Archiwa tagu: horrory z 2015

Syberiada

Must alpinist/ Widmo z gór (2015)

must alpinist

Grupa estońskich studentów wyrusza w kilkudniową podróż ku Syberyjskim górom celem znalezienia najlepszych okazów nefrytu. W drodze nie obywa się bez problemów. Słabo przygotowani młodzi ludzie i nieprzyjazne okoliczności przyrody to niezbyt fortunne połączenie. W końcu jeden z bohaterów znika bez śladu, a pozostali są zmuszeni szukać pomocy w pobliskiej wiosce.

“Must alpinist” to mój pierwszy estoński horror w historii bloga. Zabrałam się więc do niego z ciekawością. Tak się złożyło, że trafiłam na produkcję debiutanta, pozbawioną profesjonalnego szlifu i ograniczoną niewielkim budżetem. Nie daje mi więc to wiarygodnego obrazu estońskiego kina grozy, bo wiadomo, że niskobudżetówki zwykle mierzy się inną miarą.

Fabuła filmu ma opierać się na autentycznych wydarzeniach z lat osiemdziesiątych kiedy to grupa studentów, głównie geologii, ale trafił się też biolog i studentka medycyny wybrali się na wyprawę badawczo- poszukiwawczą do odległej Syberii. Historię relacjonuje nam jeden z jej uczestników, który wspomina po latach przerażające wydarzenia.

must alpinist

Ile w tym wszystkim prawdy trudno powiedzieć, bo nie udało mi się znaleźć żadnego wiarygodnego źródła. Obstawiałam jednak, że będę mieć tu do czynienia z filmem pokroju “Tragedii na przełęczy dialatowa” i po części tak jest.

Nasi bohaterzy ą kiepsko przygotowani, nie łączą ich więzy przyjaźni, a indywidualne oczekiwania wobec wyprawy różnią się. Dość chaotyczne prowadzenie narracji sprawiło, że nie zdołałam zbyt dobrze przyjrzeć się jej bohaterom nie mogę jednak odmówić kreacjom aktorskim naturalności.

Nie znaczy to jednak, że mogę nazwać ich warsztat dobrym. Nikt chyba szczególnie nie analizował tego, kto ma być kim w tej historii i jaką rolę miał do odegrania. Scenariusz też zdaje się iść na żywioł, bo brakuje tu konsekwencji i jakiegoś logicznego ciągu zdarzeń.

Ten wszechobecny chaos dodaje filmowi absurdalnego wymiaru, co można dodać na plus bo z absurdalną historią mamy tu do czynienia. Bo co tu mamy?

Mamy lokalną legendę o alpiniście, który zaginął i od tej pory powraca jako widmo bez twarzy. Mamy zaginięcie jednego z bohaterów, najprawdopodobniej zakopanego w śnieżnej lawinie. Mamy podejrzenia względem jego kolegów kończące się wzajemnymi oskarżeniami. Wszystko to w małym radzieckim miasteczku gdzie największą władzę ma zblazowany komunista na stanowisku stróża prawa. Zamieszanie jakie tu powstaje można posumować słowami ‘burdel na kółkach’, ale ma to swój urok.

must alpinist

Tak, w jakiś sposób to dziwowisko przetrzymało mnie przed ekranem i teraz wspominając seans uważam go za ciekawe doświadczenie. Wydaje mi się jednak że braki jakie obiektywnie prezentuje ta produkcja mogą ja pogrzebać w oczach większości widzów, więc nikomu go usilnie nie zamierzam polecać.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

53/100

W skali brutalności: 1/10

Z pamiętnika seryjnego mordercy

Memoir of a Murderaka  Sal-in-ja-eui Gi-eok-beob/ Wyznania mordercy (2015)

memoir of a murder

 Byeong-soo właśnie dowiaduje się, że cierpi na alzhaimera. Jedyną radę jaką dostaje od lekarza to, by pielęgnował wspomnienia póki może. Tak też postanawia uczynić Byeong -soo. Rezygnuje ze swojej praktyki weterynaryjnej po tym jak przez pomyłkę uśmierca kota i skupia się na spisywaniu swoich wspomnień. Wspomnień nie byle jakich, bo wspomnień seryjnego mordercy, który ostatnią ofiarę zabił przed siedemnastoma laty. Niestety okoliczności zmuszą go kolejnego pościgu w ślad za osobą, która zasługuje na śmierć, gdy na swojej drodze spotyka godnego, albo niegodnego, zastępce.

Kiedy przeczytałam, że “Meoir of murder” to historia seryjnego mordercy z demencją produkcji koreańskiej, wiedziałam, że muszę ten film zobaczyć.

Koreańczycy jak zwykle, niebanalni. Co prawda cała opowieść nie zrodziła się w głowie twórców filmu, lecz pisarza, autora powieści pod tym samym tytułem, nie mniej jednak uderzające jest to, że moi ulubieńcy znowu wyszli na przeciw moim potrzebom. Ile razy zastanawiałam się co dzieje się z seryjnymi mordercami na starość? Oczywiście tymi, którym starości było dane dożyć. Dlaczego przestali zabijać? A może nie przestali? Co porabiał Zodiak? Jak emeryturę spędził Kuba Rozpruwacz? I wielu wielu innych, o których nawet nie dane nam było usłyszeć, bo ich zbrodnie nigdy nie wyszły na jaw, albo nie zostały rozwiązane właściwie.

memoir of a murder

Byeong-soo jest odpowiedzią na te pytania. Po zabiciu ostatniej ofiary miał wypadek i skupił się na wychowywaniu córki. Teraz cierpi na zaniki pamięci i walczy jak lew by zachować odrobinę przytomności umysłu. Wtedy na jego drodze staje, można rzec, sobowtór. Młody sprawny i zabójczy. Byeong- soo nakrywa go praktycznie na gorącym uczynku. Wystarczy jedno spojrzenie w oczy by drapieżnik rozpoznał drapieżnika.

memoir of a murder

Młody morderca oczywiście nie chce być złapany, w pogardzie ma próby zdemenciałego starca, układa plan.Byeong- soo wie, że jego umysł powoli zanika, ale mordercze zwyczaje pozostają. ów brak jasności umysłu po stronie naszego staruszka niejednokrotnie każde nam poddawać w wątpliwość jego osąd sytuacji.

Ich pojedynek dostarczy wielu emocji. Bez hollywoodzkiej kaskaderki i efekciarstwa, czyli po koreańsku, czyli tak jak lubię. Ze świetnym aktorstwem po męskiej stronie obsady i urodnym po damskiej. Jest to pojedynek między dwoma czarnymi charakterami, bo jeden i drugi ulepieni są z tej samej gliny, nawet historie ich naznaczonego przemocą dzieciństwa można przyrównać. Oczywiście, Byeong-soo zabijał tylko tych, którzy ‘zasługiwali na śmierć tym jak żyli’, ale przecież tak mówi każdy seryjny, czyż nie. Mimo tego jestem pewna, że starszy pan przekona Was by to jemu kibicować.

Nie będę ukrywać, że thriller “Wyznania mordercy” mnie zachwycił. Próbuje desperacko przypomnieć sobie jakiś koreański thriller, który mnie nie zachwycił, by pokazać, że tli się we mnie trochę obiektywizmu, ale nic z tego. Albo koreańskie kino jest tak bezbłędne, albo postradałam rozum;)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

78/100

W skali brutalności:2/10

Co z Tobą, Janie?

Sun Choke (2015)

sun choke

Młoda kobieta, Janie żyje zamknięta w czterech ścianach willi w Los Angeles. Towarzyszy jej surowa opiekunka, gosposia i terapeutka w jednej osobie. Wykorzystując często kontrowersyjne metody Irma pracuje nad zdrowiem psychicznym Janie. Kolejnym krokiem w terapii ma być samodzielne opuszczenie domu. Gdy Janie samotnie krąży po mieści wpada na rówieśniczkę Savanne, która budzi jej zainteresowanie. Zainteresowanie w wykonaniu Janie ma jednak osobliwe oblicze.

Zarówno pomysł jak i reżyseria filmu jest zasługa jednej osoby, Bena Crescimana, o którym w sumie niewiele mi wiadomo. Pisywał już scenariusze, nakręcił film krótkometrażowy, współpracował w produkcji, dorobek więc raczej niewielki. Nie przeszkodziło mu to jednak  w zrealizowaniu “Sun Choke”. Jest to obraz z rodzaju tych dziwnych. Gatunkowo można go określić mianem thrillera psychologicznego.

Uwaga widza skupia się tu na Janie, która pozostaje w domu pod opieką Irmy. O jej rodzinie wiemy tyle, że ojciec na dłużej wyjechał do Japonii. O samej Janie też nie dowiemy się wiele, jeśli chodzi o jakiś konkretny werbalny przekaz.

Migawki z jej życia, pokazują nam że ma poważne problemy zdrowotne. Jej psychika jest delikatnie mówiąc w rozsypce. Z tej przyczyny dziewczyna została odizolowana.

Opiekująca się nią Irma surowo egzekwuje posłuszeństwo w wykonywaniu przez Janie jej zaleceń. O ile joga i picie koktajli nie są niczym szczególnie kontrowersyjnym o tyle Irma ma w zanadrzu dużo mocniejszy repertuar. Zacznijmy od izolacji: Młoda, piękna dziewczyna odcięta od świata, jak Roszpunka w wysokiej wieży pod strażą złej wiedzmy. Kiedy Janice zbyt rozsmakowuje się w wolności, elektryczna obroża ostudza jej zapędy. Irma stosuje też hipnozę, o której akurat nie mam najlepszego zdania, ale to jeszcze nic, obserwujemy bowiem jak Irma wywołuje u Janie ataki epileptyczne.

sun choke

Ale czy zła wiedźma wypuściłaby swoją Roszpunkę na balety do miasta? No, raczej nie. Janie dostaje jednak wychodne w związku z postępami w terapii. Tu w jej życiu pojawia się Savannah. Widzimy jak Janie sprytnie obserwuje dziewczynę zbliżając się do niej coraz bardziej. Pytanie jaki w tym cel?

I tu mam problem. Scenariusz nie przewiduje wyjaśnień, nie podsuwa zbyt wielu podpowiedzi bym mogła zbudować jakąś interpretację dalszych zdarzeń. Następuje eskalacja choroby Janie, o której jednak nie chce pisać zbyt wiele.

Finał jest taki, że nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta mozolnie budowana opowieść zmierzała w zasadzie donikąd. Zabrakło tu pointy.

sun choke

Technicznie jet zgrabnie. Kolorystyka zdjęć wywołuje wrażenie, że obserwujemy obraz przez mgłę. Może to ta sama mgła która spowija umył Janie? Aktorstwo prezentuje niezły poziom. Sarze Hagan odtwórczyni roli Janie udaje się przykuć uwagę, wzbudzić niepokój.

Reasumując nie wróżę tej produkcji zbyt wielu fanów. Potrafi zainteresować, ale z utrzymaniem zainteresowania jest już problem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś: 5

48/100

W skali brutalności:1/10

Nie chcesz być sobą

True Story (2015)

true story

Wzięty, jak dotąd, reporter z New York Times zostaje zwolniony z pracy po tym jak odkryto, że w jednym ze swoich artykułów śledczych nagiął prawdę dla wzmocnienia przekazu.

Gdy Michael bezskutecznie poszukuje zatrudnienia otrzymuje telefon informujący go o sprawie pewnego mordercy, który zamordował swoją żonę i dzieci, a po popełnieniu zbrodni w Stanach ukrywał się w Meksyku posługując fałszywym nazwiskiem. Ni mniej ni więcej podawał się za Michaela Finkela, dziennikarza New York Times.

Prawdziwy Michael postanawia spotkać się z tym człowiekiem i dowiedzieć się dlaczego ten podszył się akurat pod niego.

Thriller “True Story” powstał w oparciu o relację amerykańskiego dziennikarza spisaną pod tytułem “Złodziej tożsamości. Historia prawdziwa”. Książki nie miałam okazji przeczytać, nawet o niej nie słyszałam choć ukazała się na polskim rynku. Film jest dziełem nie szczególnie doświadczonych twórców, choć nie odnotowałam w nim rażących uchybień na poziomie wykonawczym. Sama historia, cóż, dość ciekawa. Jej głównym tematem jest spotkanie między doświadczonym i bystrym dziennikarzem a gościem, który zamordował własną rodzinę. Chyba domyślacie się, że ciekawość Michaela nie ograniczyła się do zbadania dlaczego niejaki Christian Lango postanowił się pod niego podszyć. Jego dziennikarski apetyt jest znacznie większy. Mężczyzna postanawia dociec prawdy na temat popełnionej zbrodni, dowiedzieć się, czy Lango zabił, a jeśli tak to dlaczego to zrobił. Aresztowany mężczyzna zgadza się na wywiad na wyłączność, z którego ma powstać książka autorstwa Finkela, ma jednak swoje warunki.

true story

Ta historia w jakiś sposób kojarzy się relacją zawartą w “Szanowny Panie Gacy”, bo opowiada o psychologicznej grze między mordercą za zainteresowanym jego historią ‘prawym obywatelem’. Tak jak intencje nastolatka korespondującego z Gacy’m nie były zbyt czyste, bo chciał wykorzystać znajomość do własnych celów, tak samo dzieje się w przypadku Michaela. Jakie intencje może mieć dziennikarz pogrążony w niesławie łatwo można się domyślić, ale o co chodzi mordercy? Tu sprawa jest nieco bardziej złożona. W wielkim uproszczeniu myślę, że facet chciał po prostu być kimś innym, ale to nowe oblicze chyba też ostatecznie go rozczarowało.

Produkcja jest silna w dobra obsadę. Elegancko odchudzony Jonah Hill, którego po raz pierwszy widziałam w niekomediowej roli, śliczna jak zawsze i emanująca kobiecą stanowczością Felicity Jones i wisienka na torcie, czyli James Franco, jak zwykle pyszałkowaty i nie budzący sympatii.

Seans uważam za zadowalający, ale rewelacji nie ma.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

Morderca, pisarz, morderca

Jack (2015)

jack

Jack Unterweger w 1976 zostaje skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo osiemnastolatki. Odsiadując wyrok zaczyna pisać sztuki teatralne, opowiadania i wreszcie  autobiograficzną powieść “Czyściec”, która z jakiś powodów zachwyca elity intelektualne Austrii.

Jack skutecznie ubiega się o zwolnienie warunkowe. Wychodzi na wolność jako dojrzały mężczyzna, przykład sukcesu procesu resocjalizacji. Jest rozchwytywanym celebrytą, któremu nie brakuje powodzenia u kobiet. Wkrótce po jego zwolnieniu, w Wiedniu rozpoczyna się fala morderstw na prostytutkach.

Kojarzycie takiego typa jak “Dusiciel z Wiednia”? Oto przed Wami Jack Unterweger, cud resocjalizacji, albo raczej mistrz manipulacji. Człowiek, który wydymał austriacki wymiar sprawiedliwości. Nabrał wszystkich. O jego zwolnienie z więzienia apelowała sama noblistka Elfriede Jelinek autorka “Pianistki” – ktoś kto czytał powieść, powie: wiadomo, że baba ma niepokolei, ale fakt faktem, że talent prozatorski mordercy zamydlił wszystkim oczy.

Po raz pierwszy z historią Unterwegera spotkałam się przy okazji lektury książki “Pisarz, który nienawidził” kobiet. Służyła mi za lekturę na wykładach z psychometrii, z której i tak nic nie kumałam. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy z tego, że oto mam do czynienia z historią opartą na autentycznych wydarzeniach. No, bo jak to tak? Później usłyszałam o kanibalu z Japonii, który po dokonaniu makabrycznego czynu w Europie żyje sobie w ojczyźnie w blasku glorii – nic mnie już nie powinno dziwić.

jack

Muszę przyznać, że sama historia Unterwegera jest bardziej porywająca niż nakręcony przez Elisabeth Scharnang obraz w oparciu o nią. Film jest bodaj produkcją dla TV i byłabym rada gdybym mogła obejrzeć coś zgrabniejszego na ten temat.

Seansu z “Jack’em” absolutnie nie odradzam, bo jakby nie patrzeć jest to szansa na poznanie niezwykle interesującej historii, ale wykonanie mogłoby być lepsze.

Z plusów odnotować muszę kreację aktorską głównego bohatera, który wypada bardzo przekonująco. Z minusów zdecydowanie nierówny tok narracji, która wprowadza więcej zamieszania niż to konieczne.

Akcja filmu rozpoczyna się z chwilą opuszczenia przez morderce murów więzienia. Poznajemy go jako gościa talk show, błyskotliwego, owianego tajemnicą intelektualistę i artystę.

Jack zaczyna pracę jako dziennikarz. Związuje się z kobietą, która jego mordercze zapędy odczytuje jako akty miłości. Stwierdza, że Jack potrafi kochać jak nikt inny.

jack

Są lata 90 i austriacka policja nie ma szczególnej wprawy w tropieniu seryjnych zabójców, a właśnie takowy zagnieżdża się na ich terenie. Zaczynają ginąć prostytutki. Oczywiście nieprędko padnie podejrzenie na Jacka. Nie pamiętam już jak konkretnie tę kwestie przedstawiono w filmie, ale prawdziwy Jack w swojej dziennikarskiej karierze poruszał temat seryjnych morderców – można rzec dzielił się informacjami z pierwszej ręki. W końcu rozwija skrzydełka na tyle, że Austria to dla niego za mało. Tak zostaje mordercą międzynarodowym.

Film skupia się na tym by jak najlepiej sportretować mordercę. Idzie to jak idzie, ale nie można mu odmówić tego, że poznamy tu sporo faktów z życia Jacka w tym jego własną interpretację swojego zachowania. Tu zaskoczenia nie będzie, przypadek bardzo typowy.

Jest więc tak jak wspomniałam, film średni, ale sama historia świetna i jak zwykle gdy pisze ją życie – dziwniejsza od fikcji.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:5

58/100

W skali brutalności:2/10