Przed Kalkutą byłem głupcem

Pieśń Bogini Kali – Dan Simmons

Rok 1977. Amerykański dziennikarz o Polskich korzeniach Robert Luczak otrzymuje kuszące zlecenie napisania artykułu o tajemniczym poecie M. Dasa, który ukrywa się przed światem w Kalkucie. W tym celu udaje się do Indii wraz z żoną Amirą i niespełna roczną córeczką Victorią. Robert ma zamiar nie tylko napisać artykuł o Dasie, ale chce go odszukać i przeprowadzić z nim wywiad. Niestety okazuje się, że nie będzie to łatwe zadanie. Kalkuta niczym miasto pułapka pochłania ludzi i ich dusze.

„Pieśń Kali”, która w polskim przekładzie ukazała się za sprawą wydawnictwa Vesper stanowi literacki debiut Dana Simmonsa z roku 1985. Możecie więc pomyśleć, że jest ledwie pisarską wprawką przed tym czego autor dokonał w późniejszych latach, ale istnieje też możliwość, że w „Pieśni Bogini Kali” dacie radę dostrzec swego rodzaju preludium. Bowiem wszystko to, co Simmons przedstawia w tej dość krótkiej jak na jego możliwości powieści to przedsionek, początkowy etap ewolucji pomysłów, wątków i stylu autora. Jego pełny rozkwit możemy podziwiać np. w moim ulubionym „Droodzie„.

Dla mnie spotkanie z tą historią okazało się kolejnym dowodem na niesamowitą otwartość i uniwersalność autora. Nie ma chyba takich gatunkowych rejonów w jakie by się nie zapędził i takich wyzwań, którym by nie podołał. Na „Pieśń boginii Kali” składają się ostre riffy horroru ekstremalnego, nutka paranoid thrillera i wreszcie wysoki, krzykliwy ton horroru paranormalnego, który stanowi pierwszą linię wokalną.

Tytułowa Kali już od pierwszych chwil jakie nasz bohater spędza w Kalkucie zdaje się rzucać swój czar. Może stanowić coś na kształt personifikacji całego okrucieństwa i makabry zebranej w książce, może być duchem miasta. Miasta, które jest swego rodzaju bohaterem, albo antybohaterem powieści. Wywiera bowiem tak silny wpływ na narratora, że nie można oprzeć się wrażeniu, że tylko niewielka granica dzieli go od całkowitego upadku. Świat przedstawiony w powieści jest brudny i przygnębiający w takim stopniu, że trudno jest znaleźć jakikolwiek punkt odniesienia mogący stawić rzetelne porównanie. Nie powiem, elementy ekstremalne dość mnie zaskoczyły, ale zrzucam to na karb długości powieści. Nie było tu miejsca na sygnały ostrzegawcze.

Tak by the way, „Pieść Bogini Kalii” w zamyśle autora miała być opowiadaniem. Wyrosła jednak pięknie, choć nie jest to rozmiar „Terroru”.

To co zwróciło moją szczególną uwagę jeśli chodzi o prowadzenie fabuły, to fakt, że Simmons nie uległ kusząco łatwej drodze jaką wskazywała mu możliwość rozwinięcia wątku kryminalnego. Niektórzy mogą to uznać za element nie dość wykorzystany, ale dla mnie był to sygnał, że nie na to na czym powinnam się skupić.

Moja ocena: 8/10

Dziękuję wydawnictwu Vesper

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Publikując komentarz akceptujesz Regulamin komentarzy.