By się dobrze bawić trzeba kogoś zabić

*Recenzja patronacka

Seryjni.pl – Maciej Szymczak

Karol był ładnym chłopcem, może trochę zbyt pucołowatym, ale podobał się dziewczynom. Marzył o karierze wojskowej, lubił zbierać noże. Pochodził z dobrej rodziny, uczył się w technikum. Czasami tylko opowiadał dziwne rzeczy. Chciał zwrócić na siebie uwagę, wyróżnić się, zaimponować kolegom i koleżankom. 16 maja 1968 roku wykonano na nim wyrok śmierci. Jego fantazje o zabijaniu tym różniły się od fantazji, że wcielał je w życie.

Karol Kot to tylko jeden z bohaterów zbioru opowiadań Macieja Szymczaka. Spotkacie tu Bohdana Arnolda, Joachima Knychałę, Edmunda Kolanowskiego, czy Karla Denke. Nasz kraj taki piękny, tyle w nim inspiracji. Maciej Szymczak postanowił znaleźć dla nich szczególne miejsce. Jego zbiór opowiadań „Seryjni.pl” to galeria potworów. Każde z ośmiu opowiadań poświęcone jest innemu eksponatowi.

U drzwi widzimy „Karola” – Karolka. Oj, co to był za niegrzeczny chłopiec. Przyglądamy mu się w dość tradycyjnej perspektywie narracji trzecioosobowej. To fabularyzowana wersja jego krwawych przygód. Bardzo mocne wejście w temat. Wyjście z niego to z kolei solidne trzaśnięcie drzwiami. Ode mnie plus za ten przewrotny nieco przegięty epilog;)

Dalej owoc późniejszych Ziem Odzyskanych, Karl Denke, którego ostatnio spotkałam w powieści „Chodź ze mną„. Tam był już zimnym trupem, tu żyje i ma się dobrze. Na jego drodze w listopadowy wieczór staje włóczęga, Sebastian i to jest tak naprawdę głównym bohaterem opowieści. Perspektywa nieco nam się przez to zmienia choć nadal trzymamy się narracji trzecioosobowej i nie wychodzimy z roli biernego obserwatora rozgrywającej się tu tragedii. Każdy kto zna przynajmniej w ogólnym zarysie historię Karla Denke wie czego może się spodziewać. „Wujaszek Denke” to taki polski Hannibal Lecter, to Wam powinno wystarczyć by zdjęła Was zgroza.

Kogo kojarzycie pod przydomkiem „Zimny Chirurg” ? Tak to Edmund Kolanowski, którego nasz autor przyłapuje na gorącym uczynku w czasie jednej z wielu cmentarnych eskapad. Scena, która otwiera opowieść i wprowadza nas w temat nie pozostawia złudzeń, że mamy tu do czynienia z szaleńcem grubego kalibru. Czy to częste wycieczki do nekropolii do jakich zmuszała małego Edzia matka, czy też wrodzone zaburzenia kazały mu upatrywać obiektów seksualnych w trupach? Kolanowskiego poznajemy na tyle dobrze by po plecach przebiegł nam zimny dreszcz. Autor relacjonuje jego poczynania nie narzucając czytelnikowi jakie emocje powinien w tej chwili odczuwać. Ta relacja jest … zimna jak trupy, które wykopuje Edward. Na tym chyba polega jej siła.

„Władca much” to zdecydowanie moje ulubione opowiadanie w zbiorze, co można odczytywać jako duży sukces po stronie autora, bo przypadkiem Bogdana Arnolda jakoś nigdy szczególnie się nie interesowałam. Ale to nie Arnold będzie naszym przewodnikiem w tej opowieści tylko Rafał, młody podcaster zafascynowany sylwetką seryjnego mordercy, który udaje się wprost do jego mieszkania by właśnie tam nagrać nowy odcinek na swój kanał. W gruncie rzeczy mamy tu opowieść o tym jak głęboko mroczne fascynacje mogą wejść nam pod skórę. A może jednak w grę wchodzi tu zjawisko paranormalne? Musicie ocenić sami.

Nie wiem, czy „Seryjni.pl” zasłużyło na to by stać się opowiadaniem tytułowym, jak wspomniałam mam tu innego faworyta nie da mu się jednak odmówić tego, że jest chyba jednym z najbardziej złożonych utworów w całym zbiorze. Historii samego Tadeusza Kwaśniaka nie znałam i tu wypadałby się bić w pierś, bo nie sądziłam by którykolwiek z polskich niesławnych umknął mojej uwadze, a jednak. Tadeusza nie spotkamy jednak spacerującego ulicami i dokonującego tego, czego zwykł dokonywać za życia. Poznamy za to grupę młodych gniewnych bieżących na cmentarz celem przywołania jego brzydkiej duszy. Czy im się to udaje? Ilość zgonów następujących bezpośrednio po zdarzeniu, a może chodzi o coś zupełnie innego związanego nie tyle z duszą, co z … krwią. Finał tej historii powinien Was zaskoczyć.

Był jeden taki, który powiedział: Włożyłem nożyczki w serce i już nie żyła. Tym raz przenosimy się do roku 1938 kiedy to do pewnej wioski pod Kutnem zawitał włóczęga podający się za „Blacharza”. To po raz kolejny dość klasyczne podejście do tematu, autor nie musiał stosować żadnych wybiegów by historią Ferdynanda zszokować i oburzyć. Tak, oburzenie to chyba właściwe słowo.

„Zaułki i wampiry” to moje drugie ulubione opowiadanie w zbiorze. Autor po prawdzie mocno puszcza tu wodze fantazji i przedstawia nam daleko idącą wariację na temat historii Joachima Knychały. Mnie to niecodzienne podejście do tematu naśladowcy Marchwickiego bardzo się podobało. Mamy tu do czynienia nie tyle z surową relacją z dokonywanych przez Knychałę mordów, co z pewnego rodzaju prezentacją dwóch alternatywnych rzeczywistości z czego jedną możemy traktować jako fantazję, która owładnęła umysłem antybohatera i z drugą, której bardziej się domyślamy niż poznajemy. Konfrontacja tych dwóch rzeczywistości owocuje nieoczywistym spojrzeniem na zagadnienie obsesji jaką Knychała darzył dokonania Marchwickiego.

Ostatni tytuł „Potwory są wszędzie” niejako podsumowuje temat, choć jest też jak najbardziej osobną historią, osobnego mordercy. Mordercy w sumie przypadkowego i raczej mało znanego. Jego biografia nie zasługuje na szczególną uwagę, ale to co spotkało kobietę, która miała nieszczęście go spotkać to już zupełnie inna kategoria.

Co muszę Wam powiedzieć gwoli podsumowania to to, że nie należy traktować tekstu jako zbioru biografii, bo swoboda twórcza autora dała mu możliwość fabularyzowania faktów, ujmowania ich często w niecodzienną perspektywę. „Seryjni.pl” niejako przełamują tabu, które nakazuje opowiadać o seryjnych mordercach w oskarżycielskim, moralizatorskim tonie. Każe analizować, dociekać, oceniać i wydawać sądy. Tu tego nie zaznacie, są tylko ludzie i ich historie. Ciężar emocjonalny stoi po stronie czytelnika. Jeśli jesteś w stanie go udźwignąć, czytaj, jeśli nie, może lepiej byś odpuścił?

*Książka objęta patronatem Biblii Horroru

2 komentarze nt. “By się dobrze bawić trzeba kogoś zabić

  1. Whistle-blower

    Opowiadanie „Zaułki i Wampiry” ma dwóch autorów, tylko wydawca zapomniał (sic!) podać drugiego nazwiska… Tym zapomnianym jest Michał J. Walczak. Info na ten temat można znaleźć na profilu Leśny Duch na FB.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Publikując komentarz akceptujesz Regulamin komentarzy.