Joe Hill jest dziwny

Dziwna pogoda – Joe Hill

„Dziwna pogoda” po raz pierwszy wydana w 2017 roku ( w Polsce rok później) to zbiór czterech noweli, albo jeśli wolicie czterech minipowieści, czy też czterech wyjątkowo długich opowiadań. Każde z nich za wyjątkiem jednego, można zamknąć w podgatunku dark fantasy. Napisanie i zebranie ich zajęło synowi Stephena Kinga cztery lata.

Lektura „Strażaka” – mojego pierwszego spotkane z pełnowymiarową prozą Hilla nabawiła mnie brzydkiego zwyczaju porównywania go z ojcem. Może trafiłam niefartownie, ale pierwsze opowiadanie w zbiorze „Dziwna pogoda”, czyli „Zdjęcie” (w pierwotnej wersji „Zdjęcie,1988”) również nasunęło mi skojarzenie z twórczością Kinga seniora. Było coś podobnego w zbiorze „Cztery po północy”, ale za nic w świecie nie jestem w stanie przypomnieć sobie tytułu.

W każdym bądź razie, rzecz dotyczy tajemniczego Pana Polaroida, o którym narrator naszej opowieści słyszy od starej niani. Kobieta przestrzega Michaela przed sytuacją, w której pozwoliłby Panu Polaroidowi zrobić sobie zdjęcie. Wkrótce chłopak na własne oczy przekona się o niezwykłych właściwościach pewnego aparatu fotograficznego.

Z całego zbioru, temu opowiadaniu najbliżej do horroru. Fajnie budowane napięcie i stopniowo rozrastająca się aura grozy. Moja ocena: 7/10

„Naładowany” to wynik refleksji Joe Hilla do jakich skłonił go makabryczny incydent z użyciem broni palnej w szkole w Newton w 2012 roku.  Ta nowela idzie bardziej w stronę thrillera niż horroru, czy dark fantasy.

Jej bohaterem jest Randall Kellaway ochroniarz w centrum handlowym na Florydzie. Mężczyzna, który w swoim własnym życiu odgrywa raczej rolę czarnego charakteru (dyscyplinarne zwolnienie z wojska, zakaz zbliżania się do małżonki i dziecka) nagle staje się bohaterem niemal narodowym. Oczywiście tak naprawdę wcale nim nie jest.

W tym utworze Hill przelewa na papier swoje przemyślenia na temat dostępu do broni palnej, zachodniego wyobrażenia o terroryzmie. Szczególnie pierwsza partia opowiadania jest bogata we wszelkiego rodzaju refleksje. Ale nie zabraknie też akcji. A gdy ta ruszy z kopyta… Aj, dziej się. Duży plus za zakończenie. Moja ocena:7/10

We „Wniebowziętym” dla odmiany zupełnie odrywamy się od ziemi. Aubrey Griffin skacząc ze spadochronem ląduje na chmurze. Ale nie jakiejś zwyczajnej. Chmura ta nie tylko jest wstanie utrzymać jego ciężar, zamknąć go w swoim wnętrzu, ale potrafi też czytać w myślach bohatera i projektować przed nim wizje złożone z pragnień i wspomnień. „Solaris”? Być może. Kiedy wspominałam, że Hill pisze dark fantasy miała na myśli także ten utwór. Koncepcja „Wniebowziętego” jest może i ciekawa, ale wykonanie jakieś takie wymęczone. Moja ocena: 4/10

„Deszcz” ostatnia z nowel „Dziwnej pogody” to kolejne po „Wniebowziętym” dziwne zjawisko atmosferyczne. Mamy tu trochę fantastyki, trochę groteski. Rzecz dotyczy Honeysuckle Speck, która w wyniku opadów deszczu traci swoją ukochaną, ginie także niedoszła teściowa. Deszcz, który spadł w Boulder rzecz jasna zwykłym deszczem nie był. Z nieba bowiem posypały się ostre kryształy, jak widać zdolne uśmiercić.

Nasza bohaterka rusza w podroż by o nieszczęściu powiadomić ojca ukochanej mieszkającego Denver. Główną oś opowieści stanowi więc barwna podróż kobiety. Jest trochę strasznie, trochę śmiesznie, ale jest to rodzaj humoru płynąc z absurdalnego tragizmu sytuacji. Ponownie mamy do czynienia z ciekawym finałem. Moja ocena: 7/10

Po raz kolejny trafiło mi się dzieło, które nie jest wstanie zdetronizować w moim odczuciu Kinga seniora. Zbiorek smaczny, przyjemny, ale nie zachwycający. Cały czas widzę jednak potencjał. On tam jest i pewnie w końcu zastanę go w większym rozkwicie.

Moja ocena: 6+/10

Dziękuje wydawnictwu Albatros

2 komentarze nt. “Joe Hill jest dziwny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Publikując komentarz akceptujesz Regulamin komentarzy.