Archiwum kategorii: Filmy

Stary dom i jego historie

From time to time/ Od czasu do czasu (2009)

from time to time

Ciężko ten film nazwać horrorem, jest to natomiast, podobnie jak „Dom zagubionych dusz”  nastrojowa historia o duchach.

Z resztą jedną z głównych ról w obydwu filmach gra ta sama aktorka. 

from time to time

Trafia na moją osobistą listę, bo mimo wszystko zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Uwielbiam klimat starych domów. Portrety przodków na ścianach, tajemnicze przejścia, zabytkowe meble pamiętające czasy kilku pokoleń wstecz. Wierzcie mi, jak się mieszka w bloku jeszcze bardziej docenia się takie miejsca.

Film przenosi nas w czasy tuż przed zakończeniem drugiej wojny światowej, lecz historia domu którą serwują nam autorzy sięga jeszcze dalej. Poznajemy smutne tajemnice, rodzinne dramaty i tradycje. Na wycieczkę w przeszłość zaprasza nas grupka duchów, przodków młodego chłopca- głównego bohatera filmu.

from time to time

Wystraszyć, nie wystraszy, ale dla wielbicieli nastrojowych opowieści o duchach jest prawdziwym skarbem. Film nie trafił i chyba już nie trafi do polskich kin, do obejrzenia w necie:)

Moja ocena: 8/10

Wkurzą Jacka takie sprawy, ciągle praca, brak zabawy

The Shining/ Lśnienie (1980) vs The Shining/ Lśnienie [1997)

lśnienie

Jack, Torence aspirujący pisarz i  dość nieprzyjemny typ z problemem alkoholowym, wraz z żoną o paszczy chomika i dość zakręconym synkiem wprowadza się na 5 miesięcy do pięknego hotelu w górach gdzie ma sprawować fuchę zimowego stróża.

W roli głównej mamy niesamowitego Jacka Nicolson’a, który sprawił iż ten film, rzecz jasna mający wiele innych zalet, jeszcze bardziej zapada w pamięć.

 „Lśnienie” jest jednym z moich ulubionych horrorów i obok „Innych” jednym z tych, do których najczęściej wracam.

Kubrick zadbał o wszystko. Mocne, krwawe sceny grozy, klaustrofobiczny, przytłaczający klimat  wpędzają widza w ostrą paranoję. Jest to jeden z tych nielicznych horrorów, które NAPRAWDĘ przerażają.

lśnienie

Grozę budzą zarówno pojedyncze sceny jak i cała wizja twórcy.

Niepokorny mistrz Stanley Kubric dokopał Kingowi tą ekranizacją. Dokopał sowicie i z impetem darując sobie dłużyzny jakie zafundował nam pisarz w swoim dziele, zmieniając niektóre wątki i dodając co nieco od siebie. Cieszę się, że to zrobił bo dzięki temu mamy do czynienia z jednym z najlepszych horrorów wszech czasów. Takie jest moje zdanie z którym z całą pewnością nie zgodzi się żaden ortodoksyjny fan prozy Kinga.

Wszytko w tym filmie jest na swoim miejscu. 

Fabuła jest spójna i trzyma w napięciu, rozwija się powoli ale sukcesywnie, aż następuje wspaniały finał.

Możemy obserwować powolny rozpad psychiki głównego bohatera, który z pijaczka frustrata zmienia się w oszalałą bestię. Nie następuje to z dnia na dzień. Proces ten jest powolny. Bardzo dużym atutem scenariusza jest relacja między Wendy a jej mężem.  Nicolson jest świetnym aktorem, a do tej roli wydawał się być wręcz stworzony:) Kreacja żony- chomika, jest jakby przeciwwagą do jego postaci. Razem tworzą wspaniały duet choć ci którzy dali biednemu chomikowi złota malinę, najwyraźniej nie podłapali koncepcji Kubricka. To obok horroru historia o rodzinnej patologii, współuzależnieniu małżonków, czego skutkiem jest po pierwsze 'odjazd’ najmłodszego członka rodziny i w reszcie kompletny upadek jego ojca.

Dodatkowym atutem, dla mojej osobistej uciechy jest fakt iż akcja rozgrywa się w czasie zimy, Nicolson w swoim morderczym szale gania ofiary po śniegu. Perspektywa tego ze mogłabym zmarznąć przeraża mnie bardziej niż wizja ognia piekielnego, więc wszystkie horrory „na śniegu” są stworzone dla mnie:)

lśnienie

lśnienie

Fani niemego kina z pewnością rozpoznaję jedną z najsłynniejszych filmowych scen, czyli wywalanie drzwi, żywcem wyciągnięte z „Furmana śmierci”. Scen zapadających w pamięć jest tu zresztą mrowie. Praktycznie każde ujecie jest tu maksymalnie dopieszczone, nawet przejazd małego Danny’ego na rowerku.

lśnienie

Tak czy inaczej mamy tu do czynienia z produkcja perfekcyjną w każdym calu. Jakby komuś było mało, dodam jeszcze iż muzykę robił nasz rodzimy mistrz Penderecki i odwalił kawał dobrej roboty.

Moja ocena:10/10


lśnienie

Jak wspomniałam ortodoksyjni fani prozy Kinga z pewnością nie zapatrują się dobrze na rozliczne cięcia i zmiany w filmie Kubricka względem oryginału napisanego przez Kinga. Dla nich pisarz postanowił nakręcić własne „Lśnienie”, oparte na jego scenariuszu będącym wierny odwzorowaniem tej niemożliwie długiej literatury. Z uwagi na to, że każdy nawet najmniej istotny szczegół książki w oczach jej autora jest elementem niezbędnym ta ekranizacja łącznie trwa jakieś cztery i pół godziny…

Dla nie przebrniecie przez trzy półtoragodzinne odcinki były drogą przez mękę. Heroicznym czynem, na który porwałam się z szacunku dla Kinga. Wnioski z tego seansu są raczej przykre.

King całkowicie nie miał dystansu do swojej historii i ten brak dystansu odbił się na odbiorze. Pierwszy z odcinków to kompletny zastój. Półtorej godzinny wstęp w którym aktorzy, marni z resztą nawet jak na produkcję telewizyjną, wygłaszają wciąż te same kwestie. Dla mnie połowę dialogów można by wyciąć bez straty.

Obsada jest tu obok rozwleczonego scenariusza i bardzo słabej realizacji (zdjęcia, efekty) najsłabszym ogniwem, który konsekwentnie ciągnie tą czterogodzinną landarę ku przepaści. W przypadku filmu Kubricka mieliśmy do czynienia z aktorami mega charakterystycznymi, charyzmatycznymi tu mamy aktorów… ładniejszych. Jeśli chciałbym być złośliwa powiedziałabym, że Stephen specjalnie upiększył Jacka i Wendy gdyż jego „Lśnienie” miało być poniekąd sfabularyzowaną spowiedzią z osobistych błędów. Chyba ubodło go, że Kubrick uczynił z niego pijaka bez talentu a z jego żony pokorną mimozę w dodatku szpetną:)

lsnienie

Młody odtwórca roli Danny’ego to jeszcze gorsza historia. Mogli by tam posadzić kukłę i efekt byłby taki sam.

Nie podobała mi się ta Kingowska wersja „Lśnienia” i uważam, ze King chcąc poprawiać Kubricka strzelił sobie w stopę i ośmieszył się – nie inaczej.

Moja ocena:

3/10

Jazda

Riding the bullet/ Jazda na kuli (2004)

jazda na kuli

Allan jest studentem, który przebywając na kampusie otrzymuje smutną wiadomość. Jego ukochana mama trafiła do szpitala. Chłopak nie zamierza czekać. Czym prędzej pakuje manatki i rusza autostopem w stronę rodzinnego miasteczka. Ta podróż pełna przygód i nadprzyrodzonych zdarzeń będzie w pewnym sensie podróżą w głąb jego największych lęków.

jazda na kuli

„Jazda na kuli” w reżyserii, wprawionego w filmowych ekranizacjach, Micka Garrisa, powstała w oparciu o opowiadanie Stephena Kinga pochodzącego ze zbioru „Wszystko jest względne„.

Opowiadanie robi dużo ciekawsze wrażenie głównie dlatego, że w słowie pisanym łatwiej przemycić retrospekcje, tak aby stały się integralną częścią opowieści. W ekranizacji również są obecne, bo w końcu wspomnienia o matce i nieszczęsny wypad na diabelski młyn zwany 'kulą’ stanowią bardzo ważny element bieżącej historii, ale jest ich znacznie mniej.

Co się tyczy tego, co w opowieści jest nadnaturalne, to będą to oczywiście 'przewoźnicy’ Allana, szczególnie jeden, który zażąda od bohatera decyzji z której podjęciem każdy z ludzi miałby ogromny problem.

jazda na kuli

W filmie mamy do czynienia z ciekawym wątkiem wyboru pomiędzy śmiercią swoją, a śmiercią kogoś nam bliskiego.

jazda na kuli

King nie boi się trudnych pytań i decyzji.Może dlatego tak skutecznie przeraża? Rzuca nas w paszczę naszych lęków..


(Postanowiłam zmienić nieco kryterium oceniania horrorów, gdyż głupio wychodzi, gdy dwa filmy, które są od siebie zupełnie różne maja taką samą ocenę. Ta więc teraz oceniać będę w oparciu o 10 elementów: Straszność, bardzo po polsku mi się to napisało…,Fabuła/historia/scenariusz, Zdjęcia, Aktorstwo, Dialogi, Oryginalność/pomysł, Zaskoczenie, Nastrój/klimat, Zabawa i  To „coś”. W skali od 1 do 10.)

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:8

Zdjęcia: 7

aktorstwo: 7

dialogi:7

oryginalność:8

zaskoczenie:5

nastrój: 7

zabawa: 7

„to coś”:7

63/100

Sami tworzymy swoje wspomnienia

Syvälle salattu (2011)

body of water

Jest to produkcja fińska, więc spodziewałam się nastoju w stylu „Sauny”, ale mamy tu już coś innego. Fabuła też jakaś taka… amerykańska.

Julia wraz z synkiem postanawia pomieszkać w swojej rodzinnej okolicy, nieopodal malowniczego jeziora. Ma tam pozałatwiać swoje sprawy zawodowe i przy okazji zafundować dzieciakowi fajne wakacje. Praca jednak pochłania ją zbyt bardzo w dodatku powracają dziwne i niejasne wspomnienia z dzieciństwa. Wydaje się, że nikt nie jest chętny by pomóc jej rozwikłać tajemnice z przeszłości, w dodatku Julia zaczyna przeczuwać iż jej synkowi grozi niebezpieczeństwo. Koś tu coś ewidentnie knuje..

body of water

Jedynym wyraźnie narzucającym się plusem tego filmu jest wplątanie w jego fabułę baśni/legendy.  Owa baśń staje się nośnikiem całej historii i motorem napędowym dalszych wydarzeń.

body of water

Mamy tu też całkiem sprawnie poprowadzony motyw psychologiczny, motyw wypartych wspomnień. Wszytko to prowadzi nas do finału, który może zaskoczyć.

Moja ocena: 6+/10

Zła dziewczynka

Yulenka/Juleńka (2009)

julenka

Istnieje jeszcze anglojęzyczny tytuł:Deadly lesson, ale to można sobie darować:)

„Juleńka” to niezwykła produkcja. Pod każdym względem. Jest rosyjską odpowiedzią na szereg anglojęzycznych filmów traktujących o „popieprzonych, złych dzieciach”.

julenka

Jest to nastrojową opowieścią osadzoną w realiach rosyjskiej szkoły dla dziewcząt.  Uczęszcza tam niezwykła dziewczynka, Julia Majewska. Nad wiek dojrzała, poważna i rozwinięta intelektualnie.  W Julence jest jednak coś niepokojącego. Czy jest po prostu złą dziewczynką, czy kryje się za tym coś więcej?

W  fabule”Julenki” mamy rozliczne nawiązania do greckiej mitologi, której dziewczynka jest miłośniczką. Swój życiowy plan Julia wciela w życie ze stoickim spokojem i precyzją godną chirurga.

To dziecko otacza przeszywające wszechobecne zło, nawet jej uroda jest niepokojąca.

julenka

Jej nauczyciel dostrzega straszne rzeczy dziejące się w szkole z internatem, do której uczęszcza jego pasierbica Nastia, Julenka i inne dzieci. W tej przedziwnej atmosferze facet zaczyna lekko wariować, bo czy to możliwe żeby grupa małych dziewczynek była zdolna do przemocy, a nawet morderstwa?

julenka

Film jest totalnie nie amerykański, to jego największa zaleta. Groza po rosyjsku, wygląda zupełnie inaczej. Zupełnie inne społeczne i kulturowe uwarunkowania wpływają na tło filmu w znaczny sposób. Niektóre zachowania bohaterów mogą dziwić, ale dla mnie to była miła odmiana.

W „Julence” nawet brutalność jest wysmakowana. Amerykanie lubią dorabiać ideologię do swoich poczynań w stylu „zabijam ludzi bo nikt mnie nie lubi”. Tu wyższa idea, jest naprawdę wyższa. Logika jest może nico pokrętna, ale to dodaje filmowi jeszcze większej wartości i wyróżnia go na tle filmów typu „Case 39” czy „Hurt”, gdzie bohaterami również są dzieci.

Zaletą są również piękne zdjęcia. Aktorsko, można przyczepić się do kreacji nauczyciela, ale on i tak ginie gdzieś w tyle i robi tło dla doskonałej roli Julii. Szczerze mogę polecić, bo to jeden z tych filmów, do których zawsze z przyjemnością wracam.

Moja ocena: 9/10