End of the time

End of the Line (2007)

end of the line

Karen jest pielęgniarką w szpitalu dla psychicznie chorych. od jakiegoś czasu obserwuje duży przyrost pacjentów o podobnych objawach. Znak czasów, czy może kryje się za tym coś więcej?

Wracając z dyżuru nocnym pociągiem Karen i kilku innych pasażerów zostaje zaatakowanych przez grupę fanatycznych wyznawców apokalipsy, którzy zgodnie z głoszoną przez sektę tezą akurat tej nocy mają posłać na tamten świat jak najwięcej grzeszników. Wszytko dla zbawienia.

Karen i ci, którzy nie zginęli w pierwszej fali masowego mordu muszą kryć się w podziemiach metra by przetrwać tą apokalipsę.

end of the line

Fanatyzm religijny jest jedną z głównych przyczyn lęku obywateli całego świata. Ataki ze strony wyznawców wszelakich kultów sprawiają, że wiara coraz mniej kojarzy się ze zbawieniem, a coraz bardziej z terrorem. O ostatnich wydarzeniach w Europie nie muszę chyba nikomu przypominać, jednak nakręcony w 2007 roku film odwołuje się nie tyle do jednej z największych religii świata ile do mniejszych ugrupowań, jak chociażby japońska Najwyższa Prawda, która na swoim koncie ma łudząco podobny do fabuły „End of the Line” incydent. Chodzi mi tu o akcje z lat ’90, która przyniosła śmierć kilkunastu osobom w Tokijskim metrze.

end of the line

Film nie jest może najwyższych lotów, fabuła nie wyróżnia się pomysłowością, a wszytko sprowadza się do survivalu, ale mimo to sens z nim zaliczam do raczej udanych.

Po pierwsze mamy tu dobrą lokalizacje akcji. Nocne pociągi, podziemne kolejki to przestrzeń nader często wykorzystywana w filmowych horrorach. „Raw meat„, „Nocny pociąg z mięsem„,”Lęk„, „Oszukać przeznaczenie 3” i wiele innych. Tu największa robotę odwala ograniczona przestrzeń i ciemność podziemi. Kolejka pędzi i w żaden sposób nie zobaczymy co mija po drodze. Los podróżujących leży w rękach jakiegoś anonimowego 'motorniczego’, który przecież może w swojej klitce paść na zawał, albo usnąć, a podróżni zostaną bezradni.

Kiedy zdarzało mi się wracać metrem z uczelni bardzo często zabawiałam się myślą co też może za chwilę spotkać mnie i towarzyszy podróży. Może grupka licealistek postanowi dokonać grupowego samobójstwa? („Suicide club”) a może jakiś szczurek pogryzający porzuconego na torach batona doprowadzi do spięcia w instalacji elektrycznej i pociąg się wykolei?

Nic nigdy się nie stało, a największy dramatem jaki spotkał mnie w podziemiach metra to nie zatrzymanie się pociągu na stacji z powodu przepełnienia…;)

Bohaterowie „End of the Line” mieli zdecydowanie większy problem. Już oczekując na pociąg, główna bohaterka zostaje zaatakowana przez agresywnego typa, jak się później okaże, będącego jednym z wyznawców kultu końca świata. Kiedy Karen zdąży odetchnąć po nieprzyjemnym incydencie w pociągu rozlegną się dźwięki wiadomości kolejno przychodzących na pager’y podróżnych. Każdy kto otrzyma wiadomość wstaje jak robot ze swojego miejsca i uzbrojony w krzyż o  innym niż sakralne zastosowaniu rusza na rzeź.

Odsetek fanatyków jest stanowczo za duży by normalni ludzie mogli bezpiecznie dotrzeć do swoich domów. Zmuszeni są ukrywać się i walczyć. A walka z szaleńcami nie bojącymi się śmierci łatwa nie jest. I to jest druga zaleta filmu, bardzo konkretni antagoniści. Zbiorowa masa szaleńców, bardzo różnorodna. Na tyle różnorodna, że nie wiemy, kto za chwilę wyciągnie krzyż…

end of the line

Protagonistów poznajemy stosownie wcześniej, tak by móc zżyć się z nimi zanim zostaną postawieni w sytuacji zagrożenia życia. Żaden z nich nie wzbudził we mnie szczególnej sympatii, ani nie zasłużył na szczególne wyróżnienie. Oczywiście kibicowałam im, ale bez większego zaangażowania. Bardziej ciekawiło mnie co po wypełnieniu misji uczynią członkowie sekty. Tu sprawdziły się moje przewidywania. Szału nie ma.

Dla wzbudzenia większego zainteresowania warstwą paranormalną wydarzenia i poniekąd potwierdzenia kołatających się gdzieś z tylu głowy obaw w końcu zostaniemy uraczeni elementem nie z tej ziemi.

Finał filmu ma za zadanie dodatkowo dobić widza skalą szaleństwa i się to udaje.

Film jest całkiem niezły, ale bez większego zachwytu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Publikując komentarz akceptujesz Regulamin komentarzy.