie mamy już zalążki świetnie trzymających w napięciu tajemnic, inteligentnego humoru i specyficznego tylko na Hitchcocka klimatu.Więc jest ok:)

Moja ocena:

Napięcie (zamiast „Straszności”:):9

Klimat:7

Fabuła:7

Aktorstwo:7

Zdjęcia:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Dialogi:9

To „coś”:6

Oryginalność:6

62/100